Reklama

Rude, łyse, pręgowane...

Czy można zebrze policzyć paski? Jak wygląda afrykański pies? Wyprawa do warszawskiego ZOO to świat pełen niespodzianek nie tylko dla dzieci, ale także dla dorosłych. Odchylamy tylko rąbek tajemnicy co można zobaczyć w ogrodzie zoologicznym. Resztę mogą sprezentować swoim pociechom na Dzień Dziecka rodzice.

Niedziela warszawska 22/2003

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Reklama

W małpiarni - od rana pisk zwierząt. Lemury skaczą po nagim konarze drzewa. Na siatce klatki zawisła samica z dwójką małych, trzymających się kurczowo jej grzbietu. Pawian huśta się na linie. Mandryl siedzi w kącie klatki, robiąc z nudów głupie miny. Wszystkie małpy są już po śniadaniu. Na pierwszy posiłek lubią zjeść coś ciepłego: ziemniaki i marchewkę. Niewiele minęło od pierwszego karmienia, a już na zapleczu pielęgniarze kroją owocowo-warzywną sałatkę. Do dużej miski wpadają małpie przysmaki: banany, winogrona, jabłka, brokuły. Posiłków będzie jeszcze około czterech. Na ostatni - bułki z owocami.
Niedaleko mieszka trójka szympansów. W klatce mają kolorowy telewizor. Ulubionym zajęciem Szymka, Miki i Cziko jest przyglądanie się zwiedzającym i oglądanie telewizji. - Najbardziej przypadły im do gustu filmy przyrodnicze - mówi Beata Bałucińska, kierowniczka małpiarni.
Wydaje się, że dużo leniwiej życie płynie w herpetarium. To chyba najcieplejsze miejsce w ZOO. Wśród tropikalnych roślin nad wodą wygrzewa się samica kubańskiego krokodyla. Można ją obserwować z wysokości kilku metrów bez osłony. Przed krokodylem stoi pojemnik z surową krojoną rybą. Berta zjadła 2 kg i na więcej nie ma już ochoty. Posiłek wystarczy do następnego karmienia, które będzie za 7 dni. Co dostanie? Może szczura, a może schabowego. Berta jest wielkim pieszczochem. Lubi kiedy się ją głaszcze, szczególnie pod paszczą. Ale takie przywileje ma tylko opiekun. - Żeby oswoić Bertę trzeba było 2 lat pracy - mówi pan Bogdan, opiekun.

Żółwie z przemytu

Reklama

Zwierzęta rzadko trafiają do ZOO z naturalnych miejsc, w których żyją. Większość pochodzi z hodowli. - Te ze stanowisk naturalnych przenoszone są do ZOO tylko wtedy, gdy chodzi o ratowanie ich życia - mówi Adam Hryniewicz, kierownik herpetarium. I tak warszawskie ZOO przyjęło 20 żółwi. W ubiegłym roku 10 tys. tych chronionych gadów próbowano przemycić z Hong-Kongu. Zostały zatrzymane na granicy. Były w opłakanym stanie - głodne i wychudzone. Ogrody Zoologiczne z całego świata zaoferowały pomoc. Europa przyjęła 5 tys. żółwi. Część zwierząt to darowizny od osób z zewnątrz. Mamy często telefony z prośbą o przyjęcie ryb, np. piranii - mówi Maria Krakowiak, akwarystka. Właściciele dzwonią wtedy, kiedy piranie zjadły im wszystkie rybki w akwarium. Z przyjmowaniem tego gatunku ryb do ZOO są pewne kłopoty. ZOO posiada stado 7 swoich piranii. Na zapleczu znajduje się 6 ofiarowanych sztuk. Obydwu stad nie można połączyć. Piranie, które są dłużej w danym środowisku zjadają ryby, które są do nich dołączone. - Planujemy zrobić większy zbiornik na ok. 2 tys. litrów. Wtedy obydwa stada będzie można ze sobą połączyć - mówi pani Krakowiak. Do ZOO często dzwonią też właściciele pielęgnic. Te małe, ubarwione w kilku kolorach rybki, często znajdują nabywców w sklepach zoologicznych. Kiedy dorastają do długości 30 cm i przestają mieścić się w 100 litrowych akwariach, właściciele głowią się, co z nimi począć.
Wielu mieszkańców ZOO trafia tu w ramach tzw. wymiany między ogrodami zoologicznymi. Ogrody dążą do przekazywania sobie zwierząt, które mają w większej liczbie, bez gratyfikacji. Chodzi o to, aby nabywanie zwierząt nie przypominało transakcji handlowych.
Międzynarodowa wymiana zoologiczna od strony technicznej najtrudniej przebiega w przypadku ryb, które ciężko znoszą długi transport. Dla nich 24 godz. w zamkniętych woreczkach oznacza prawie śmierć. W grę wchodzi jedynie transport samolotowy. Większość ogrodów kupuje ryby w hurtowniach albo sklepach na terenie kraju. Najdroższe - płaszczka albo arowana należące do ryb dużych kosztują ok. 1,5 tys. zł za sztukę. Arowana może dorastać do 2 m długości w warunkach naturalnych.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Dziki pies jak pelikan

