Reklama

W imieniu organizacji

Musimy potrafić wznieść się ponad doraźne swary i różnice zdań. Tylko wtedy będziemy mogli skutecznie przeciwstawiać się zakusom na wywarcie na nas szkodliwego wpływu

Niedziela Ogólnopolska 44/2019, str. 38-39

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Jesteśmy narodem dobrym, cierpliwym i prawdziwie tolerancyjnym. Polacy mają wiele energii, są pomysłowi i przedsiębiorczy. Mógłbym jeszcze długo wymieniać dobre cechy, które nas wyróżniają. Powstaje jednak pytanie: Skoro jesteśmy tak dobrzy... to dlaczego jest tak fatalnie?

Już wyjaśniam, o co chodzi. Proszę spojrzeć na polską diasporę w świecie. Jest nas w sumie ponad 60 mln. Tworzymy społeczność na pewno liczniejszą od żydowskiej. Dlaczego więc nie mamy nawet ułamka tych wpływów, które mają w świecie Żydzi?! Oczywiście, zaraz możemy uruchomić znaną nam „katarynkę” samousprawiedliwień: zawsze mieliśmy pod górę, wiatr wiał nam w oczy, byliśmy rozbijani przez obcych, mamy wielu wrogów. To wszystko prawda, ale czy Żydzi mieli i mają lżejsze życie? Przecież im także nie sprzyjały wiatry, oni także spotykali się ze zorganizowaną niechęcią innych. Istnieje tajemnica powodzenia pewnych zbiorowości i porażek innych, warto ją poznać, bo może to prowadzić do szybkiego postępu.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Reklama

Proszę spojrzeć na Kurdów – to, poza chińskimi wspólnotami etnicznymi, największy naród nieposiadający nawet własnego państwa. Kurdom nie brakuje ani odwagi, ani motywacji, ani długiej i bogatej historii... a właściwie nigdy nie stworzyli własnego państwa. Dziś są rozproszeni między Turcją, Irakiem, Iranem, Syrią i Azerbejdżanem. Olbrzymia kurdyjska emigracja zamieszkuje kraje na całym świecie i tworzy tam silne społeczności. Mają potężnych wrogów (Turcja), a właściwie żadnych solidnych sojuszników. Skąd się bierze taka niedola Kurdów? Bywałem właściwie we wszystkich ich wspólnotach, przyglądałem się ich wewnętrznym dyskusjom i cały czas poszukiwałem odpowiedzi na pytanie, które gnębi mnie w odniesieniu do Polaków. Pewnego dnia, gdy gościłem na południu Turcji, tuż przy granicy z Syrią, nagle zrozumiałem, zaczęło mi się to wszystko układać. Kurdowie w Suruć, kilka kilometrów od syryjskiego miasta Kobane, w większości są marksistami i sprzyjają Powszechnym Jednostkom Ochrony (YPG). Tworzą bardzo solidarne wspólnoty, pomagają sobie wzajemnie, są twardym orzechem do zgryzienia dla tureckiej administracji, a jednak nie stanowią siły, która mogłaby się przeciwstawić choćby planom tureckiego prezydenta Recepa Tayyipa Erdogana. To, czego im brakuje, to wyjście z fazy narodowości w kierunku wyższej wspólnoty, którą jest... naród. Na czym to polega? Rozwój kultury i wzajemnej komunikacji między ludźmi w pewnym momencie sprawia, że tworzą wspólną kulturę, jeden dominujący, literacki język i poczucie przynależenia do jednej historii i jednego świata wyobrażeń. Tymczasem Kurdowie są przeraźliwie podzieleni politycznie. Od czasów plemiennych nie przezwyciężyli swojej klanowości. To, oczywiście, sprawia, że potrafią tworzyć sprawne oddziały bojowników, jednak nie są w stanie stworzyć wspólnej armii. Rozbicie przywództwa, wielość „generałów” i wodzów, sprawia, że trudno im się wyrwać z momentu narodowościowego do punktu stworzenia jednego narodu. Przeszkadzają im w tym także rozbicie kultury, która rozpada się na kilka narzeczy, i wielość tradycji, które nie tworzą jednego wspólnego trzonu. Polakom ta sztuka udała się o wiele lepiej. Też jesteśmy podzieleni, ale mamy doświadczenie wspólnej historii, literatury, kultury i wreszcie genetyczne poczucie istnienia w jednym państwie. My tworzymy naród, Kurdowie – narodowość. Dzisiejsi – cierpiący na skutek zdrady wielkich mocarstw – Kurdowie są tak mocno podzieleni, że nie potrafią nawet wyłonić wspólnej reprezentacji, która mogłaby przemawiać siłą całej zjednoczonej diaspory. Inaczej mówią Kurdowie iraccy, którym przewodzą dwa największe klany Barzanich i Talabanich, inaczej skonfliktowani z nimi marksiści (powiązani z Partią Pracujących Kurdystanu) z północnej Syrii, zwanej przez nich Rojavą, inaczej reprezentowani są Kurdowie tureccy (tych jest najwięcej, ponad 23 mln), a jeszcze inną prezentację mają Kurdowie z Iranu i Azerbejdżanu. Łączy ich religia – w większości są bowiem muzułmanami odłamu sunnickiego, ona jednak nie stanowi dla nich czynnika najważniejszego. Mają inne tradycje, różnią się zwyczajami. W przeszłości, podobnie jak Kozacy w carskiej i sowieckiej Rosji, byli wykorzystywani przez imperium jako sprawni i bitni żołnierze, do masakrowania podbitych społeczności. Tak wykorzystywała ich Turcja, dlatego odegrali niechlubną rolę w czasach masakry Ormian. Dziś to właśnie Turcja jest ich największym wrogiem. To Ankara stoi za wszelkimi akcjami blokowania prób stworzenia kurdyjskiej państwowości.

Jak widać, Polacy mają dużo lepszą sytuację. Stworzyliśmy silny i świadomy swojej wartości naród, mamy własne państwo. To niewątpliwe osiągnięcia. Czy jednak są one nam dane raz na zawsze? Czy nic nie może zmieść polskiej państwowości z powierzchni ziemi, a nas cofnąć do fazy narodowościowej? Wszak nieustannie podejmowane są wewnętrzne próby dokonania tego. Ludzie związani z TVN i „Gazetą Wyborczą” nieustannie przekonują nas o niskiej wartości tego, co polskie, o konieczności porzucenia tradycji i własnej kultury na rzecz kopiowania zagranicznych – najczęściej niedorzecznie marksistowskich – wzorców. To są właśnie próby wtłoczenia nas w fazę rozwoju przednarodowego. Gdybyśmy im ulegli, czekałby nas – w niedalekiej przyszłości – los Kurdów Europy. Nikt przecież nie zagwarantował nam na wieki wieków, że będziemy mieć własne państwo. Jego istnienie jest jedynie efektem tego, że stanowimy silny naród o własnej, unikalnej kulturze.

W Polsce jednak jeszcze ważniejszym spoiwem jest wspólna tradycja religijna, która stymuluje wartościowy rozwój polskiej wspólnoty. To nas łączy i z tego musimy sobie zdawać sprawę, bo wtedy wyraźnie widzimy akcje tych, którzy chcą polskość zniszczyć, a ubierają to w piórka postępu, nowoczesności. Zdajemy sobie sprawę z faktu, jak ogromnym zagrożeniem był dla nas komunizm. Próbowano w Polsce wytworzyć tzw. człowieka sowieckiego – „homo sovieticus”. To się jednak nie powiodło dzięki wolnemu polskiemu Kościołowi katolickiemu, który bronił tradycji i wiary, a więc źrenic polskości. Teraz usiłuje się nas przekonać, że bardziej wartościowym sposobem istnienia Polaków będzie „homo europeicus” – człowiek europejski, my jednak przecież już to dobrze znamy, to nic innego, jak tylko mutacja starego projektu tworzenia sowieta, który będzie bezwolnie służył metropolii. W tym przypadku jest to nowa mutacja zabójczego dla Polaków marksizmu. To oczywiste i warto, aby tak rozszyfrowywać dzisiejsze starcia kulturowe i społeczne. Teraz jednak pora na dojście do sedna dzisiejszego rozważania.

Wiemy już, dlaczego jesteśmy w lepszej sytuacji niż Kurdowie, nie znamy jednak odpowiedzi na kwestie: Dlaczego mamy o wiele mniej siły niż Żydzi? W tej chwili jest to już paląca kwestia, czeka nas bowiem bolesna batalia z agresywnymi grupami żydowskiej diaspory, które domagają się od Polski nienależnych odszkodowań za tzw. mienie bezdziedziczne. Otóż od Żydów różni nas tzw. kultura organizacji. Mówiąc najprościej – nie potrafimy tworzyć ponadnarodowych lobbies, które mogłyby stawiać sprawę polską wyżej w krajach, w których decydują się strategiczne losy świata. Polska emigracja jest rozbita, osłabiona i nie tworzy silnych kół nacisku w polityce międzynarodowej. Brakuje nam właśnie organizacji. To jest najważniejszy cel, który powinniśmy przed sobą postawić. Potrzeba, aby energia tysięcy polskich środowisk zaczęła napędzać maszynę polskiego interesu w świecie. Organizacja to etap, który musimy przejść, aby zagwarantować sobie swobodę istnienia polskiego żywiołu i dobrą przyszłość polskiej państwowości. Musimy potrafić wznieść się ponad doraźne swary i różnice zdań. Tylko wtedy będziemy mogli się skutecznie przeciwstawiać zakusom na wywarcie na nas szkodliwego wpływu. Świat nie liczy się ze słabymi – pokazują to ostatnie tygodnie i los, który spotkał syryjskich Kurdów. Nie możemy czekać na uderzenia, musimy je wyprzedzać. Aby jednak tak się działo, konieczna jest dużo lepsza organizacja Polaków. Tylko tyle... Jest to jednak wezwanie do przekroczenia naszych tradycyjnych ograniczeń. Czy to może się powieść? Spójrzmy na dwa narody – użyte na potrzeby tego rozumowania – i wyciągnijmy praktyczne wnioski ze spotykających ich przypadków. Nie mamy tak źle jak Kurdowie, a jednocześnie nie borykamy się z takimi trudnościami, jakie przez wieki przeżywali Żydzi. Pora wyciągnąć z tego wnioski i wyprzedzić nadchodzące nad Polskę czasy.

2019-10-29 12:48

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Palermo: św. Rozalia od czterech wieków jednoczy mieszkańców

2026-07-13 16:35

[ TEMATY ]

Święta Rozalia

Vatican Media

Palermo po raz 402. będzie obchodzić „Festino di Santa Rosalia” (Uroczystości ku czci św. Rozalii)– jedno z najważniejszych świąt religijnych i zarazem największych wydarzeń w sycylijskiej stolicy. Setki tysięcy mieszkańców i pielgrzymów przejdą w proceji, aby uczcić patronkę miasta, której wstawiennictwu przypisuje się ocalenie Palermo od epidemii dżumy. Tegoroczne obchody mają przypominać, że z cierpienia może rodzić się wspólnota, a wiara pozostaje źródłem nadziei i odnowy.

Dla mieszkańców Palermo św. Rozalia nie jest jedynie historyczną patronką. Od wieków pozostaje ich ukochaną świętą, do której zwracają się w chwilach trudnych i radosnych. Według tradycji to właśnie jej wstawiennictwu przypisuje się ustanie epidemii dżumy, która w 1625 r. ciężko dotknęła miasto. Po odnalezieniu jej relikwii i uroczystej procesji ulicami Palermo zaraza miała ustąpić, a wydarzenie to na trwałe wpisało się w religijną tożsamość miasta.
CZYTAJ DALEJ

Zmiany kapłanów 2026 r.

[ TEMATY ]

zmiany kapłanów

Karol Porwich/Niedziela

2026 rok przynosi zmiany personalne wśród duchownych. Przedstawiamy bieżące zmiany księży proboszczów i wikariuszy w poszczególnych diecezjach.

Biskupi w swoich diecezjach kierują poszczególnych księży na nowe parafie.
CZYTAJ DALEJ

Pieszo do Asyżu - część 6

2026-07-13 16:58

Ks. Łukasz Romańczuk

W drodze do Asyżu

W drodze do Asyżu

Szósty dzień zapowiadał się na bardzo intensywny. Widać było, że na pielgrzymów czeka trudny odcinek drogi. Rzeczywistość okazała się prawie inna, a na końcu padały słowa: “Jak było pięknie”.

Pierwsza część drogi przebiegała przez trzy miejscowości połączone ze sobą. W Gubbio znajduje się wiele kościołów, ale na trasie był tylko jeden, taki przy wejściu do parku. Widać, że miał swoją piękną historię, a jest także odwiedzany przez pielgrzymujących do Asyżu, o czym świadczą wpisy w księdze pamiątkowej. Zasadniczo mapa wskazywała, że nic szczególnego w tej części drogi nie miało być. W zasadzie nie było, oprócz tego, że na jednym wzniesieniu obok drzewa wisiała kartka w języku angielskim, aby w razie chęci na kawę, czy wodę zadzwonić w dzwonek. Mając świadomość drogi i dalszej leśnej drogi, nie było lepszej opcji jak skorzystać. Młody Włoch, prowadzący w tym miejscu dom agroturystyczny, z radością przygotował kawę, która dodała energii na dalszą drogę- ostro w górę. Na trasie, już poza cywilizacją, znajdował się Erem San Pietro in Vigneto. To było na 16 km. Bardzo piękne i gościnne miejsce, gdzie służbę dla pielgrzymów odbywają wolontariusze. Szef, pan Benedetto, na starcie częstuje zimną wodą i espresso. A w tym miejscu odpoczynku można było spotkać innych pielgrzymów m.in. z Chorwacji. Zaskoczyło mnie bardzo, gdy usłyszałem łamany język polski. Była to siostra zakonna, która wraz z grupą włoską podąża także do Asyżu. (Jeżeli dobrze zrozumiałem). Po krótkim odpoczynku przyszła pora na ostatni etap. Najtrudniejszy, ale bardzo malowniczy. Jezioro di Valfabbrica dodawało uroku pięknym, górskim widokom. Minusem było to, że ¾ tego etapu szło się ostro w górę. Pod koniec drogi czekała mnie miła niespodzianka. Wyczerpany kilkoma kilometrami w górę, nagle dotarłem do zabudowań. Starsze małżeństwo zaczęło machać do mnie, żebym usiadł i odpoczął. Skorzystałem z tego zaproszenia. Niestety niefortunnie promienie słoneczne, a było w tym momencie tylko 31 stopni, zaczęły nagrzewać moją sutannę, lecz udało mi się wygospodarować kawałek cienia pod parasolem. Pani gospodyni zaproponowała tradycyjną włoską kawę, z domu słychać było intro “Mody na sukces”, gospodarz wskazał mi źródełko z chłodną wodą dla pielgrzymów. Dowiedziałem się, że w ich parafii posługuje ksiądz z Polski, ksiądz Krzysztof i, że bardzo tego kapłana szanują, wręcz kochają. Miło słyszeć takie słowa. Nie można też nadużywać gościnności, więc po wypiciu kawy i krótkiej rozmowie poszedłem dalej, w górę, kończąc ten etap drogi. Na zakończenie dnia Eucharystia. Asyż coraz bliżej.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję