Reklama
Miniona sobota. Upalny sierpniowy wieczór, ciężki od zapachu miasta, tej specyficznej woni nagrzanych murów, rozpalonego asfaltu i mdlejących na rabatach kwiatów. Z ulicznych kafejek ciągną się za nami muzyka i szmer rozmów. Wakacyjna niespieszność, spowolnienie i ten rodzaj luzu, który nabywa się tuż po urlopie lub tuż przed nim. I nagle oni. Wypadają zwartą grupą z jednej z bram, hałaśliwi, młodzi i kompletnie pijani. Dziewczyny z ciężkim makijażem i w kusych łaszkach odsłaniających bez większej żenady, co tylko się da. Z kolei chłopcy, chudzi i wysocy jak palmy, noszą ciuchy o kilka numerów za duże i olbrzymie buciory z rzucającym się logo firmy na boku. Bez względu na płeć młodzi wrzeszczą i klną tak, że odwracają się ku nim wszystkie głowy. Bluzg totalny, ogłuszająca wulgarność w rozmiarze XXL. Takie zachowanie najwyraźniej sprawia im frajdę, bawi, imponuje, nakręcają się nawzajem. Szczególnie razi grubiańska maniera u dziewczyn z twarzami podobnymi do tych z obrazów Botticellego. Zwiewne panny o pszenicznych włosach i rumianych policzkach były obiektem westchnień wielu pokoleń mężczyzn – te, choć z pozoru podobne, są zaprzeczeniem tamtych. Jakiś młodzian podbiega do jednej z dziewczyn i z wyskoku kopie ją w pupę. Reszta tarza się na chodniku ze śmiechu, najbardziej ubawiona wydaje się kopnięta. Ktoś kogoś szarpie, ktoś kogoś uderza, dziewczyna wylewa chłopakowi pieniące się piwo na głowę. Inny chwyta czyjś kieliszek wina i wypija duszkiem zawartość. Trwamy w oniemieniu dobrą chwilę, trochę nie wierząc własnym oczom, trochę nie wiedząc, co zrobić.
– Dość tego! – słyszę wreszcie zdecydowany głos. Od stolika podnosi się elegancka pani w średnim wieku, zapewne z zamiarem uspokojenia młodzieży, co wywołuje kolejną falę kwików i jeszcze większą niewybrednych epitetów pod jej adresem. Jeden z mężczyzn wstrzymuje drugiego, który rusza na pomoc damie. – Dzieci będziesz bił? – pyta retorycznie.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
– Jesteśmy nietykalni! – krzyczą w naszą stronę. – Możecie nam skoczyć! – dodają i na finał środkowe palce nastolatków wędrują w górę w znanym geście lekceważenia i pogardy. Kopią w stoliki, w kwietniki, w tablice reklamowe. Z ulgą zauważam na rogu niebiesko-zielony wóz policji. Na dźwięk syreny młodzi zrywają się jak stado ptaków do lotu i znikają w bocznej ulicy, gubiąc po drodze jedną z dziewczyn, zbyt pijaną, by dotrzymać tempa ucieczce. Nikt po nią nie wraca, więc zapłakaną i zasmarkaną policjantka z niemal matczyną delikatnością prowadzi do radiowozu.
Rozmowa w niedalekiej Żabce tuż po incydencie. – Gdyby nie alkohol, musiałbym zrezygnować z prowadzenia sklepu – przyznaje ekspedient. – Z mojego punktu widzenia, czyli zza tej lady, nie ma tak, że ktoś nie pije. Starzy, młodzi, kobitki, goście w gangach. Tacy, co podjechali Teslą, i tacy z Fiata Weekend. Ale najgorszą przeprawę mam z dzieciakami. Te małolaty były przedtem u mnie. Pogoniłem towarzystwo, więc pogadali z jednym tutejszym pijaczkiem. Dali mu na tuzin małpek, piwka, energetyki, a potem odpalili pewnie ze dwie, resztę sami osuszyli. Że też się nie zorientowałem – kiwa z ubolewaniem głową. – Zawsze coś sobie przy tym łykną, co powoduje, że głupieją ekspresowo, i zaczyna się jazda bez trzymanki. Jak ktoś dorosły, niech sobie robi z życiem, co chce, ale o młodych trzeba walczyć, oni totalnie się pogubili. Nawet stąd, zza lady, dobrze to widać...
Sierpniowy obrazek z Polski. Lato w kraju, który zżerają uzależnienia. Zapewne niejeden taki incydent miał miejsce w sierpniowy upalny sobotni wieczór w Polsce, bo czyta się o młodzieżowych harcach w blokowiskach, w parkach, po koncertach muzycznych, piknikach, festynach i po wielu mocno zakrapianych i ujaranych prywatnych imprezach. Komentarz, który stale pobrzmiewa taki, co usypia czujność i usprawiedliwia: „Niech się młodzi bawią”, w zasadzie zamyka sprawę i – jak się wydaje – niewiele więcej w tej kwestii się wydarzy. Najwyżej wyda się więcej z budżetu państwa na zminimalizowanie skutków alkoholizmu.