Reklama

Niedaleko Chaty pod Strzechą mieszka umaszczony trójkolorowo licaon. Ten dziki pies południowoafrykański wyglądem przypomina hienę, a dbałością o potomstwo pelikana. Od czasów powojennych po raz pierwszy rozmnożył się szczęśliwie w warszawskim ZOO. Wcześniej samica zjadała młode. W dużej klatce biega 7 dwumiesięcznych młodych, każdy ubarwiony inaczej. To ich cecha genetyczna - nie ma dwóch licaonów ubarwionych jednakowo. Młode pochłaniają niezliczone ilości pokarmu. W warunkach naturalnych dorosły samiec podczas polowania potrafi zmieścić w żołądku 20-30 kg pożywienia. Jeśli młode są bardzo głodne, a stado jest niezbyt liczne wszystko oddaje potomstwu, sam padając z głodu.
Na dużym wybiegu bez krat, ale odgraniczonym od zwiedzających fosą, leniwie biega gepart. Stołeczne ZOO jako jedyne w Polsce rozmnaża geparty. Od wojny, w tym roku urodziły się one po raz trzeci. Mioty są też coraz liczniejsze: 3,5,7 młodych w kolejnych porodach. To sukces na skalę europejską. Gepart to jedno z najtrudniejszych zwierząt do rozmnażania. Oczkiem w głowie stołecznego ZOO są pandy małe, rozmnożone tu jako pierwsze w Polsce.
Do niektórych klatek drapieżników nie mogą wejść nawet pracownicy, np. do lwa, tygrysa, pumy, lamparta czy niedźwiedzia. A i z pozostałymi należy postępować ostrożnie. - W pracy ze zwierzętami drapieżnymi nie może być rutyny - mówi pani Krakowiak, która 10 lat zajmowała się drapieżnikami. Szczególnie kiedy zwierzęta są w rui, układ hormonów zmienia się i nawet najukochańsza osoba może być potraktowana jak konkurentka. Przed wejściem należy zaobserwować zachowanie zwierząt, czy np. koty oceloty śpią czy czatują, żeby rzucić się do skoku.

Nosorożec się spóźni, bo tata wybił mu zęby

Wkrótce w ZOO pojawią się nowi mieszkańcy. Dwa samce słonia i trzy samice miały być już w kwietniu. Przyjazd opóźni się, ale pracownicy ZOO mają nadzieję, że w tym roku w nowo wybudowanej słoniarni będzie 5 słoni. Dwa młode samce mają przyjechać z Anglii w ramach programu hodowlanego. A więc ogród zapłaci tylko za transport. Za trzy samice z Afryki ogród musi zapłacić niebagatelną sumę. Tamtejszy słoń kosztuje od 45 do 65 tys. dolarów. Na razie ZOO nie stać na taki wydatek. Z San Diego w Kalifornii miały przyjechać też w kwietniu dwa młode nosorożce pancerne. Transport opóźni się o 4 miesiące. Jeden z młodych zadarł z ojcem, który wybił mu wszystkie mleczne zęby. Na przyjazd zwierząt do Polski trzeba czekać, aż u nosorożca pokaże się nowe uzębienie - mówi Maciej Rembiszewski, dyrektor ZOO.

Wielbłąd zjadł za dużo ciasteczek

Apetyty dopisują zwierzętom szczególnie w miesiącach chłodnych. Latem są nieco mniejsze. Tygrys syberyjski dostaje dziennie 7 kg mięsa z kością albo w zamian 2 króliki. Lew - 4 kg mięsa. Niedźwiedź brunatny lubi zupy mleczne: kaszę mannę, płatki. Nie pogardzi ciasteczkami czy cukierkami. Niestety dobre serca zwiedzających skutkują często cierpieniem zwierząt. Turyści przekarmiają mieszkańców ZOO owocami i słodyczami. Po ubiegłorocznej pierwszomajowej przerwie padł wielbłąd. Dostał za dużo ciasteczek. Inny drastyczny przypadek miał miejsce na Helu. Tam foka Krysia padła ofiarą turystów, którzy rzucali monety. Krysia zjadła ich 700 sztuk - ok. 2 kg. Zwierzęta nie potrafią się bronić przez zakusami poczęstunku. Tylko niedźwiedź ma na tyle silny układ trawienny, że potrafi strawić wszystko co dostanie.
- Nie zachęcamy zwiedzających do karmienia, bo lepiej jest kiedy mamy kontrolę nad apetytami zwierząt. Inaczej nie wiemy czy nie chce jeść dlatego, że było dokarmiane czy dlatego, że coś mu dolega - mówi Maria Krakowiak. Najbardziej zwierzętom szkodzą cukierki i pieczywo. Bywa i tak, że w trakcie karmienia zwierzęta są zarażane różnymi chorobami. Wybierając się z wizytą do ZOO trzeba respektować informacje o zakazie karmienia, a spacer skończy się szczęśliwie nie tylko dla nas.
Wyprawa do ZOO to świetny spacer dla całej rodziny. Nieopodal stanowiska z kubańskimi krokodylami jest bardzo ciekawe miejsce. Tabliczka z napisem głosi, że tu można obserwować cud narodzin życia. Może podczas tej wizyty przez szklane ściany będziesz świadkiem wykluwania się z jaja egzotycznego gada?

