Jan Beyzym przez lata pracował jako wychowawca młodzieży. Myśl o misjach dojrzewała w nim długo. Nie szukał w nich ani egzotyki, ani przygody. Chciał być tam, gdzie kapłan jest najbardziej potrzebny. Dlatego poprosił o zgodę na pracę wśród chorych na trąd.
Na Madagaskarze zobaczył ludzi wyniszczonych nie tylko przez chorobę, ale również przez biedę i odrzucenie. Zamieszkał pośród nich. Mył chorych, opatrywał rany, przygotowywał jedzenie, czuwał przy umierających. Właśnie ten obraz ukazuje jego świętość: kapłan pochylony nad człowiekiem, którego inni bali się dotknąć.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Nie robił tego wyłącznie ze współczucia. Codzienna Eucharystia, modlitwa i zawierzenie Maryi prowadziły go do działania dla bliźnich. W cierpiącym człowieku widział Chrystusa. Dlatego nie wystarczały mu wzruszenie ani doraźna pomoc.
Gdy zobaczył warunki, w jakich żyją trędowaci, zaczął zabiegać o budowę szpitala. Pisał do Polaków, prosił o pieniądze, organizował pomoc. W Maranie powstał szpital, który dawał chorym opiekę i godne warunki życia.
Swoją postawą bł. Jan Beyzym mówi do współczesnych wiernych coś bardzo istotnego: że wiara nie kończy się na współczuciu, że domaga się oddania bliźniemu swoich uwagi, czasu i odpowiedzialności. On został przy tych, których inni omijali, bo wierzył, że właśnie w nich czeka na niego Chrystus.
Bł. Jan Beyzym, prezbiter ur. 15 maja 1850 r. zm. 2 października 1912 r.
