Czasem zdarza nam się słyszeć, że religia jest ideologią. Nic bardziej błędnego. Ideologia to przyjęty zespół przekonań, poglądów i wartości określonej grupy społecznej. Na bazie tych przekonań, poglądów i wartości grupa decyduje o swoim sposobie działania w społeczeństwie i swoim stylu życia. Istotą religii natomiast jest wiara – osobowa i osobista relacja z Istotą Najwyższą. Dopiero z tej więzi wynikają przekonania i sposób życia.
Czy wiara może być zagrożona przez to, że zacznie się przemieniać w ideologię? Niestety, tak. Kiedy takie zagrożenie staje się realne? Gdy dla kogoś osobista, głęboka i żywotna więź z Bogiem schodzi na drugi plan, a ważniejsze stają się poglądy, przekonania i racje. Paradoksalnie bowiem można pielęgnować praktyki religijne, nawet bardzo skrupulatnie, a jednak zagubić przyjacielskie i pełne pokory oddanie się Bogu. Można nadwyrężyć, a nawet utracić więź z Bogiem przy czysto zewnętrznym zachowaniu norm religijnych.
Faryzeusz modlił się: „Boże, dziękuję Ci, że nie jestem jak inni ludzie: zdziercy, niesprawiedliwi, cudzołożnicy, albo jak i ten celnik. Zachowuję post dwa razy w tygodniu, daję dziesięcinę ze wszystkiego, co nabywam” (Łk 18, 11-12). A celnik nie śmiał nawet oczu wznieść ku niebu. Wiara tego pierwszego wydaje się zagrożona przemianą w ideologię. Wiara skruszonego celnika jest godną pochwały cnotą religijności.
Jakie błędy w religijnym wychowaniu dzieci popełniają rodzice? Które z przyczyn odejścia od Kościoła i utraty wiary leżą po stronie rodziny? Pytamy Piotra Wołochowicza, dyrektora Fundacji Misja Służby Rodzinie.
Tomasz Strużanowski: Komunikat z badań przeprowadzonych przez CBOS, opublikowany w listopadzie 2021 r., potwierdza to, co widać gołym okiem: młodzi ludzie masowo porzucają praktyki religijne. Jedni „tylko” odchodzą z Kościoła, inni wręcz przestają wierzyć w Boga.
Piotr Wołochowicz: Wiarę w Boga tracą głównie ci, którzy mają Jego błędny obraz. Jednym ukazano Go jako surowego „policjanta” czyhającego na naruszenie prawa, innym – jako maszynkę do prezentów („daję” Bogu modlitwę polegającą na zamawianiu potrzebnych łask, a w zamian „żądam”, aby On zrealizował te „zamówienia”) lub ratownika („jak trwoga, to do Boga”).
Diagnoza nowotworu u papieża Leona XIV jest przedmiotem dyskusji i współczucia na całym świecie. Jednak tak otwarta dyskusja na temat stanu zdrowia zwierzchnika Kościoła katolickiego jest czymś nowym. W przeszłości, gdy papieże chorowali, powagę ich stanu znały często tylko osoby z ich najbliższego otoczenia. To, co obecnie jest tematem biuletynów medycznych, we wcześniejszych wiekach można wywnioskować tylko z korespondencji, raportów i późniejszych rekonstrukcji medyczno-historycznych. „W dawnych czasach nie było oficjalnych doniesień o chorobach papieży, co najwyżej krążyły po Rzymie plotki” - powiedział niemieckiej Agencji Katolickiej (KNA) historyk Kościoła z Augsburga Jörg Ernesti.
Czasami papieże sami mówili o swoich cierpieniach. Grzegorz Wielki, panujący w latach 590-604, skarżył się w swojej korespondencji na dotkliwy ból i długie pozostawanie z tego powodu w łóżku. Cierpiał na dnę moczanową - chorobę, która miała dotknąć również wielu jego następców.
W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.