2003-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Prokuratura: jest nowa opinia biegłych ws. Ihora M. podejrzanego o atak w klasztorze w Jarosławiu

2026-10-03 15:06

[ TEMATY ]

opactwo

atak

Adobe Stock

Do Prokuratury Okręgowej w Przemyślu wpłynęła nowa opinia biegłych psychiatrów dotycząca stanu zdrowia Ihora M., podejrzanego o atak w klasztorze w Jarosławiu. Z dokumentu wynika, że stan psychiczny mężczyzny nadal uniemożliwia przeprowadzenie z nim czynności procesowych.

– Te objawy manifestują się pod postacią dezorganizacji myślenia i urojeniowej interpretacji wydarzeń. Podejrzany manifestuje również bezkrytyczne przekonanie o prawdziwości swoich doznań psychotycznych – przekazała rzeczniczka.
CZYTAJ DALEJ

Św. Franciszek - utracjusz i hulaka, który stał się wzorem pokuty i wyrzeczenia

Św. Franciszek urodził się jako Giovanni di Pietro di Bernardone, syn bogatego kupca, zajmującego się handlem drogimi tkaninami. Został rycerzem i jako konny wojownik wziął udział w bitwie pod Collestradą jako przeciwnik… wojsk papieża. Po klęsce stracił zainteresowanie uczestnictwem w zabawach, wojnach oraz pracą u ojca. Rozdawał hojne jałmużny i całował po rękach trędowatych.

Z wolna dołączali do niego naśladowcy. Franciszek stał się założycielem zakonu franciszkanów, a pośrednio także klarysek i tercjarzy. Był gorliwym misjonarzem - nie bał się przyłączyć do krucjaty, czy wyruszyć do Egiptu, by przekonać sułtana Malika Al-Kamila do świętej wiary katolickiej.
CZYTAJ DALEJ

Świadectwo Krzysztofa Antkowiaka: Duch Święty zabrał mi hazard i alkohol

2026-10-05 10:18

[ TEMATY ]

świadectwo

Rokitno

Pielgrzymka Żywego Różańca

Krzysztof Antkowiak

Karolina Krasowska

Muzyk znany z utworu "Zakazany owoc" opowiedział jak wyglądała jego droga do udziału w Krajowym Festiwalu Piosenki Polskiej w Opolu, a także podzielił się osobistym świadectwem nawrócenia

Muzyk znany z utworu Zakazany owoc opowiedział jak wyglądała jego droga do udziału w Krajowym Festiwalu Piosenki Polskiej w Opolu, a także podzielił się osobistym świadectwem nawrócenia

Piosenkarz Krzysztof Antkowiak był gościem specjalnym tegorocznej Pielgrzymki Żywego Różańca i Apostolatu Margaretka do Sanktuarium Matki Bożej Cierpliwie Słuchającej w Rokitnie w diecezji zielonogórsko-gorzowskiej. Artysta dał koncert i podzielił się osobistym świadectwem nawrócenia.

Muzyk znany z utworu "Zakazany owoc" opowiedział jak wyglądała jego droga do udziału w Krajowym Festiwalu Piosenki Polskiej w Opolu, a także podzielił się osobistym świadectwem nawrócenia. Piosenkarz przyznał, że choć w przeszłości odniósł muzyczny sukces, to jednak z tego powodu spotkał się z zazdrością ze strony rówieśników. Opowiedział również o swoich uzależnieniach od alkoholu i hazardu, które doprowadziły go do ogromnej depresji aż po chęć odebrania sobie życia. W tej dramatycznej sytuacji podjął modlitwę i zwrócił się do Pana Boga. - Przede wszystkim błagałem Go o pomoc. Powiedziałem Mu, że już sobie nie radzę. Powiedziałem "Jeżeli jesteś to mi pomóż" – mówił artysta. Nazajutrz obudził się w zupełnie nowej perspektywie, ze spokojem w duchu. - Od tamtego czasu Duch Święty zabrał mi hazard, zabrał mi alkohol. Dzięki Bogu od tamtego czasu jestem czysty. Dziś codziennie muszę dbać o tą relację. Są lepsze i gorsze momenty w relacji z Panem Bogiem, ale życie jest zupełnie inne – wyznał muzyk, który wykonał m.in. słynny utwór "Litania".
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję