Błogosławiony o. Honorat Koźmiński stwierdził: „Nie ma nic bardziej zabezpieczającego naszą drogę do Boga, jak mieć Maryję za Matkę”. Kapucyn podkreślał tym samym wagę modlitwy i rolę Maryi jako „najkrótszej drogi” prowadzącej do Jezusa i zbawienia. W maju pragnienie to wyrażamy, modląc się w kościołach, przy przydrożnych krzyżach, a także wiejskich kapliczkach.
„Święta droga”
Reklama
W Nowej Wsi, miejscowości należącej do parafii w Wąsoszu Górnym, tradycja „majówek” jest ciągle żywa. Stojąca w centralnej części wsi kapliczka wybudowana została w latach 80. ubiegłego wieku i zastąpiła naznaczony piętnem czasu stary drewniany krzyż. – Każdego roku modlę się tutaj i ani razu nie opuściłam „majówki”, a mam już 88 lat – z dumą przyznaje Zofia Michałowska, mieszkająca naprzeciw kapliczki. – Dzisiaj nie mogę już chodzić, dlatego często uczestniczę w nabożeństwie z domu i nie wyobrażam sobie inaczej – zaznacza seniorka. Kiedy tylko zdrowie i pogoda pozwalają, p. Zofię przywozi na wózku córka Renata. Mieszkańcy tej położonej nad Liswartą miejscowości niestrudzenie kontynuują tradycję swoich przodków, a najstarsi z nich wspominają do dzisiaj czasy, kiedy nie było jeszcze asfaltowej drogi. – Do kościoła jeździło się rowerem po polnej drodze. Nie było problemu. Może gorzej się jechało jak padał deszcz, ale dla nas to „święta droga” i nie wolno o niej zapomnieć – mówi p. Zofia i wskazuje na zarośnięty pas, który zaczyna się zaraz przy kapliczce.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Zmiany
Nowa Wieś jest na pewno miejscem, gdzie można jeszcze zauważyć nieco spowolnione, wiejskie życie. Wszechobecny spokój daje możliwość wytchnienia od codziennego zgiełku. Ale również tu wkradło się trochę nowoczesności, a wraz z nią widoczne zmiany, nie tylko w krajobrazie, ale też w zwyczajach. Wielu mieszkańców wsi wyemigrowało lata temu za pracą. Część z nich powraca w rodzinne strony z sentymentem, ale młode pokolenie najczęściej odnajduje się już w mieście. – My tu się znamy, szanujemy, lubimy, współpracujemy ze sobą. Spotykamy się i mamy też czas na pogaduchy – mówi Anna Kubik, sołtys. – Dobrze funkcjonujemy jako Koło Gospodyń Wiejskich, a jak jest coś do zrobienia, to działamy razem – podkreśla. Mieszkańcy Nowej Wsi niezaprzeczalnie mają się dobrze, żyją wygodniej, choć widać spore zmiany – szczególnie wśród najmłodszego pokolenia.
Wstyd?
– Więcej młodzieży kiedyś było na nabożeństwach majowych, no a teraz... Młodzi mają inne zapatrywania i zainteresowania – twierdzi p. Maria. – Zachęcam moje wnuczki, ale odpowiadają mi zwykle: „babciu, przecież tam starsze osoby przychodzą”. No i co? Na siłę się ich nie weźmie – zauważa. I przyznaje: – Jak przygotowywały się dzieciaki do sakramentów i musiały mieć podpisy, że chodzą na majowe, to były obecne.
Reklama
– Kiedy byłam dzieckiem, przychodziłam do kapliczki z mamą, później też sama z siostrą. Potem to się zmieniło i uczestniczyłam w nabożeństwie już rzadziej – opowiada Renata Płonka. – Szczerze... nie wiem dlaczego. Może jest to jakiś proces w życiu człowieka, że na początku chodzimy za mamą, potem odchodzimy, żeby móc później powrócić – zastanawia się p. Renata. – Moje dzieci też jest mi ciężko namówić do uczestnictwa w nabożeństwie – dodaje.
Wahadło
Pewnie z braku takiej potrzeby młodzi ludzie nie są zainteresowani nabożeństwami w kapliczkach. Uznają je za dawną formę pobożności, którą kojarzą z seniorami zanoszącymi swoje śpiewy do Maryi. Pewnie przyczyn jest więcej. To młode pokolenie jest jednak dziś i będzie w przyszłości odpowiedzialne za kontynuację nie tylko tradycji, ale też żywej wiary. – Podstawą jest, żeby młodzi ludzie wynosili pewne wartości z domu. Z drugiej strony wiadomo, że nawet najpobożniejsza rodzina nie gwarantuje sukcesu w przekazie wiary, bo przychodzi wspomniany czas buntu – tłumaczy ks. Seweryn Wiatrowski. – Ale też coraz częściej słyszę, że ci młodzi ludzie, którzy pozostają w kontrze i są kojarzeni z komputerem czy surfowaniem po internecie, powoli od tego odchodzą i zamieniają ekran na książkę. Wierzymy, że coś w nich pozostanie i będą kontynuować tę piękną tradycję – dodaje proboszcz.
Modlitwa
Reklama
Karol Bździon do kapliczki przychodzi z rodziną. Jest jednym z dwóch mężczyzn, których spotykam podczas nabożeństwa. Wraz ze swoja siostrą Dagmarą należą do najmłodszego pokolenia mieszkańców Nowej Wsi, których można spotkać w kapliczce. – Bardzo dobrze się z tym czuję. Modlę się za naszą wieś i całą parafię – zwierza się Karol. – Przychodzę tutaj z własnej woli, a ojciec nigdy nie musiał mnie wyciągać na siłę – dodaje. Jan Bździon, ojciec Karola, od razu zauważa: – Syn widział, że ja chodzę, to też przychodził. I tak jesteśmy tutaj razem i wychwalamy Maryję. Anna Stachera w nabożeństwie majowym upatruje pomocy Maryi w swoim codziennym życiu. – Mieszkałam tu do 20. roku życia, a dziś wracam w rodzinne strony. I jak tylko jestem na miejscu, to uczestniczę w „majówkach” – wyjaśnia p. Anna, która swoje centrum życiowe ma dzisiaj w Bytomiu.
„Śpiewać każdy może”
Hermina Syska zapewnia, że każdy może uczestniczyć w nabożeństwie majowym. – Nie trzeba ćwiczyć w domu, przesłuchań u nas też żadnych nie ma. Kto chce, ten zawsze może przyjść, pomodlić się i pośpiewać w majowy wieczór, dołączając do nas – zachęca kobieta. I przypomina historię sprzed lat: – Kiedyś odwiedził nas zupełnie niespodziewanie jeden z poprzednich proboszczów – śp. ks. Krzysztof Jeziorowski. Pamiętam, że wówczas nie było jeszcze nikogo pod kapliczką, bo dochodziła dopiero 19, a ksiądz, ku naszemu zdziwieniu, włączył mikrofon i sam zaczął śpiewać.
– Nasza kapliczka jest miejscem otwartym dla całej wsi. Oczywiście, wiele osób, które były tu stałymi bywalcami, odeszło już od nas, ale póki co, dbamy o to miejsce i kultywujemy tradycję – podkreśla Anna Kubik. Wszystko wskazuje na to, że w Nowej Wsi tradycja nabożeństw majowych przetrwa, a mieszkańcy mogą się pochwalić pieśnią pożegnalną na zakończenie „majówki”, a nawet wierszem autorstwa Zofii Michałowskiej, która puentuje: – Dziś może trochę się nas umniejszyło, ale kto kocha Matuchnę, ten Jej nie zostawi i przez cały maj wielbić Ją będzie modlitwą i śpiewem.
