Reklama

Drogi do świętości

Prawdziwy facet i tyle

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Facet niezmiennie cichy, spokojny, dobrze ułożony, zawsze we wzorowo wyprasowanych spodniach, bez śladu pyłku pod paznokciem, gładko ogolony, subtelnie pachnący i rozprawiający stonowanym głosem na tematy neutralne - może się podobać najwyżej babciom i ciociom urządzającym wytworne imieniny w pokojach pełnych szkła. No i pewnej grupie kobiet, które godzą się z tym, że same będą musiały wbić gwóźdź albo przemalować ścianę. Ulubieniec cioci chyba nawet kół w rowerze po zimie nie napompuje. Ale za to jest grzeczny i miły. I jakoś tak się dzieje, że inni faceci mają czasem ochotę mu przyłożyć (nie popieram, ale wiem, że ochotę mają).

Święci rodzaju męskiego robią też czasem takie wrażenie (no dobra, nawet częściej niż czasem). Ale to w sumie nie ich wina, wypucowano ich tak już po śmierci. Nie wiem, co mieli i mają na myśli autorzy takich wymuskanych biografii, ale jeśli chcieli ostatecznie zniechęcić normalnego człowieka do świętości, udało im się to nad podziw.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Reklama

„Przybyłem w stanie godnym pożałowania, brudny jak świnia”. Czy święty mógłby tak o sobie pisać? Piotr Jerzy Frassati mógł. Nie tylko to zresztą. Pisząc te słowa jednocześnie sobie popalał. To może chociaż nie pił? - zapyta niespokojna ciocia. Ale po cóż w takim razie targałby z kumplami tę wielką beczkę wina (zachowało się to jakże kompromitujące zdjęcie - ale żeby nie było, już był wtedy pełnoletni). Rzecz w tym, że pod wieloma względami nie różnił się od innych. I nie był żadnym chodzącym ideałem (te ciągłe poprawki na egzaminach). Ale był - o tak! - prawdziwym mężczyzną.

Po czym się takiego poznaje? Ma w sobie coś nieokiełznanego, nawet kiedy nosi garnitur; zawsze zostawia sobie pewien margines niezależności, nawet jeśli ma nad sobą dziesięciu przełożonych. To nie jest kwestia wykształcenia, zawodu czy sprawności fizycznej. I to się czuje. Po prostu. Bo koniec końców u faceta liczą się dokonywane wybory, odpowiedzialność, cywilna odwaga, a nie to, że sobie zaklął czy łap nie umył przed jedzeniem. Bycie prawdziwym mężczyzną nie jest sprzeczne z wolą Boga. Na tej drodze również się Boga spotyka. Frassati przecież spotkał.

„Istnieją w nas siły piękne i nieujarzmione” - to słowa św. Franciszka z Asyżu. Którego, nawiasem mówiąc, masa ludzi kojarzy głównie z kwiatkami i ptaszkami (chyba nie dotarło do nich, że ten człowiek uspokoił kiedyś wilka). Franciszek miał łeb i trafiał w sedno. Po co udomawiać coś, co wyrywa się ku wolności? Dużo ciekawiej jest szukać swojej prawdziwej drogi, nawet jeśli nie jest do końca bezpieczna czy przewidywalna. Przeżyć przygodę. I tam szukać Boga. Bo przecież nie leżąc przed telewizorem! Frassati to rozumiał.

Reklama

Uwielbiał góry. A że Alpy miał blisko, kiedy tylko mógł, wspinał się na nie i to nie sam. Miał swoją paczkę takich samych zapaleńców. Napisał w liście: „Kiedy się idzie w góry, trzeba najpierw dojść do ładu ze swoim sumieniem, bo nigdy nie wiadomo, czy się wróci. A jednak przy tym wszystkim wcale się nie boję, raczej pragnę coraz bardziej piąć się na góry, zdobywać najzuchwalsze szczyty, doświadczać tej czystej radości, jakiej się tylko w górach doznaje”. Czyli można połączyć przygodę z wiarą. Ewangelizować też można niekonwencjonalnie. Frassati w tym celu założył z przyjaciółmi Stowarzyszenie Ciemnych Typów. Nie brzmi to może jak nazwa ruchu apostolskiego, ale z pewnością zdziałali więcej, niż gdyby nazywali się Grupą Sympatycznych Studentów albo Ruchem Aniołów Uśmiechu.

Zachowało się wspomnienie jednej z koleżanek, która przyglądała mu się podczas modlitwy. Był to podobno widok tak niezwykły, że dziewczyna nie potrafiła skupić wzroku na Najświętszym Sakramencie, tylko wciąż odwracała się w stronę Piotra. Można oczywiście powiedzieć, że się gapiła, bo był przystojny - ale inni koledzy potwierdzali, że Frassati modlący się naprawdę przyciągał uwagę.

Pomagał biednym i chorym. Nic dziwnego, prawdziwy facet umie pochylić się nad słabszymi. Frassati, który żył na maksa, i tutaj dawał z siebie wszystko. Wiecznie brakowało mu forsy, bo zawsze znalazł się ktoś, kto jej bardziej potrzebował. Jakby tego było mało, opiekował się tymi ludźmi, wręcz im usługiwał. I tak dorobił się choroby Heinego-Medina. Zaraził się od jednego z żebraków. Kiedy umarł, na pogrzebie zjawiło się prawie całe miasto. Przypuszczam, że jego rodzicom ze zdumienia wyszły na wierzch oczy, bo Piotr był w ich pojęciu synem raczej nieudanym. No cóż, bywa.

Religia może być rutyną i może być przygodą. Można bezmyślnie praktykować i można z zapałem szukać Boga. Człowiek jest wolny i może z tą wolnością zrobić wszystko, nawet zamknąć się w bezpiecznych czterech ścianach, gdzie największą ekscytacją będzie dramatyczny zwrot akcji w „Modzie na sukces”. Wybór… I tak dalej…

* * *

Komentarze

Witek
Gdyby John Eldregde o nim słyszał, na pewno dałby go do „Dzikiego serca” jako pozytywny przykład.

Uściślacz
To jeszcze tylko uściślę:)
Piotr: ur. 6 kwietnia 1901 r., zm. 4 lipca 1925 r.
Patron: młodzieży, studentów, ludzi gór i Akcji Katolickiej

2013-06-24 12:49

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Masz zegarek, ale czy masz czas?

– Muszę coś zrobić ze swoim życiem – mówiła czasem w krótkich „przypływach świadomości”, jak to określali jej znajomi. Wciąż tylko praca, dom, obowiązek goni obowiązek, spotkania ewangelizacyjne i trudno powiedzieć, co jeszcze. Terminarz zapisany z wyprzedzeniem, ciężko wcisnąć nawet spotkanie z przyjaciółką – ostatecznie pogada przez telefon, w końcu to też dobry kontakt. Niemal codziennie Msza, tylko od jakiegoś czasu już chyba jedynie jako punkt dnia, który trzeba wypełnić, bo w czasie czytań myśli o kolejnym delikwencie, któremu musi pomóc (pytanie tylko, czy on tej pomocy od niej rzeczywiście potrzebuje...), a po Komunii nawet nie pamiętała – czytaj: nie miała czasu, żeby powiedzieć „Kocham Cię, Boże...”. Bo chyba już nawet zapomniała, po co to wszystko. Dla jakiego Boga... Nie miała przecież czasu. Trochę jak w tym kawale o pracowniku jeżdżącym z pustą taczką w tę i z powrotem. Jak kierownik go zapytał, czemu tak biega, odpowiedział: Bo tyle roboty, że nawet nie ma czasu taczki załadować;)

Znajomy obrazek? Mówią, że my, Europejczycy, mamy zegarki, a Afrykańczycy czas. Coś chyba w tym jest. Jak piszą miłośnicy Czarnego Lądu, jego mieszkańcy się nie spieszą, nie ma dla nich znaczenia spóźnienie pięć minut czy dwie godziny. Czy są szczęśliwsi? Nie wiem. Wiem za to, że my czasem pędzimy z pustą taczką, a nawet nie zastanawiamy się, po co, czy to wszystko nam, a może i innym potrzebne. Zdarza się, że gdzieś po drodze gubimy sens i cel. Tylko co dalej? Można się tłumaczyć, że przecież tak trzeba, że inni mnie potrzebują, że przecież życie tak pędzi, wszyscy tak żyją, tylko na przykład oddają się pracy, kursom, kolejnym szkoleniom. Ja przynajmniej pomagam innym, mówię o Bogu, pokazuję, jak wspaniałe może być chrześcijaństwo... Ale czy rzeczywiście? Czy ten przekaz ma jeszcze odrobinę soli, tego niepowtarzalnego smaku, który cię wyróżniał jeszcze niedawno? Czy nie wpadasz w samonapędzającą się machinę i nie potrafisz się zatrzymać?
CZYTAJ DALEJ

Nowenna przed Świętem Podwyższenia Krzyża Świętego

Krzyż nie jest znakiem przegranej. Jest znakiem miłości, która poszła do końca. To na nim Chrystus oddał swoje życie za każdego człowieka. Dlatego 14 września Kościół zatrzymuje się przy tajemnicy Krzyża i przypomina, że to, co po ludzku wygląda na klęskę, w Chrystusie może stać się drogą do życia. Przez dziewięć dni chcemy przybliżać się do Krzyża nie tylko myślą, ale przede wszystkim własnym życiem. Każdego dnia zatrzymamy się przy innej tajemnicy: miłości, cierpieniu, przebaczeniu, nadziei, samotności, wierze, wspólnocie i zaufaniu.

Zacznijmy tę modlitwę 5 września, aby 14 września stanąć razem pod Krzyżem Chrystusa.
CZYTAJ DALEJ

Nauczyciele i wychowawcy u Matki Bożej Języka Polskiego

2026-09-12 13:11

ks. Łukasz Romańczuk

Nauczyciele na pielgrzymce w Henrykowie

Nauczyciele na pielgrzymce w Henrykowie

W ramach Pielgrzymki Nauczycieli Wychowawców, Nauczycieli i Katechetów do Sanktuarium Matki Bożej w Henrykowie sprawowana była Msza św. pod przewodnictwem ks. Rafała Michaelisa, diecezjalny duszpasterz Nauczycieli i Wychowawców Archidiecezji Wrocławskiej.

Pielgrzymka nauczycieli i wychowawców w naszej archidiecezji ma stosunkowo długą tradycję. Jeszcze na początku lat 2000. odbywała się ona do Sobótki, do tamtejszego sanktuarium św. Anny i Matki Bożej Gwiazdy Ewangelizacji. Później epidemia nieco przyćmiła zasięg tego duszpasterstwa, ale już po raz trzeci staramy się odtworzyć tę pielgrzymkę. Drugi raz jesteśmy w Henrykowie, u Matki Bożej Języka Polskiego i samo to wezwanie wydaje się bardzo odpowiednie dla nauczycieli - podkreśla ks. Michaelis.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję