Rzeczywiście, robię to za każdym razem, kiedy na przydrożnych tabliczkach widzę nazwy takie, jak Wrzosowo, Pobierowo i Pustkowo. Do tej listy można dodać takie popularne kierunki wakacyjne, jak Sarbinowo, Wejherowo i Władysławowo, a idąc dalej na wschód – Mrągowo, Węgorzewo i Grajewo.
Kiedy zaczniemy schodzić bardziej do centrum i na południe Polski, napotykamy nazwy inaczej zbudowane – typu: Pruszków, Piotrków, Kraków czy Rzeszów. Różnica w doborze zakończeń rzeczywiście zwraca uwagę. Do tej pory w rodzinie wystarczała nam ta działająca na wyobraźnię obserwacja. W tym roku postanowiliśmy się dowiedzieć, dlaczego tak jest.
Pamiętam inny obrazek. Rok temu podczas prelekcji na zgoła inny temat wykładowca zafrapował słuchaczy, pokazując nam mapę konturową Polski. Górna połowa była gęsto zakropkowana na czerwono, dolną zaś wypełniały kropki niebieskie. Granica była aż nadto wyraźna. Zapytani, czego może dotyczyć to odwzorowanie, pomysłów mieliśmy dużo: geograficznych, socjologicznych, a nawet politologicznych. Odpowiedź nas zaskoczyła.
Reklama
Jak się okazało, była to mapa nazw miejscowych o określonej budowie: -owo i -ów. Na Pomorzu, Mazurach i w Wielkopolsce dominowały te pierwsze, z kolei na Mazowszu, w Małopolsce i na Śląsku bardzo dużo było tych drugich. Potwierdzało to nasze domowe obserwacje, ale wciąż było tylko kolorową ilustracją zjawiska, które domagało się wytłumaczenia.
W internecie możemy znaleźć (lub wygenerować samemu, korzystając z urzędowych baz danych) mapy, które pokazują rozkład nazw miejscowości mających inne popularne zakończenia, takie jak: -ice/-yce, -ino/-yno, -owa, -ina, – izna/-yzna, -ec, -ajny, -iszki, -cko/-sko. Również na tych odwzorowaniach widać pewne tendencje.
Najbardziej wyrazista jest, oczywiście, ta, od której zaczęłam dzisiejszą opowieść, ale uwagę zwraca chociażby ta dotycząca zakończenia -ice. Dominuje ono w południowo-zachodniej Polsce, na Górnym i Dolnym Śląsku – co mogę potwierdzić jako urodzona w mieście Katowice, po sąsiedzku z takimi miejscowościami, jak Mysłowice, Siemianowice czy Gliwice.
Wszystkie te obserwacje i wizualizacje są bardzo atrakcyjne poznawczo: zaskakują, frapują, zachęcają do szukania podobieństw i tropów. Robią wrażenie, także na dzieciach i młodzieży, co dzisiaj wydaje się dużą sztuką. Badacze języka podchodzą do tego jednak z większą ostrożnością i patrzą na to zagadnienie szerzej.
Nazwy miejscowe kształtowały się przez wiele wieków, w zasadzie od początków naszej państwowości. Powstawały w różnych momentach, dynamicznie, czego nie odzwierciedla mapa wygenerowana współcześnie, traktująca wszystkie nazwy tak samo.
Reklama
W nazwach tych odbijają się elementy ukształtowania terenu i cechy przyrodnicze, dawne stosunki społeczne i rodzinne, skutki naszego rozwoju gospodarczego, wpływy państw sąsiadujących. Wreszcie – nie można wykluczyć, że duże analogie w budowie nazw wynikają z działań administracyjnych, np. z urzędowych decyzji nazewniczych, nierzadkich po wojnie.
Przyjrzyjmy się nazwom miejscowym według tych różnych kluczy. Wśród nazw motywowanych przyrodniczo lubię szereg związany z określeniami drzew, typu: Brzezinka, Dąbrowa, Grabina, Olszynka, Sosnowiec. Ciekawe są tzw. nazwy służebne, nawiązujące do dawnych powinności wobec grodu i władcy. Tę przeszłość widać w nazwach typu: Duszniki, Komorniki, Strzelce i Winiary, a także Łagiewniki i Piekary.
Wiele nazw nawiązuje do imion i przydomków. Mają one przeważnie charakter dzierżawczy, pochodzący od właściciela, lub patronimiczny, związany z potomkami właściciela. W tej grupie właśnie mamy sporo nazw o interesujących nas zakończeniach. Znajdziemy tu Michałkowice i Piotrowice, są także Kraków, Władysławowo albo... Częstochowa.
Wszystkie te nazwy, a także dziesiątki tysięcy innych, zawiera Wykaz urzędowych nazw miejscowości i ich części, który jest załącznikiem do obwieszczenia Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji z 2019 r. Ten potężny dokument liczy przeszło 2 tys. stron i można w nim znaleźć ponad 100 tys. nazw miast i części miast, wsi i części wsi oraz osad. Obok danych administracyjnych znajdziemy tam również cenne informacje językowe: jak odmienia się dana nazwa i jaką ma formę przymiotnika (np. Końskie – konecki, Radomsko – radomszczański, Sucha – suski).
Podróże, nawet te palcem po mapie albo po takim niezwykłym dokumencie, potrafią być wielce zajmujące.
językoznawca, adiunkt w Instytucie Języka Polskiego na Wydziale Polonistyki UW, kierownik Laboratorium Efektywnej Komunikacji UW. Prezes zarządu Fundacji Języka Polskiego
Liturgia Słowa nie przestaje mnie frapować. Znów znajduję w niej coś, co zwraca moją uwagę pod względem językowym.
Bardzo interesujący jest fragment otwierający dzisiejsze pierwsze czytanie. Chodzi o zdanie z Księgi Mądrości: „Panie, nie ma oprócz Ciebie boga, co ma pieczę nad wszystkim, abyś miał dowodzić, że nie osądziłeś niesprawiedliwie” (Mdr 12, 13).
W zdaniu tym kryją się co najmniej dwa językowe smaczki. Jeden z nich dotyczy frazy: nie osądziłeś niesprawiedliwie. Mamy tu dwa przeczenia – nie osądziłeś oraz niesprawiedliwie – a całość ma faktycznie wydźwięk pozytywny. Oznacza w istocie: osądziłeś sprawiedliwie. Można powiedzieć: minus i minus dają plus.
Kiedy piszemy w ten sposób, używamy konstrukcji bardziej zawiłej, którą odbiorca musi sobie „odpakować”, przetłumaczyć, sprowadzić do prostszej postaci. Strukturę taką lubią prawnicy i osoby, dla których ważna jest precyzja wypowiedzi, wszak nie zawsze można postawić znak równości między frazami: powiedział prawdę oraz nie powiedział nieprawdy. Takie ujęcie łagodzi wydźwięk wypowiedzi, bywa bardziej dyplomatyczne czy bezpieczne.
W retoryce i poezji wyróżnia się figurę o nazwie litota. Polega ona na osłabieniu wydźwięku jakiegoś określenia tak, że używa się jego zaprzeczonego przeciwieństwa, np. niegłupi zamiast mądry, niewysoki zamiast niski. Środek ten pozwala złagodzić wypowiedź i zmniejszyć „moc” użytego przymiotnika. Litota działa trochę jak eufemizm, tyle że ten ostatni łagodzi określenia negatywne, a nasza figura – także te pozytywne i neutralne.
Przy tej okazji warto powiedzieć o zjawisku typowym dla języka polskiego, związanym z użyciem cząstki nie. Chodzi o podwójne przeczenie, kiedy w zdaniu pojawia się zaimek przeczący, taki jak nikt, nic, nigdy czy nigdzie. W takiej sytuacji czasownik musimy dodatkowo wzmocnić cząstką nie.
Negacja staje się wtedy wyrazista, co dobrze widać we frazach: nikt nie wie, nic się nie zgadza, nigdynie przychodzi, nigdzie nie ma. Choć wydaje się, że przeczy to zasadom logiki, tak właśnie ukształtowało się to w większości języków słowiańskich (por. czeskie nikdo to neví, chorwackienitko ne zna), a także chociażby we francuskim (ne... pas, por. je sais ‘wiem’ – je ne sais pas ‘nie wiem’).
Wracając do fragmentu z Księgi Mądrości, trzeba powiedzieć, że taka podwójnie zaprzeczona konstrukcja wynika zapewne z wiernego tłumaczenia oryginału. U mojego ulubionego Jakuba Wujka, a więc w przekładzie z końca XVI wieku, znajdujemy zdanie jakże symetryczne: „Bo nie masz inszego Boga oprócz ciebie, który masz staranie o wszytkich, abyś pokazał, iż nie sądzisz niesprawiedliwie sądu”.
Tu nie dość, że mamy frazę nie sądzisz niesprawiedliwie, to jeszcze występuje inne zdublowanie: nie sądzisz sądu. We współczesnym języku raczej ograniczamy tego typu redundancję, czyli znaczeniową nadmiarowość („masło maślane”). Aczkolwiek w środowisku młodych ludzi, zwłaszcza dziewcząt i kobiet prezentujących swoje stylizacje w mediach społecznościowych, popularne stają się frazy typu: włosy włosują, makijaż makijażuje. Te nowe czasowniki mają oznaczać, że wszystko gra i elementy wyglądu budzą zadowolenie osoby mówiącej.
Z tych nieoczywistych kontekstów powróćmy (z powrotem?) do naszego zdania wyjściowego. Chciałabym jeszcze skupić się przez chwilę na ortografii.
Jeśli porównamy dwa zapisy, dawny i współczesny, zobaczymy ciekawą rozbieżność:
„Bo nie masz inszego Boga oprócz ciebie” (dawniej)
„Panie, nie ma oprócz Ciebie boga” (dziś)
Oczywiście zasady ortograficzne kształtowały się przez kolejne stulecia i często się zmieniały. Odnosi się to zwłaszcza do tzw. reguł konwencjonalnych, czyli dotyczących pisowni wielką i małą literą, a także razem i osobno. Dawna pisownia była rozchwiana szczególnie mocno.
W naszym przykładzie zdarzyło się akurat, że dwa miejsca są ortograficznie rozbieżne. Chodzi o słowa bóg/Bóg oraz ciebie/Ciebie. Jakiś czas temu pisałam już o używaniu wielkich liter w pisowni zaimków. Kiedy zwracamy się do kogoś z szacunkiem, posługujemy się właśnie wielką literą. Nie dotyczy to – przypomnijmy – naszej skromnej osoby (piszemy: mnie, mną, mój).
Ciekawa jest pisownia słowa Bóg. Wyraz ten jest taki „odruchowy” – wielu z nas przyzwyczaiło się do tego, że piszemy go wielką literą, gdyż przeważnie odnosi się on do pierwszej Osoby Trójcy Świętej. Słownik notuje jednak znaczenie ogólniejsze (od małej litery): ‘istota duchowa będąca przedmiotem kultu w religiach, które uznają istnienie wielu takich istot’.
I jeśli wnikniemy w sens naszego fragmentu, zobaczymy, że mowa tu o innych bogach, a raczej o tym, że faktycznie nie ma innych. Tak to ortografia podtrzymuje prawdę teologiczną i zatrzymuje naszą uwagę. >>n
Magdalena Wanot-Miśtura
językoznawca, adiunkt w Instytucie Języka Polskiego
na Wydziale Polonistyki UW, kierownik Laboratorium
Efektywnej Komunikacji UW. Prezes zarządu Fundacji
Języka Polskiego
Arcybiskup Luigi Roberto Cona, nuncjusz apostolski w Syrii, z przedstawicielami wspólnoty chrześcijan z Knaje.
Chrześcijanie z syryjskiej prowincji Idlib, przyjęli z wielką radością nuncjusza apostolskiego abp. Luigiego Roberto Conę. Podczas trzydniowej wizyty wysłannik papieski spotkał się z mieszkańcami, młodzieżą i przedstawicielami władz, wysłuchując świadectw o wojnie, prześladowaniach i trzęsieniu ziemi. Zachęcał wiernych, by swoją nadzieję opierali na Chrystusie i wspólnie odbudowywali przyszłość swoich wspólnot.
Abp Luigi Roberto Cona odwiedził chrześcijańskie miejscowości Yaqubie, Knaje i Ghassanieh w północno-zachodniej Syrii. Są to niewielkie wspólnoty należące do prowincji Idlib, która przez lata pozostawała bastionem tzw. Państwa Islamskiego. Mimo dramatycznych doświadczeń wojny i trzęsienia ziemi sprzed trzech lat miejscowi chrześcijanie nadal trwają na swojej ziemi dzięki obecności franciszkanów z Kustodii Ziemi Świętej, którzy podtrzymują życie duszpasterskie i niosą pomoc mieszkańcom.
Pierwsze Żarskie Śpiewanki Powstańcze odbędą się 1 sierpnia 2026 w Żarach.
1 sierpnia o godz. 20:00 na placu przy kościele Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Żarach (ul. 11 Listopada 30) rozpocznie się nowa inicjatywa podjęta przez proboszcza ks. Pawła Koniecznego we współpracy ze starostą powiatu żarskiego Bogdanem Kępińskim. Pierwsze Żarskie Śpiewanki Powstańcze to wydarzenie łączące pamięć historyczną, patriotyzm, edukację i integrację mieszkańców Żar oraz przybyłych gości poprzez wspólne wykonywanie pieśni związanych z polskimi zrywami niepodległościowymi. Celem jest pielęgnowanie pamięci o bohaterach Powstania Warszawskiego, a także popularyzacja dziedzictwa muzycznego i budowanie więzi międzypokoleniowych.
W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.