Reklama

Kościół

Kiedy krypta w Asyżu staje się lustrem

Do św. Franciszka mam szczególny sentyment. Mój dziadek, członek Franciszkańskiego Zakonu Świeckich przy warszawskim kościele ojców kapucynów, od dzieciństwa czytał mi „Kwiatki św. Franciszka” i wciąż o nim opowiadał podczas rodzinnych spotkań. Od tych opowieści biła jakaś niesamowita radość i prostota, której wtedy nie umiałam nazwać.

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Gdy dziś myślę o ludziach, którzy wchodzą do bazyliki św. Franciszka w Asyżu, by zobaczyć doczesne szczątki jednego z najbardziej znanych na świecie świętych, zastanawiam się, co ich tam tak naprawdę prowadzi. Jedni pewnie ściskają różaniec i półgłosem kłócą się z Bogiem, inni przybywają z sercem tak poranionym, że trudno im uwierzyć w jakiekolwiek przesłanie Biedaczyny z Asyżu. Są też zapewne i tacy, którzy chcą po prostu zaspokoić ciekawość - widzieli już ciało o. Pio, więc teraz może „kolej na Franciszka”. A jednak, ostatecznie wszyscy spotykają się w tym samym punkcie: przed ciałem człowieka, który 800 lat temu zaryzykował wiarę, że Ewangelią da się żyć naprawdę, a nie tylko „mniej więcej”.

Archiwum o. Giulio Cesareo

Szczątki Biedaczyny z Asyżu

Szczątki Biedaczyny z Asyżu
Nie da się przejść obok tego obojętnie. Ciało w krypcie nie jest „religijną atrakcją”, ale milczącym dowodem, że ktoś już wszedł w tę samą kruchość co my: chorował, bał się, mylił, bywał wyśmiany i niezrozumiany. A jednak właśnie on wybrał drogę radykalną - oddał wszystko, co miał, i bardziej zaufał Bogu niż swoim planom, kalkulacjom i zabezpieczeniom.

Podziel się cytatem

Kiedy patrzę na tę scenę oczami wyobraźni, widzę w niej coś w rodzaju lustra: odbija się w nim nie tylko życie Franciszka, ale i moje. I wtedy muszę sobie zadać niewygodne pytanie: na ile pozwalam, by Ewangelia naprawdę „weszła w moje ciało” i styl życia, a na ile wciąż wolę trzymać ją w bezpiecznej sferze pięknych idei?

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Reklama

Wspólnota braci z Sacro Convento w Asyżu po raz pierwszy otwiera przed światem możliwość publicznego oddawania czci doczesnym szczątkom św. Franciszka - wystawienie potrwa do 22 marca. To nie jest tylko informacja z plakatu, ale realna szansa, by zatrzymać się na modlitwie przy jego relikwiach i na nowo usłyszeć przesłanie przyjaźni, bezinteresowności i nadziei, które w nim wciąż pulsuje. To, że relikwie zostały udostępnione na dłużej - z przestrzenią na ciszę, zadumę, bardzo osobistą rozmowę z Bogiem - brzmi dla mnie jak zaproszenie, którego nie da się zbyć wzruszeniem ramion. Zaproszenie - niekoniecznie zresztą do samego Asyżu, bo przecież papież ogłosił Rok św. Franciszka i zdecydował, że za nawiedzenie świątyni związanej z Biedaczyną w jakimkolwiek miejscu na świecie, można uzyskać odpust zupełny. To jak cichy dopisek do tego wydarzenia: nie chodzi tylko o wyjątkowy „event” we włoskim mieście, ale o drogę otwartą dla każdego z nas - tam, gdzie akurat jesteśmy, jeśli tylko zechcemy zrobić choć kilka kroków w stronę Boga śladami św. Franciszka.

Dziś jego imię jest „oswojone”. Franciszek - to sympatyczny święty od zwierząt, od ekologii, od „miłego Kościoła”. Można go powiesić na plakacie w pokoju dziecka, można się do niego odwoływać w najbardziej ostrych sporach ekologicznych, można go cytować. A jednak, kiedy schodzimy do krypty w Asyżu, wszystkie te wygodne etykiety nagle bledną. Zostaje pytanie: czy naprawdę chcę go naśladować, czy tylko mieć pod ręką jako duchowe alibi?

Próbuję go sobie wyobrazić dzisiaj. Św. Franciszek scrollujący newsy, widzący kolejne informacje o wojnie, kryzysie, nienawistnych komentarzach, o kolejnych podziałach także w Kościele. Myślę, że byłby wstrząśnięty, ale nie zaskoczony. Jego średniowieczny świat też znał przemoc, biedę, niesprawiedliwość i duchowe wypalenie. To wszystko już było. Tyle że on nie zatrzymał się na oburzeniu ani na narzekaniu. Zaczął od siebie: rozebrał się z własnego komfortu, z własnych zabezpieczeń, z własnej potrzeby kontroli. Potraktował Ewangelię na serio. Czy to nie jest dokładnie to, czego nam brakuje? Franciszek staje przed nami nie jako sympatyczny bohater legend, ale jako niewygodne pytanie: ile w moim chrześcijaństwie jest zaufania, a ile zarządzania? Ile z Ewangelii, a ile z marketingu mojego własnego wizerunku - także tego „pobożnego”?

Reklama

Wystawienie jego ciała właśnie teraz, gdy tyle mówi się o polaryzacji, o wojnach, o kryzysie Kościoła, ma dla mnie wymiar bardzo osobisty. Przypomina, że świętość nie jest „projektem dla wybranych”, lecz konsekwencją jednego, bardzo konkretnego „tak”, wypowiedzianego Panu Bogu w środku naszych lęków i niepewności. Franciszek przecież nie urodził się święty. Uczył się Boga powoli, przez błędy, przez upokorzenia, przez niezrozumienie rodziny i przyjaciół. Jego droga nie była gładka i przewidywalna, tylko poszarpana – jak nasze życiorysy. Jest w nim też coś bardzo czułego, co szczególnie dotyka współczesne serca: jego zdolność do przyjaźni. Z Bogiem, z ludźmi, z całym stworzeniem.

W świecie, w którym coraz częściej czujemy się samotni nawet pośród tłumu i ciągłej łączności online, on pokazuje, że prawdziwa bliskość rodzi się z prostoty. Nie trzeba mieć doskonałych relacji, trzeba mieć odwagę odsłonić się przed drugim człowiekiem - bez masek, bez gry. Franciszek nie bał się słabości, bo wiedział, że Bóg nie przychodzi do naszych ideałów, ale do naszych ran. Może dlatego tak wiele osób - z różnych krajów, z różnym bagażem doświadczeń- zapisuje się, by stanąć przy jego szczątkach.

Kiedy więc pytam samą siebie: co znaczy dla mnie św. Franciszek dzisiaj, nie potrafię odpowiedzieć „ładnym” zdaniem. Bardziej widzę obrazy: człowieka, który zdejmuje z siebie zbroję, żeby przestać walczyć z całym światem; młodego świętego, który klęka przed trędowatym, chociaż cały się wzdryga; mężczyznę, który boi się śmierci, ale nazywa ją „siostrą”. I słyszę jakby ciche pytanie: czy ty też w ten sam sposób zaufasz Bogu?

Podziel się cytatem

Wystawione ciało Franciszka przypomina, że mimo wszelkich pozorów jesteśmy śmiertelni. Ale też, że w tej śmiertelności można przejść przez świat tak, by zostawić po sobie ślad. On go pozostawił. Nie w postaci idealnego życiorysu, tylko w postaci życia, które całe stało się odpowiedzią na miłość. Może właśnie o to chodzi, gdy pochylamy się nad postacią Świętego Franciszka - by choć na chwilę dopuścić do siebie myśl, że świętość nie jest poza naszym zasięgiem. Że jest zaproszeniem - także dla mnie, dzisiaj - do naśladowania Biedaczyny z Asyżu.

2026-02-22 13:18

Oceń: +13 -3

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Poezja, która łączy pokolenia

[ TEMATY ]

dr Milena Kindziuk

Red

Bardzo się ucieszyłam, gdy Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej wraz z Małżonką zaprosili do udziału w Narodowym Czytaniu poezji Jana Kochanowskiego. To w istocie zaproszenie do wspólnego święta słowa, które od wieków kształtuje naszą tożsamość, wiarę i spojrzenie na świat.

Gdy w kościołach rozbrzmiewa niekiedy dostojne „Czego chcesz od nas, Panie, za Twe hojne dary?/ Czego za dobrodziejstwa, którym nie masz miary?”, wielu z nas, porwanych melodią i podniosłą atmosferą, nie zastanawia się nad tym, kto jest autorem tych słów. Tymczasem za tą staropolską pieśnią kryje się nikt inny, jak Jan Kochanowski, renesansowy mistrz pióra, który w Czarnolesie pisał nie tylko o życiu, miłości, cierpieniu czy ojczyźnie, ale i o Bogu.
CZYTAJ DALEJ

Dramat w trakcie pielgrzymki konnej. Ksiądz w poważnym stanie w szpitalu, parafia prosi o modlitwę

2026-06-08 08:33

[ TEMATY ]

wypadek

OSP Bodzewo/Parafia Świętej Trójcy w Chwałkowie

Ks. Sławomir Ruks

Ks. Sławomir Ruks

W sobotę wierni uczestniczyli w konnej pielgrzymce na Górę Świętej Anny. W trakcie przejazdu na terenie Bodzewa doszło do wypadku z udziałem jednego z powozów. Jeden z koni spłoszył się w trakcie wymijania się z ciągnikiem rolniczym. Niestety, to doprowadziło do przewrócenia się bryczki na bok - czytamy w portalu epoznan.pl.

Ksiądz utknął pod przewróconym powozem i był ciągnięty przez konia jeszcze przez kilkadziesiąt metrów - podaje epoznan.pl za Faktem.
CZYTAJ DALEJ

Antonio Banderas: Dałem się oczarować Bogu

2026-06-08 14:43

[ TEMATY ]

Leon XIV w Hiszpanii

Antonio Banderas

Vatican Media

Antonio Banderas

Antonio Banderas

Podczas spotkania „Tkać sieci ze światem kultury, sztuki, gospodarki i sportu”, które odbyło się wczoraj w Arenie Movistar w Madrycie z udziałem papieża Leona XIV, wystąpił również Antonio Banderas. Znany aktor mówił o misji sztuki i jej znaczeniu w przezwyciężaniu przemocy oraz społecznych podziałów.

Artysta powiedział, że wspólny język wzmacnia dialog. Zwrócił uwagę, że wielokrotnie tym wspólnym językiem była sztuka, której relacje z Kościołem były bardzo owocne i niesłychanie istotne, a Kościół był największym mecenasem sztuki w historii ludzkości: „W centrum twórczego impulsu znajduje się ktoś, kto łączy od wieków style i kultury.To chyba postać najczęściej przedstawiana w historii sztuki – Jezus Chrystus. Wielki bohater filmu o życiu. Ikona miłości, pokoju i poświęcenia, owiana niewyczerpaną tajemnicą”.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję