Reklama

Wiadomości

Syndrom trzeciego człowieka

Sposób na przetrwanie? Mechanizm obronny? Wynik wyczerpania? Jak wytłumaczyć poczucie czyjejś obecności podczas samotnej wyprawy czy ekstremalnego wyczynu?

Niedziela Ogólnopolska 22/2026, str. 58-60

[ TEMATY ]

podróże

Jacek Pałkiewicz

Jacek Pałkiewicz

Jacek Pałkiewicz z Jerzym Kukuczką na zimowej wyprawie na Annapurnę

Jacek Pałkiewicz z Jerzym Kukuczką na zimowej wyprawie na Annapurnę

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Pół wieku temu podczas samotnej atlantyckiej żeglugi szalupą ratunkową doświadczyłem osobliwego przeżycia: odczułem czyjeś istnienie za moimi plecami, gdzie – obiektywnie – nikogo nie było. Na bezkresnym oceanie, pośród monotonnego szumu fal, skrzypienia takielunku, przy jednostajnym horyzoncie słyszałem szeptane swoje imię. Podszedłem do tego z dystansem, zachowując świadomość, że to zapewne efekt fizycznego i psychicznego wyczerpania. Po pewnym czasie, zgłębiając temat, znalazłem potwierdzenie tego zjawiska – cienia świadomości – które czasem staje się niemal namacalne, a które wymyka się prostym definicjom i nie poddaje łatwej klasyfikacji.

Reklama

Powraca ono regularnie w relacjach podróżników i odkrywców. W wysokich górach, w skutym lodem pustkowiu Antarktydy, pośród bezkresu oceanu – tam, gdzie człowiek znajduje się na granicy swoich sił: w samotności, ciszy, w przestrzeni tak rozległej, że aż nieludzkiej, wyłania się ktoś jeszcze. Pojawia się nagle, bez zapowiedzi, cicho, ulotnie, a zarazem niezwykle realnie. Umysł potrafi wtedy stworzyć obecność, która dodaje siły i otuchy. „Ten drugi” – niewidzialny towarzysz – jest nie tylko złudzeniem, jest raczej wyrazem ludzkiej potrzeby bliskości, która ujawnia się najmocniej wtedy, gdy świat zewnętrzny staje się bezgranicznie odległy. Nie ma twarzy, nie ma głosu, a jednak jest obecny. Idzie obok, towarzyszy, czasem jakby prowadzi. Nie narzuca się, nie dominuje, lecz trwa – jakby był częścią samego faktu istnienia. W świecie nauki nosi to nazwę „efektu trzeciego człowieka”.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Literatura wspomnieniowa od dawna przeczuwała istnienie tego zjawiska. Pisarze opisywali wiele przejmujących świadectw takich epizodów, często bardzo realistycznych, a zarazem głęboko poruszających. Taki motyw pojawia się także w literaturze pięknej i dotyka czegoś uniwersalnego: bycia solo i jednocześnie nie do końca solo. Robinson Crusoe doznaje głębokiej samotności, w której granica między rzeczywistością a wyobraźnią zaczyna się zacierać. Poczucie obecności drugiego człowieka staje się wówczas sposobem na przetrwanie. Z kolei w twórczości Fiodora Dostojewskiego czy Franza Kafki głęboko zakorzeniony w nas samych motyw „drugiego ja” lub niewidzialnego obserwatora przybiera bardziej egzystencjalny wymiar, jako symbol ludzkiej świadomości, rozdwojenia i samotności. Być może jest to najbardziej pierwotna forma dialogu: rozmowa człowieka z samym sobą, która w skrajnych warunkach zmienia się w niemal realne towarzystwo.

Reklama

Psychologia próbuje tłumaczyć to zjawisko mechanizmami obronnymi mózgu, który pozbawiony normalnych bodźców i przeciążony stresem „tworzy” istnienie drugiej osoby, aby utrzymać równowagę psychiczną. To bratnia dusza, która bywa odbierana jako życzliwa i opiekuńcza asysta. Samotność absolutna jest bowiem dla człowieka czymś nienaturalnym. Jesteśmy istotami społecznymi, nasze myślenie, język, emocje kształtują się w relacji z innymi. Gdy ta relacja zostaje nagle przerwana, umysł próbuje ją odtworzyć.

W tym obszarze psychologia styka się także z filozofią, a nawet z metafizyką. Czy jest to tylko projekcja naszej świadomości, czy może echo czegoś głębszego, jakiejś fundamentalnej potrzeby sensu i bliskości? W tych warunkach człowiek konfrontuje się z własnym wnętrzem tak intensywnie, że przybiera ono kształt „czegoś odmiennego”. Poczucie czyjegoś występowania jest nie tyle halucynacją, ile drażliwym dialogiem z samym sobą – rozważaniem o przetrwaniu i granicach wytrzymałości. Wśród pustki oceanu człowiek odkrywa, że nawet gdy jest fizycznie sam i przez długi czas brakuje mu bodźców oraz kontaktu, jego umysł potrafi stworzyć komitywę. W krańcowych warunkach: długiej samotności, skrajnego wyczerpania, niedoboru snu, zagrożenia, nieustannego napięcia ludzki umysł zaczyna „uzupełniać” rzeczywistość. Neuropsychologia tłumaczy, że w deprywacji sensorycznej dochodzi do rozregulowania systemów odpowiedzialnych za integrację sygnałów ciała z otoczenia. W pobliżu pojawia się obecność kogoś tajemniczego. Ten temat bywa częścią opowieści o granicach ludzkiej wytrzymałości, opisywanych nawet przez ludzi twardo stąpających po ziemi, przyzwyczajonych do precyzji i odpowiedzialności.

Reklama

Niejeden wspominał, że eksperiencja ta bywa paradoksalnie pomocna, bo „niewidoczny kompan” był cichym świadkiem albo opiekunem, mobilizował, dodawał otuchy, porządkował myśli. Z perspektywy psychologii można to interpretować jako uruchomienie wewnętrznego dialogu w formie bardziej uchwytnej. Umysł zagrożony nieładem pod wpływem lęku tworzy figurę opiekuna czy partnera, aby podtrzymać poczucie gruntu i kontroli. To mechanizm adaptacyjny: zamiast poddać się zestresowaniu człowiek rozmawia z kimś, kto „jest” obok i pomaga przetrwać. W takich warunkach granica między wyobraźnią a percepcją może się rozmywać. Niezależnie od interpretacji osobliwość ta odsłania kruchość i jednocześnie niezwykłą plastyczność ludzkiej psychiki.

Legendarny odkrywca Antarktydy Ernest Shackleton opisał kuriozalny wypadek podczas swojej dramatycznej wędrówki. Choć podróżował z dwoma towarzyszami, wszyscy trzej odnieśli wrażenie, że idzie z nimi jeszcze jedna osoba. To doświadczenie było tak silne, że później każdy z nich niezależnie potwierdził to samo odczucie: jakby ktoś czwarty prowadził ich przez śnieg i mgłę.

Także samotni żeglarze wielokrotnie opisywali podobne przeżycia. Joshua Slocum, pierwszy człowiek, który samotnie opłynął świat, wspominał chwile, gdy słyszał głos prowadzący go przez trudne wody. Z kolei francuski żeglarz Bernard Moitessier pisał o poczuciu „dialogu z oceanem”, który czasem przybierał formę obecności kogoś bliskiego, niemal namacalnego.

Reklama

Na dużych wysokościach pojawia się jeszcze inny stan rzeczy: spada poziom tlenu we krwi, co wpływa na funkcjonowanie kory mózgowej. Myślenie zwalnia, percepcja bywa zniekształcona, pojawiają się omamy słuchowe. Niektórzy interpretują te przeżycia jako wizytę ducha gór. „Czuję, że nie jestem sam, że gotuję dla dwóch osób. Mam silne poczucie czyjejś obecności” – napisał Jerzy Kukuczka, Wanda Rutkiewicz z kolei słyszała, że ktoś ją woła, gdy siedziała w namiocie w strefie śmierci na K2. Francuzka Élisabeth Revol na Nanga Parbat była przekonana, że ktoś częstuje ją herbatą w zamian za buty. W zapiskach Krzysztofa Wielickiego pojawiają się opisy niezwykłej intensywności przeżyć: słyszał głosy, miał wrażenie, że ktoś śledzi każdy jego ruch. Podobną historię opisywał włoski himalaista Reinhold Messner, który podczas samotnych wspinaczek w Karakorum wyczuł „cichego towarzysza”. Nie były to głos ani widzialna postać, lecz raczej intensywne przeświadczenie, że ktoś, idąc obok, dzieli trud i niebezpieczeństwo.

Takie zjawisko pojawia się również, chociaż w subtelniejszej formie, w życiu codziennym. W stanie między jawą a snem, np. tuż przed zaśnięciem lub po przebudzeniu, mózg może tworzyć, szczególnie w ciszy lub ciemności czy w sytuacjach przeciążenia psychicznego, bardzo realistyczne przekonanie, że ktoś nas obserwuje. Niektórzy wspominali, że odczuwali w domu uczestnictwo zmarłego, słyszeli jego kroki czy głos.

Poczucie przebywania „kogoś jeszcze” podczas śmiertelnego zagrożenia bywa interpretowane także religijnie. Choć Kościół Katolicki zachowuje wobec takich wydarzeń ostrożność, to nie odrzuca automatycznie możliwości, że niektóre z nich mogą mieć charakter duchowy. W teologii istnieje bowiem pojęcie egzystencji osobowego opiekuna, Anioła Stróża, który chroni człowieka, stojąc u jego boku od narodzin aż do śmierci, a także opieki Bożej czy działania łaski w momentach zagrożenia. W kościelnej historii wiele takich epizodów opisywali święci, m.in. Ojciec Pio, który mówił o realnej, choć niewidzialnej obecności wymiaru sakralnego.

reporter, eksplorator

2026-05-26 11:28

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Między snem a jawą

Niedziela Ogólnopolska 34/2021, str. 62-64

[ TEMATY ]

podróże

Archiwum Jacka Pałkiewicza

Mieszkam trochę w Polsce, ale głównie we Włoszech, nic zatem dziwnego, że uległem wszechpotężnej fascynacji Wenecją. W ciągu pięciu dekad poznałem ją jak mało kto. Bywam tam najchętniej poza sezonem, kiedy ruch turystyczny jest mniej odczuwalny i miasto staje się bardziej autentyczne.

Uwielbiam Wenecję. Już samo to słowo wyzwala w mojej duszy pokłady egzaltacji. Nie znam na świecie słynniejszego miasta, w wyższym stopniu opiewanego przez poetów, bardziej pożądanego przez kochanków, częściej odwiedzanego przez turystów.
CZYTAJ DALEJ

Trump rozmawiał z Putinem. Będzie układ?

2026-09-10 07:42

[ TEMATY ]

rozmowa

Donald Trump

Władimir Putin

układ

PAP

Prezydent USA Donald Trump

Prezydent USA Donald Trump

Odbyliśmy z Władimirem Putinem świetną rozmowę, a on chce zawrzeć układ - powiedział w środę prezydent USA Donald Trump. Sugerował jednak, że na przeszkodzie stoi prezydent Ukrainy i wzajemna nienawiść przywódców Ukrainy i Rosji.

Trump zrelacjonował w ten sposób w rozmowie z dziennikarzami wtorkową rozmowę telefoniczną z rosyjskim przywódcą.
CZYTAJ DALEJ

Jak nowojorska kaplica św. Pawła przetrwała 11 września?

2026-09-10 20:45

[ TEMATY ]

World Trade Center

en.wikipedia.org/Adobe Stock

Kaplica św. Pawła, Nowy Jork, USA

Kaplica św. Pawła, Nowy Jork, USA

To był dzień, który na zawsze zmienił świat. Zamachy terrorystyczne z 11 września 2001 roku w Nowym Jorku, Waszyngtonie i Pensylwanii wstrząsnęły opinią publiczną na całym świecie. Według oficjalnych danych, w dniu ataku na bliźniacze wieże World Trade Center w Nowym Jorku zginęło prawie 3000 osób.

Kaplica św. Pawła (St. Paul’s Chapel) znajduje się bardzo blisko bliźniaczych wież. Budynek ten, najstarszy kościół na Manhattanie, wzniesiony w 1766 roku, uniknął zniszczenia przez spadające szczątki jedynie dzięki temu, iż osłaniały go potężne konary pobliskiego platana. Drzewo to, posadzone na przykościelnym cmentarzu wiele lat wcześniej, z czasem rozrosło się, tworząc swego rodzaju naturalną tarczę ochronną.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję