Reklama

Felietony

Felieton optymistyczny

Niedziela Ogólnopolska 46/2017, str. 28

[ TEMATY ]

felieton

fotolia.com

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Życzę Państwu długich lat szczęścia!

– Dziękujemy, ale czy mogę o coś Księdza zapytać?

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

– Tak, proszę.

– Czego właściwie Ksiądz nam życzy?

– Szczęścia.

– No właśnie, czyli czego?...

Taki dialog – niechcący – usłyszałem niedawno w jednym z krakowskich kościołów. Było to w czasie wieczornej Mszy św., która była sprawowana w intencji młodych małżonków w 1. rocznicę zawarcia przez nich sakramentu.

Piszę ostatnio o sprawach nieco przygnębiających, więc tym razem postanowiłem zastanowić się nad tym dialogiem. Z pozoru pytania młodego małżonka wydają się nawet impertynenckie. No bo czego on właściwie chce, skoro ksiądz tak dobrze mu życzy. Kiedy jednak zacząłem się nad tym głębiej zastanawiać, to rezultatem była bezsenna noc i intensywne przypominanie sobie uniwersyteckich zajęć z filozofii. Czymże bowiem jest to szczęście, do którego wszyscy dążymy, za którym się rozbijamy i o którym tak ciągle – skrycie lub jawnie – marzymy? To słowo, którego tak często używamy, które świechtane jest w nieomal każdej telewizyjnej reklamie.

Reklama

Okazuje się, że zastanawiając się nad fenomenem szczęścia, intuicyjnie jesteśmy w stanie wypowiedzieć własną definicję szczęścia jako stanu zadowolenia, przyjemności i braku cierpienia. Dalej – zaskoczeni – będziemy napotykali coraz większe problemy. Okaże się, że istnieje wiele definicji szczęścia, niektóre z nich stoją nawet w jaskrawej sprzeczności ze sobą. Szczęście chodzi bowiem tak wieloma drogami, że zdefiniować je to jak porwać się na znalezienie lapidarnego opisu fenomenu istnienia człowieka.

Szczęście to – w ujęciu minimalistycznym – brak nieszczęścia, cierpienia, smutku, jednak maksymaliści gardzą takim rozumowaniem i znajdują opis szczęścia jedynie jako nadzwyczajnej harmonii pomiędzy intuicją etyczną i egzystencjalną – którą w sobie mamy – a życiem i odczuciami ludzkiej osoby.

Taki np. Max Scheler zastawia pierwszą pułapkę, dopuszczając sytuację, w której człowiek spiskuje sam przeciwko sobie. Scheler twierdził, że człowiek właśnie jest jedynym bytem, który sam sobie może powiedzieć: „nie”. To jakby fraza wyjęta z genialnego sonetu Mikołaja Sępa Szarzyńskiego „O wojnie naszej, którą wiedziemy z szatanem, światem i ciałem”, gdzie kilka wieków wcześniej Sęp ujmuje sedno filozoficznego odkrycia Schelera, pisząc o naturze człowieka: „Wątły, niebaczny, rozdwojony w sobie”.

Reklama

Szamoczemy się z pojęciem szczęścia od starożytności. Arystoteles, a za nim św. Tomasz z Akwinu nadawali szczęściu sens o wiele większy niż chwilowe odczucie przyjemności. Arystoteles wymagał od szczęścia znacznie więcej – chciał, aby było eudajmonią, a więc zrównoważonym, dojrzałym zaspokojeniem potrzeb duchowych i cielesnych, które rodzi poczucie harmonii i obcowania z czymś więcej niż tylko światem materialnym. Św. Tomasz zdefiniował to znacznie prościej – szczęście to jak najbliższe zespolenie się z Bogiem, absolutem niepojmowalnym, w którym wszystko ma swój początek i zakorzenienie.

Hedoniści zredukowali to pojęcie do odczuwania przyjemności, a twórca utylitaryzmu – angielski filozof Jeremy Bentham twierdził, że szczęściem jest wszystko to, co powoduje stan odczuwania przyjemności i uwalnia od lęku przed czymś bolesnym i smutnym.

Tak filozofując, możemy zapędzić się w rejony kompletnie już dla nas abstrakcyjne i spytać, jaką definicję szczęścia przysposobił nam Marks, jaką Adorno lub Jean-Paul Sartre.

