Zdawać by się mogło, że przebrzmiały już echa niemieckiego serialu „Nasze matki, nasi ojcowie”. Jednak niedawno nieoczekiwanie dopisano do tego relatywizującego historię obrazu kolejny odcinek, który mógłby nosić tytuł „Nasi bohaterowie”.
Jeszcze w latach 90. XX wieku „bohaterami”, ze szczególnym wyróżnieniem postaci Clausa Schenka Grafa von Stauffenberga, władze Niemiec mianowały spiskowców, którzy 20 lipca 1944 r. w Wilczym Szańcu k. Kętrzyna dokonali nieudanego zamachu na życie Hitlera.
Pojmani zamachowcy zostali rozstrzelani lub powieszeni. Być może dla Niemców stali się bohaterami, ale nie można wyprzeć ze świadomości, że kierowały nimi nie żadne szlachetne pobudki, lecz pragmatyzm – w chwili, gdy hitlerowska III Rzesza wojnę już przegrywała.
Nie zmienia to faktu, że byli nazistami i antysemitami, a o Polsce i Polakach myśleli jak najgorzej. Dlatego udział ustępującego już Prezydenta RP w rocznicowych uroczystościach w Berlinie, a zwłaszcza przychylanie się do sugestii, że zamach Stauffenberga był jakoby katalizatorem wybuchu Powstania Warszawskiego, to mimowolne wpisywanie się Bronisława Komorowskiego, podobno historyka z wykształcenia, w szkodliwe dla Polski relatywizowanie historii. To są ich – i tylko ich, czyli Niemców – bohaterowie, nie nasi!
Nasza prognoza z 11 lipca nosiła tytuł „U progu wielkiej zmiany”. Nie minęły dwa tygodnie i nastąpił wstrząs, który przewidywaliśmy. Działania kierownictwa PiS uruchomiły bowiem lawinę, której skutki są przełomowe. Po niemal ćwierćwieczu dominacji na polskiej scenie politycznej Platformy (Koalicji) Obywatelskiej i PiS, ujrzeliśmy właśnie koniec tej epoki.
Nie jest naszym zadaniem rozważanie, dlaczego Jarosław Kaczyński postanowił zdemontować Prawo i Sprawiedliwość, ale widać wyraźnie, że ten ruch zmieni także obecną KO. Oto bowiem KO traci przeciwnika, który określał całkowicie sens jej istnienia. Obie formacje były niczym bracia syjamscy – jedna nie może egzystować bez drugiej. Załamanie PiS, oznacza również w perspektywie najbliższych miesięcy, stopniowe osłabienie KO. I podobnie jak na początku XXI wieku wkroczyliśmy w fazę kształtowania się na nowo polskiej sceny politycznej, a wybory w 2027 roku (a może jednak wcześniej), będą podstawowym czynnikiem formującym.
Nasza prognoza z 11 lipca nosiła tytuł „U progu wielkiej zmiany”. Nie minęły dwa tygodnie i nastąpił wstrząs, który przewidywaliśmy. Działania kierownictwa PiS uruchomiły bowiem lawinę, której skutki są przełomowe. Po niemal ćwierćwieczu dominacji na polskiej scenie politycznej Platformy (Koalicji) Obywatelskiej i PiS, ujrzeliśmy właśnie koniec tej epoki.
Nie jest naszym zadaniem rozważanie, dlaczego Jarosław Kaczyński postanowił zdemontować Prawo i Sprawiedliwość, ale widać wyraźnie, że ten ruch zmieni także obecną KO. Oto bowiem KO traci przeciwnika, który określał całkowicie sens jej istnienia. Obie formacje były niczym bracia syjamscy – jedna nie może egzystować bez drugiej. Załamanie PiS, oznacza również w perspektywie najbliższych miesięcy, stopniowe osłabienie KO. I podobnie jak na początku XXI wieku wkroczyliśmy w fazę kształtowania się na nowo polskiej sceny politycznej, a wybory w 2027 roku (a może jednak wcześniej), będą podstawowym czynnikiem formującym.
W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.