Reklama

Kościół

Miałby dziś profil na Facebooku

Kochał ludzi. Faktycznie, nie na pokaz. Oni to wyczuwali i się do niego garnęli. A on nie potrafił zamknąć swego kapłaństwa w kościele. Taki był ks. Jerzy Popiełuszko

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Gdyby dzisiaj żył, z całą pewnością miałby swój profil na Facebooku, konto na Twitterze czy na Instagramie. Używałby nowoczesnego, komunikatywnego języka i nagrywałby filmy na youtube. Dlaczego? Bo w ciągu minuty logują się tam miliony użytkowników. A on był obecny wszędzie tam, gdzie są ludzie. Podkreślał: „Nie umiem zamknąć swego kapłaństwa w kościele”. I nie zamykał.

Szedł do studentów i robotników, do pielęgniarek, prawników, aktorów. Do niewierzących, wątpiących, poszukujących. Udzielał też wywiadów, mimo że za jego życia, w latach 80. XX wieku, w czasach szalejącej cenzury, współpraca duchownych z mediami nie była jeszcze na porządku dziennym. Jednak on przełamywał schematy i wyprzedzając swoją epokę, wskazywał, że obecność Ewangelii w mediach to obecność słowa Bożego w ludziach. Zwłaszcza w tych, których nie ma w Kościele. I to mnie właśnie w ks. Jerzym fascynowało, odkąd zaczęłam pisać jego biografię. Chociaż oczywiście, najbardziej uderzały mnie jego męczeństwo, jego podejście do cierpień i prześladowań, szybko zrozumiałam, że został on męczennikiem za wiarę, ale i za wartości, które z tej wiary wypływają, czyli za prawdę, wolność. Za miłość. Tę do Boga, ale i do ludzi. Dlatego właśnie, w ostatecznym rozrachunku, tak ważny był dla niego kontakt z drugim człowiekiem. Za pośrednictwem mediów, ale i osobisty.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Walczył ze złem, nie z ofiarami zła

Reklama

Mogłam się o tym przekonać, kiedy rozmawiałam z ludźmi, którzy znali ks. Jerzego. Zaskakiwało mnie, że każdy, naprawdę każdy z ponad setki osób, których wypowiedzi nagrywałam, mówił o nim jak o swym najbliższym przyjacielu. I nie były to górnolotne słowa, gdyż padały konkretne szczegóły: że ks. Jerzy zawiózł w nocy chore dziecko do szpitala, że pożyczył samochód, przynosił paczki żywnościowe, gdy kogoś zwolnili z pracy, pocieszał matkę po stracie dziecka albo sprowadził z zagranicy lekarstwo ratujące życie. Były też spotkania lżejszego kalibru: szczere rozmowy podczas spacerów po Warszawie, wspólne wyprawy na czekoladowe pierniczki do cukierni przy Piwnej, wycieczki do lasu czy spotkania w domach z okazji świąt lub czyichś imienin. Wyglądało to tak, jakby doba ks. Jerzego trwała dłużej niż 24 godziny. Tymczasem on „tylko” kochał ludzi. Faktycznie, nie na pokaz. A ludzie to wyczuwali i się do niego garnęli. Za każdym razem więc, gdy zmieniał parafię, szli za nim poprzedni parafianie. Tak było do końca.

Miłość bliźniego – być może zabrzmi to górnolotnie – ks. Jerzy pojmował naprawdę ewangelicznie, w naturalny sposób rozszerzał ją więc także na swoich wrogów i prześladowców. Potrafił wyjść z ciepłą kawą do śledzących go esbeków, marznących na mrozie przed jego mieszkaniem, i powiedzieć: „To nie wasza wina, że tu stoicie, panowie!”. Niekiedy mocno denerwowało to jego przyjaciół. Kiedyś, podczas spotkania w pokoju księdza, ktoś w końcu nakrzyczał na niego, że nie wymienia publicznie nazwisk tych, którzy go prześladują, że nie potępia ich w kazaniach – i że to nie jest w porządku. Ksiądz Popiełuszko opuścił wtedy głowę, posmutniał i oświadczył swym przyjaciołom: „Wy naprawdę niczego nie zrozumieliście! Ja walczę ze złem, nie z ofiarami zła!”.

Reklama

To pokazuje, że hasło jego nauczania: „Zło dobrem zwyciężaj!”, nie było tylko sloganem. Ksiądz Jerzy autentycznie nie czuł do nikogo nienawiści i wielokrotnie powtarzał, identycznie jak wcześniej prymas Stefan Wyszyński podczas swego uwięzienia, że uczucia nienawiści jego wrogowie nie są w stanie w nim wzbudzić. Co więcej – za nich się modlił. Taka postawa udzielała się w końcu ludziom, którzy z ks. Jerzym przebywali na co dzień albo którzy słuchali jego kazań podczas słynnych Mszy za Ojczyznę. Wielu do dziś wspomina, że to dzięki ks. Popiełuszce przebaczali wrogom i krzywdzicielom, przestawali złorzeczyć, napełniali się wewnętrznym pokojem. I to było największe zwycięstwo moralne – także ks. Jerzego.

Bez cienia pychy

Błogosławiony męczennik miał charyzmę, to oczywiste. Ale też widać wyraźnie, że nie mogłaby się ona objawić, gdyby nie jego wiara. Silna, autentyczna, tak jak wiara jego matki. To Marianna Popiełuszko wpajała mu od dziecka jasne zasady. Nieraz bardzo proste: „Kochać ludzi, kochać Boga – to do nieba prosta droga”, a niekiedy twarde: „Bez krzyża do nieba nie możesz się dostać”. To matka wreszcie mówiła: „Jak idziesz na księdza, to musisz wiedzieć, że możesz być męczennikiem, bo przecież oddanie życia za wiarę jest wpisane w powołanie kapłańskie”. Trudno o mocniejsze słowa matki do syna.

Ksiądz Jerzy to wszystko aż nadto rozumiał, dlatego najbardziej troszczył się o to, by prowadzić ludzi do Boga. Właśnie dlatego w 1980 r. nie skończyło się tylko na jednej Mszy św. dla strajkujących w Hucie Warszawa, dla podchorążych czy studentów medycyny. I chociaż otaczali go ludzie o różnych poglądach, nikogo nie nawracał na siłę. Dzięki temu, że był świadkiem, chwilami bardziej może niż nauczycielem, niekiedy sami prosili go o spowiedź, o ślub kościelny, o chrzest. „Nie ma tygodnia, żebym nie chrzcił dorosłego człowieka” – wyznawał ks. Jerzy rok przed śmiercią. I dodawał: „Dzięki Ci, Panie, że się posługujesz tak niegodnym jak ja stworzeniem”.

Reklama

Fenomen ks. Jerzego polegał także na tym, że nie gromadził on nigdy ludzi wokół siebie, tylko wskazywał na Kogoś większego niż on sam. Mimo ogromnej popularności i wręcz uwielbienia tłumów. Na Msze za Ojczyznę do Warszawy przybywały przecież coraz większe rzesze, zapraszano go z kazaniami do innych miast Polski. Był niekwestionowanym autorytetem. Łatwo mógł się wówczas stać przywódcą politycznym, co więcej, cieszył się tak wielkim poparciem, że gdyby tylko chciał, w pierwszych latach Solidarności mógł nawet założyć partię polityczną. Ale on zupełnie inaczej pojmował swe posłannictwo, podpowiadał, gdzie można odnaleźć sens; tłumaczył, że życie, które koncentruje się tylko na sprawach doczesnych, jest w istocie puste. Doskonale odgrywał przy tym rolę kapłana – patrioty, który był ze swoim narodem w dobrej i złej doli, upominał się o jego prawa.

Nie ulega wątpliwości, że bez silnej wiary taka postawa, całkowicie pozbawiona pychy i zarozumialstwa, byłaby niemożliwa.

36 lat później

Ksiądz Jerzy przeczuwał, że zginie. Im było bliżej 19 października 1984 r., tym coraz częściej powtarzał: „Oni mnie zabiją”. Ale dodawał zarazem: „Rola księdza jest taka, by głosić prawdę i za prawdę cierpieć, a jeżeli trzeba, za prawdę oddać życie”; „Jestem gotowy na wszystko!”.

Te słowa najdobitniej chyba świadczą, jak bardzo musiał wierzyć i jak ważna była dla niego wierność prawdzie i zasadom Ewangelii, skoro gotów był oddać za te wartości swe młode życie.

Obecnie nadal aktualne jest jego przesłanie. Wciąż oddziałuje on z góry na ludzi, pomaga, wyprasza łaski. Nieustannie przekonuję się o tym osobiście, kiedy otrzymuję maile lub kiedy na Facebooku lub Twitterze ktoś dziękuje mi za książki o nim, gdyż pod ich wpływem zafascynował się ks. Popiełuszką, a dzięki niemu przemienił swe życie: przystąpił do spowiedzi, zaczął chodzić do kościoła, ochrzcił dziecko. I to dla mnie jest największa radość.

Zażenowana jestem tylko, gdy ludzie w trudnych sytuacjach swego życia proszą mnie o modlitwę za wstawiennictwem ks. Popiełuszki. Tak jakby ktoś, kto pisał o nim książki, mógł wyprosić więcej. A przecież ks. Jerzy każdego słucha tak samo.

* * *

Dr Milena Kindziuk
adiunkt w Instytucie Edukacji Medialnej i Dziennikarstwa UKSW w Warszawie, autorka biografii bł. ks. Jerzego Popiełuszki i jego matki, konsultantka filmu dokumentalnego w reżyserii Ewy Świecińskiej; konsultantka scenariusza wystawy na temat ks. Jerzego w Muzeum Jana Pawła II i Prymasa Wyszyńskiego w Warszawie.

2019-10-08 14:18

Oceń: +107 -5

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Ból do samego nieba

Na pewno nie jest przypadkiem, że na otwarcie Roku Wiary do rąk czytelników trafia książka dziennikarki „Niedzieli” Mileny Kindziuk pt.: „Matka Świętego”. W nadchodzącym czasie będziemy z nowym entuzjazmem zgłębiać katechizmowe prawdy, ale z nie mniejszym zapałem rozejrzymy się też za przewodnikami po drogach wiary, a z całą pewnością do tej grupy należy Marianna Popiełuszko. Matka ks. Jerzego na pewno na taką opinię zareagowałaby stanowczo, co nie zmienia faktu, że lektura książki utrwala w czytelniku taki właśnie obraz: z jednej strony święta heroiczność syna, a z drugiej - nieprzeciętna wiara, która - mimo niesamowitego bólu - uwalnia od rozpaczy i prowadzi na szczyty tego samego heroizmu, przez który matka zamordowanego księdza jest zdolna wypowiedzieć zdumiewające słowa: „Przebaczyłam mordercom mojego syna”. W czasie lektury książki przed oczami staje biblijna scena ze wzgórza Moria, gdzie miała miejsce jedna z najwymowniejszych prób wiary w historii ludzkości. Stary Abraham ma złożyć ofiarę z syna, który miał być podporą jego starości. Jak pamiętamy, Bóg powstrzymał rękę patriarchy i zachował Izaaka przy życiu. Z pozoru te historie do siebie nie pasują, bo Izaak miał zginąć z rąk swego ojca, a biblijny finał okazał się niewspółmiernie szczęśliwszy. Jednak to tylko pozór. I Abraham, i pani Marianna mieli wiarę ulepioną z tej samej gliny - oboje byli gotowi na najgorsze. Byli gotowi poświęcić wszystko dla Boga. Niewątpliwie w przypadku bohaterki najnowszej książki Mileny Kindziuk jak na dłoni widać, że do swojej misji była długo przygotowywana przez Boga. Jej świat należał do światów już dzisiaj chyba zaginionych, gdzie do wyrażenia dystansu na drodze zamiast miar odległości służą odmówione Różańce. Zresztą nie chodzi tu tylko o religijność, która - Bogu dzięki - nadal charakteryzuje nasz naród jak chyba żaden inny. W przypadku pani Marianny chodzi o bezgraniczne zaufanie Bogu. Pan nie ograniczał się tutaj jednak do biernego przyjmowania do wiadomości ludzkich deklaracji. W przypadku pani Marianny Bóg postanowił sprawdzić, czy te deklaracje mają jakiekolwiek pokrycie. Z perspektywy minionych lat możemy przyznać, że próba ta była wyjątkowo bolesna. Cierpienie osiągnęło taki poziom, że ból dla pani Marianny stał się punktem odniesienia w poczuciu ludzkiej tożsamości. - Jestem bólem do samego nieba - powiedziała, kiedy przyszło jej się skonfrontować z prawdą o śmierci ukochanego syna. Nie wiemy, co czuła, kiedy docierające z Warszawy informacje budziły niepokój. Nie wiemy, co czuła, kiedy po śmierci syna myślała o jego ostatniej wizycie w domu. Dopiero po jego śmierci odczytała znaczenie wyjątkowych gestów, gdy sprawiał wrażenie, że żegna się z miejscem swego dzieciństwa. Możemy się tylko domyślać, co wypełniało jej serce, bo - zgodnie z powszechną opinią - ból matki na pogrzebie syna jest trudny do wyrażenia słowami. Książkę „Matka Świętego” czyta się jak dobre kazanie pasyjne. O ile w pierwszej części przykład pani Popiełuszko przywodzi na myśl Abrahama, o tyle pod koniec trudno nie zauważyć innej analogii. Kiedy matka ks. Jerzego stała u progu drzwi do prosektorium, odczuwała wielkie opory, by go przekroczyć. Pomyślała wówczas o Maryi, na ramionach której spoczywał martwy Syn. Aż się prosi, by w tym miejscu przypomnieć, że każdy ksiądz ma być „alter Christus” - drugim Chrystusem. Jeśli ksiądz ma w taki sposób odczytywać swoje powołanie, to trudno się dziwić, że matki kapłanów powinny dążyć do swojego ideału - mają być jak Maryja. Autorka książki dzieli życie pani Popiełuszko na dwie części - to przed śmiercią syna i to po jego śmierci. Cezura ta jest oczywiście uzasadniona w kontekście martyrologii ukochanej osoby. Należałoby też poprzestać na takiej dychotomii, gdyby nie pewien szczegół. Opinia Mileny Kindziuk - moim zdaniem - zasługuje jednak na pewne uzupełnienie. Wynika to ewidentnie z lektury jej książki: w życiu pani Marianny nie można nie wyróżnić etapu po beatyfikacji. Obserwując matkę świętego - widać ogromną ewolucję, nie tylko w jej wyglądzie, ale przede wszystkim w całej postawie. Tylko prawdziwie chrześcijańska wiara mogła doprowadzić do tego, po ludzku niezrozumiałego, epilogu. Tylko wiara tych dwojga osób - matki i syna - zdołała najtragiczniejszy ból przekuć w niewysłowioną radość. Wrócę na moment do jednej z pierwszych scen książki. Matka księdza otrzymuje szczątki umęczonego ciała swojego syna. Ludzie się dziwią, że jej twarz promieniuje radością w tak dramatycznych okolicznościach. Ale przecież to nie są zwykłe szczątki, to są relikwie, a syn nie jest zwykłym człowiekiem, jest błogosławionym. Bogu niech będą dzięki.
CZYTAJ DALEJ

Warszawa: Spektakl „Świadectwo” w 79. rocznicę urodzin bł. ks. Jerzego Popiełuszki

2026-09-04 20:53

[ TEMATY ]

Warszawa

spektakl

rocznica urodzin

bł. ks. Jerzy Popiełuszko

Vatican Media

14 września przypada 79. rocznica urodzin bł. ks. Jerzego Popiełuszki. Z tej okazji w Sanktuarium Błogosławionego na warszawskim Żoliborzu odbędą się uroczystości upamiętniające kapelana „Solidarności”. W niedzielę 13 września o godz. 19.00 w Domu Amicus zostanie zaprezentowany spektakl „Świadectwo” Teatru Grot. Dzień później, 14 września o godz. 18.00, w kościele św. Stanisława Kostki odprawiona zostanie uroczysta Eucharystia w rocznicę urodzin księdza zamordowanego przez komunistyczną SB.

Tegoroczne obchody będą okazją, aby spojrzeć na ks. Jerzego Popiełuszkę nie tylko jako na jedną z najważniejszych postaci najnowszej historii Polski, kapelana „Solidarności” i męczennika, ale także poprzez świadectwa ludzi, którzy znali go osobiście, spotykali się z nim i doświadczali jego obecności oraz pomocy.
CZYTAJ DALEJ

RCB ostrzega mieszkańców Lubelskiego i Podkarpackiego wz. z atakami powietrznymi Rosji na Ukrainę

2026-09-05 15:45

[ TEMATY ]

przestrzeń powietrzna

RCB

Adobe Stock

Rządowe Centrum Bezpieczeństwa ostrzega w sobotę mieszkańców Lubelskiego i Podkarpackiego wz. z atakami powietrznymi Rosji na Ukrainę. Podkreśla, że sytuacja jest monitorowana. Dodano, że w naszej przestrzeni operuje lotnictwo polskie.

Jak podało RCB w komunikacie, do mieszkańców Lubelskiego i Podkarpackiego wysłano alert. Chodzi o powiaty w woj. lubelskim: puławski, opolski, Lublin, lubelski, kraśnicki, janowski, włodawski, łęczyński, świdnicki, Chełm, chełmski, krasnostawski, hrubieszowski, Zamość, zamojski, tomaszowski, biłgorajski, łukowski, Biała Podlaska, bialski, rycki, radzyński, parczewski, lubartowski.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję