Jestem osobą niepełnosprawną od urodzenia, dlatego nie mam porównania z inną sytuacją. Przeżyłam amputację nogi w wieku 15 lat i to wiązało się z dużym cierpieniem, zwłaszcza w szpitalu. Tam jednak widziałam także cierpienie innych. To z pewnością kształtowało moją wrażliwość. Pewnie dlatego kilka lat później w mojej pracy magisterskiej podjęłam problem bezdomności. Miałam ogromne szczęście, że moje otoczenie: rodzina, przyjaciele wspierali mnie w cierpieniu, a nie wyszydzali. To mi dało bardzo dużo. Doświadczyłam bardzo dużo dobra i chcę się tym dzielić.
W wieku 23 lat miałam własny pomysł na życie i żadnego doświadczenia ze sportem. Właśnie wtedy pojawiło się łucznictwo. Musiałam wyjść poza komfort swojego spokojnego życia i mierzyć się z nowymi wyzwaniami i trudnościami. Z każdym rokiem byłam coraz bardziej zaskoczona, jak duże mam w sobie pokłady siły i zawziętości. Sport niewątpliwie ukształtował mój charakter albo po prostu go ze mnie wydobył. Przekonałam się, jak bardzo lubię rywalizację i działanie pod presją i że skupiam się nie na problemie, ale na jego rozwiązaniu. Zmiany i rozwój są czymś naturalnym, ale łucznictwo na pewno przyspieszyło ten proces i pomogło mi siebie poznać. Łucznictwo jest sportem indywidualnym, często na treningach i zawodach jestem sama ze sobą, a to sprzyja wyciszeniu się, kontemplacji, nawiązywaniu relacji z Panem Bogiem. Oddaję Mu moje strzelanie i mam poczucie, że błogosławi mi spokojem. Jestem ogromnie wdzięczna za drogę, na której mnie postawił, za sukcesy i porażki, za to, że daje mi łaskę wyciągania lekcji i dobra właśnie z porażek.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