Tylko czy to posunie nas choćby o milimetr w poszukiwaniu znaczenia słów, które katolicki ksiądz wypowiedział do młodej pary w krakowskim kościele w roku Pańskim 2017?

Chcąc napisać o czymś budującym, optymistycznym i dającym nadzieję, sam przygotowałem na siebie i Was, Drodzy Czytelnicy, pułapkę, która – jak widać – może wwieść nas w tarapaty poważniejsze niż zastanawianie się nad współczesnymi okolicznościami przyrody, polityki i przemian społecznych.

Zatem – czem prędzej – udałem się do swojego tajnego warsztatu i przyniosłem dwa przyrządy, które ułatwią nam wyjście z problemów, które rodzi rozdrabnianie sensów i badanie pod lupą terminu: „szczęście”.

Przyniosłem brzytwę Willa Ockhama (nie należy mnożyć bytów ponad potrzebę) oraz mocno kontrowersyjny „Młot na czarownice”, rozumiany jednak nie tak, jak nakazali to Heinrich Kramer i Jakob Sprenger, ale na mój sposób.

Reklama

„Młot” nie służy mi bowiem do wynajdowania czarownic, ale porządkuję nim te stwierdzenia i przekonania, które nijak nie wytrzymują próby zmierzenia się z myśleniem logicznym i oparte są na nowych zabobonach, a te są jeszcze bardziej głupie i pozbawione sensu niż średniowieczne zmagania z czarownicami.

Tak więc rach-ciach – tu młotem, a tam brzytwą – zabrałem się za „szczęście”.

Po drodze zatrzymałem się nad pięknie napisanym traktatem „O szczęściu” Władysława Tatarkiewicza, który uczciwie stara się uporządkować i rozjaśnić tradycję filozofowania o tym najlepszym z ludzkich stanów istnienia.

Tatarkiewicz przypomniał cztery definicje tego stanu: szczęście jako „wybitnie dodatnie wydarzenie”, jako „wybitnie dodatnie przeżycie”, jako „posiadanie największej miary dóbr dostępnej człowiekowi” oraz jako „zadowolenie z życia”. W tej ostatniej definicji bliscy jesteśmy Arystotelesowi, który wręcz twierdził, że dzieci nie są w stanie odczuwać szczęścia, bowiem ten stan dostępny jest dopiero osobom, które potrafią spoglądać na swoje życie z pewnego już dystansu.

No, dobrze – jak na telewizyjnej reklamie paliw zamroziłem przed wami scenę, w której kapłan składa życzenia młodym małżonkom: Kapłan wciąż stoi z uniesioną dłonią, a młody małżonek intensywnie wpatruje się w jego spojrzenie.

Pora odmrozić kadr i tchnąć w niego odrobinę zwykłego życia.

Załóżmy przy tym, że nasz kapłan jest człowiekiem wrażliwym, mądrym, wierzącym w Pana Boga i życiowo doświadczonym.

Chwilę – nie ukrywam, że w pewnym napięciu – oczekujemy wspólnie na zakończenie tego dialogu.

Reklama

Ksiądz uśmiecha się życzliwie do młodego człowieka i spokojnie opuszcza dłoń.

W jego umyśle trwa jednak prosta modlitwa do Ducha Świętego. Tak zwykle się dzieje, gdy kapłan otrzymuje pytanie, od którego może bardzo wiele zależeć, a jest to pytanie generujące odpowiedź, dającą uczciwą okazję do wejrzenia za kulisy stwórczej mocy Pana.

– Duchu Święty, spraw, abym potrafił odpowiedzieć uczciwie, prawdziwie i dobrze – modli się dusza naszego kapłana.

Teraz spojrzenie księdza staje się jasne, spokojne – tak jakby właśnie nadeszła długo oczekiwana odpowiedź.

– Dziękuję – niespodziewanie odzywa się młody małżonek. – Właśnie pojąłem definicję tego, czego Ksiądz nam życzy. Mam nadzieję, że przed śmiercią znów przyjdziemy do Księdza i opowiemy o tym, co nas spotkało.

– Bóg zapłać, Kochani! – spokojnie odpowiada im kapłan.

Długo spogląda na oddalającą się długim krużgankiem parę.

Jest bardzo podekscytowany.

Pojął coś, o czym wcześniej przeczytał na tysiącach pracowicie zapisanych stron.

***

– Czym jest szczęście?

– Już wiecie?

