Ga 1, 6-12 <- KLIKNIJ
List do Galatów zaczyna się bez zwyczajowego dziękczynienia. Zamiast niego Paweł uderza od pierwszych zdań: „nadziwić się nie mogę, że tak szybko chcecie od tego, który was łaską Chrystusa powołał, przejść do innej Ewangelii”. Natychmiast koryguje własne słowa: „innej jednak Ewangelii nie ma”. Są tylko „ci, którzy sieją wśród was zamęt i którzy chcieliby przekręcić Ewangelię Chrystusową”. Sprawa galacka dotyczyła nauczycieli żądających od pogan obrzezania i Prawa. Paweł widzi w tym zamach na samą istotę łaski. Stąd zdanie o mocy anatemy, powtórzone dwukrotnie dla powagi: „gdybyśmy nawet my lub anioł z nieba głosił wam Ewangelię różną od tej, którą wam głosiliśmy - niech będzie przeklęty!” Greckie anathema estō to formuła wyłączenia, oddania pod sąd Boży. Kanonista zatrzyma się tu z zawodowym dreszczem. To zdanie jest praźródłem kościelnych formuł „anathema sit”, którymi sobory przez wieki obwarowywały granice wiary, i dalekim przodkiem dzisiejszych norm o karach za herezję (kan. 751; 1364). Najważniejsze jest w nim jednak co innego. Nawet autorytet osobisty, choćby apostolski, choćby anielski, stoi niżej niż przekazana Ewangelia. Głosiciel pozostaje sługą depozytu (zob. glossę na 17 IX i 23 IX). „Czy zabiegam o względy ludzi, czy raczej Boga?” Paweł odsłania kryterium, które rozstrzyga o prawdziwości posługi. Kto chce się przypodobać ludziom, nie jest sługą Chrystusa. Dodaje wyznanie o źródle swojej Ewangelii: „nie otrzymałem jej ani nie nauczyłem się od jakiegoś człowieka, lecz objawił mi ją Jezus Chrystus”. Apostoł pogan nie jest uczniem drugiej ręki. Jego posłannictwo pochodzi z tego samego źródła, co posłannictwo Dwunastu. Wspomnienie św. Faustyny kładzie na ten tekst ciekawe światło. Także jej orędzie przeszło próbę badania przez Kościół, łącznie z okresem notyfikacji i zakazu, zanim zostało rozpoznane. Prywatne objawienie nigdy nie poprawia Ewangelii. Może ją tylko przypominać, i po tym Kościół poznaje jego autentyczność.
Łk 10, 25-37 <- KLIKNIJ
Uczony w Prawie „wystawia Jezusa na próbę” pytaniem najpoważniejszym z możliwych: „co mam czynić, aby osiągnąć życie wieczne?” Jezus odpowiada pytaniem o Prawo, a rozmówca cytuje bezbłędnie. Miłość Boga z całego serca i bliźniego jak siebie samego. „Dobrześ odpowiedział. To czyń, a będziesz żył”. Sprawa mogłaby się zamknąć, gdyby nie dopisek Łukasza. Uczony, „chcąc się usprawiedliwić”, zapytał: „a kto jest moim bliźnim?” Pytanie zdradza kazuistę. Szuka granicy obowiązku, listy zamkniętej, definicji, która pozwoli wiedzieć, komu miłość się już nie należy. Jezus odpowiada opowieścią, w której wszystko jest starannie dobrane. Droga z Jerozolimy do Jerycha, kamienista i słynąca z rozbojów. Kapłan i lewita, którzy „zobaczyli i minęli”, być może w trosce o czystość rytualną wobec kogoś, kto mógł być martwy, a więc z powodów religijnych. Wreszcie Samarytanin, przedstawiciel ludu znienawidzonego i pogardzanego. To on „wzruszył się głęboko” (gr. esplanchnisthē, czasownik, którym Ewangelie opisują litość samego Boga), podszedł, opatrzył rany, zalewając je oliwą i winem, wsadził na własne bydlę, zawiózł do gospody, zapłacił dwa denary i zostawił otwarty rachunek: „co więcej wydasz, ja oddam, gdy będę wracał”. Miłosierdzie ma tu swoją księgowość, i jest to księgowość bez limitu. Pointa Jezusa odwraca pytanie uczonego. Nie „kto jest moim bliźnim”, lecz „któryż z tych trzech okazał się bliźnim tego, który wpadł w ręce zbójców?” Bliźnim człowiek staje się przez czyn miłosierdzia. Uczony nie potrafi nawet wymówić słowa „Samarytanin” i odpowiada omownie: „ten, który mu okazał miłosierdzie”. „Idź, i ty czyń podobnie”. Ojcowie od Ireneusza po Augustyna czytali tę przypowieść także alegorycznie. Zraniony to Adam, ludzkość. Samarytanin to Chrystus. Gospoda to Kościół. Dwa denary to sakramenty albo dwa przykazania miłości. W dzień św. Faustyny ta stara lektura brzmi szczególnie czysto. Miłosierdzie ma imię, pochyliło się nad pobitym światem i zostawiło w gospodzie Kościoła otwarty rachunek do swojego powrotu.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