2017-11-08 11:45

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Polski marsz

Całe życie o. Kolbego pokazywało, że wystarczy dobrze przygotowane działanie, aby osiągać niebotyczne cele.

Wydaje się, że ruszyły na Polskę wszelkie możliwe siły, a obecne władze po prostu rozpuszczą Polskę i polskość w bezbarwnej brei, w jaką wcześniej popadła już cała Europa. Mam zupełnie inny sposób życia i działania. Po prostu realizuję skutecznie projekty, które stawiają tamę niekorzystnym zmianom. Takim dziełem jest organizowany co roku Marsz Życia i Wolności Polaków i Polonii. Na stałe wszedł on do kalendarza patriotów od 2019 r. i udaje się go z powodzeniem kontynuować. W tym roku zakończył się już szósty wielki marsz. Siedzę właśnie na pustym oświęcimskim rynku i przed oczami ciągle jawi mi się jeszcze las biało-czerwonych flag, które dosłownie – wraz z tłumem patriotów – wpłynęły na teren Muzeum Auschwitz. Wszystko odbywa się zawsze w rocznicę śmierci św. Maksymiliana Marii Kolbego. To on jest naszym patronem i śmiem twierdzić, że to właśnie dzięki jego wstawiennictwu co roku udaje się przeprowadzić w Oświęcimiu tę wielką imprezę. Od samego początku marsz budzi niechęć i przeciwdziałanie ze strony wszystkich środowisk politycznych. Wokół marszu trwa też zmowa milczenia wszelkich mediów – od TVP i TVN do Telewizji Republika (w tym roku na marszu była tylko Telewizja Trwam). Niechęć i cenzura towarzyszą naszej walce o zachowanie prawdy o niemieckim obozie koncentracyjnym Auschwitz. Impreza nigdy nie była (i nie będzie) finansowana ze środków publicznych, nie wpłaca na nią datków żadna spółka skarbu państwa – zawsze organizowana jest przez szczupłe grono moich współpracowników i finansowana wyłącznie z „wdowich” wpłat moich widzów, słuchaczy i czytelników.
CZYTAJ DALEJ

Bp Osial: nie chcemy przymusowego udziału w lekcjach religii, ale wyboru między religią a etyką

2026-09-17 07:19

[ TEMATY ]

katecheza

bp Wojciech Osial

BP KEP

Bp Wojciech Osial

Bp Wojciech Osial

Nie chcemy wprowadzać przymusu uczestnictwa w lekcjach religii. Uczeń może wybrać: albo lekcje religii, albo etyka, ale jakieś wychowanie do wartości w szkole musi być - powiedział PAP przewodniczący Komisji Wychowania Katolickiego KEP bp Wojciech Osial.

Według bp. Osiala w obliczu kryzysów, jakim stawiać czoła muszą dziś młodzi ludzie, troska o ich wychowanie nabiera szczególnego znaczenia. Podkreślił, że Kościół proponuje integralną wizję wychowania, w której szczególne miejsce zajmuje sfera duchowa, religijna i wychowanie do wartości.
CZYTAJ DALEJ

W Łodzi kobiety rozmawiały o Bożym miłosierdziu

2026-09-21 10:45

[ TEMATY ]

archidiecezja łódzka

duszpasterstwo kobiet

Joanna Popławska

„Ofiarą braku przebaczenia jestem ja”. W Łodzi kobiety rozmawiały o Bożym miłosierdziu

„Ofiarą braku przebaczenia jestem ja”. W Łodzi kobiety rozmawiały o Bożym miłosierdziu

O zranieniach, przebaczeniu, pojednaniu i Bożym miłosierdziu rozmawiały kobiety podczas spotkania formacyjnego, które odbyło się 19 września w Wyższym Seminarium Duchownym w Łodzi. Wzięły w nim udział uczestniczki z różnych części Polski.

Pierwszą część spotkania prowadziła Marta Przybyła, ewangelizatorka, autorka książek i wolontariuszka posługująca m.in. w więzieniach, zakładach poprawczych oraz na oddziale paliatywnym. Dzieląc się swoim doświadczeniem, mówiła o trudnych relacjach, zranieniach i przebaczeniu. Zwróciła uwagę, że źródłem wielu późniejszych trudności mogą być zranienia z dzieciństwa i nieprzepracowane doświadczenia. — Doświadczyłam tam, że najważniejsze w życiu nie są rzeczy, zaszczyty czy polubienia na Facebooku, ale miłość i relacje — mówiła.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję