Reklama

Refleksje chicagowskie

Spojrzenia z Krymu (2)

Niedziela w Chicago 34/2004

Na Krymie stawia się dzisiaj pomniki dawnym misjonarzom tej ziemi

Na Krymie stawia się dzisiaj pomniki dawnym misjonarzom tej ziemi

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Szczególne znaczenie zarówno dla katolików, jak i dla prawosławnych mają dwie postacie: św. Klemens (+97 r.) i św. Marcin (+656 r.). Jak mówi tradycja, św. Klemens był trzecim następcą św. Piotra w Rzymie. Podczas prześladowań, za czasów cesarza Trajana, został zesłany do kamieniołomów w Chersonesie (obecnie rejon Sewastopola na Krymie), gdzie więziono już 2 tys. chrześcijan, których papież Klemens podtrzymywał na duchu.
Aby pozbyć się tak gorliwego pasterza, postanowiono utopić go w morzu. Dla upamiętnienia tego miejsca męczeństwa wybudowano rzymską bramę, a w niej zawieszono wielki dzwon. Kiedy w 868 r. przebywał na Krymie św. Cyryl, jadąc z misją do Chazarów, odnalazł relikwie św. Klemensa i przywiózł je do Rzymu. Imieniem św. Klemensa została nazwana jedna z bazylik rzymskich, w której spoczywają doczesne szczątki sławnego męczennika z Krymu. W tej samej bazylice został również pochowany św. Cyryl. W geście ekumenicznym papież Paweł VI w 1974 r. kazał zwrócić relikwie św. Cyryla Kościołowi prawosławnemu - do Salonik w Grecji. Ostatnim papieżem męczennikiem na Krymie z czasu, kiedy Kościół nie był jeszcze podzielony, był św. Marcin z Todi (+656 r.).
Zwyczajem ówczesnym, po swoim wyborze na papieża napisał on list do cesarza wschodnio-rzymskiego w Konstantynopolu o zatwierdzenie jego władzy. Cesarz Konstantyn II nie wyraził zgody. Uważał on papieża za swojego przeciwnika, a jednocześnie popierał herezję monoteletów, którzy twierdzili, że Jezus nie miał woli ludzkiej. W tamtych czasach władcy świeccy rozstrzygali problemy teologiczne według własnej woli. To właśnie wówczas papież Marcin zwołał synod, w którym mimo sprzeciwu cesarza wzięło udział 105 biskupów. Wówczas właśnie wyjaśniono, jaka jest prawdziwa katolicka nauka. Cesarz poczytał to jako atak na jego osobisty autorytet i wysłał do Rzymu wojskowych przedstawicieli, którzy aresztowali papieża. Zwierzchnik Kościoła katolickiego w upokarzającej podróży zawieziony został do Konstantynopola, gdzie świątobliwy hierarcha Kościoła poddany został sądowi. Postawiono mu zarzut, że bez zezwolenia cesarza objął stolicę rzymską, oraz że jest heretykiem. Karę śmierci zamieniono na dożywotnią zsyłkę do Chersonesu na Krymie. Święty papież napisał list, w którym czytamy, że nie ma nawet kawałka chleba i modli się, aby na Stolicy Piotrowej nie zasiadł narzucony przez cesarza papież.
W owych czasach władcy wykorzystywali chrześcijaństwo do celów politycznych i wpływali na losy całych narodów. Jednakże z drugiej strony, Ewangelia torowała sobie drogę m.in. właśnie przy pomocy królów i cesarzy. Na Krymie, w Chersonesie, przyjął chrzest książę kijowski Włodzimierz. Tam do dzisiaj znajduje się murowana chrzcielnica, upamiętniająca to wydarzenie. Następnie w 988 r. w Kijowie otrzymała chrzest cała Ruś. To wydarzenie rozpoczęło ponadtysiącletnią już historię chrześcijaństwa na terenach Ukrainy i całego regionu. Równocześnie już od siedmiu wieków na terenach Ukrainy tradycję chrześcijańską tworzy Kościół łaciński zachodni. Pierwszym biskupem kijowskim w 1232 r. był Gerard, a następnym w 1320 r. Henryk z Zakonu Dominikanów z Bawarii. Od 1371 r., kiedy biskupem kijowskim został Jakub z Zakonu Bazylianów, ormianin, notujemy mocniejsze więzi diecezji kijowskiej z Lwowem. Biskupi kijowscy nie zawsze rezydowali w Kijowie, gdyż często pełnili różne inne funkcje państwowe. Stąd niejednokrotnie swoją posługę pasterską sprawowali przez swoich przedstawicieli. Początkowo zresztą łacińscy biskupi Kijowa swój urząd biskupi wiązali z innymi diecezjami, a biskupstwo kijowskie uważane było albo jedynie za tytularne, albo za szczebel do kolejnych prestiżowych stolic biskupich w Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Trzeba podkreślić, że w tamtych czasach w większości biskupi pochodzili z bogatych rodów szlacheckich i stanowili elitę społeczeństwa wykształconego przez uniwersytety z Zachodu. Ważne było zaplecze materialne Kościoła, o które zasadniczo troszczyła się zamożna szlachta lub magnaci. Uposażenie instytucji diecezjalnych pochodziło również z darowizn. Na Wschodzie małe zainteresowanie bogatych rodów rozwijaniem swoich majątków odbijało się małą troską o dobra kościelne i skromnym wyposażeniem dla Kościoła, który w rozwoju swej działalności był uzależniony od ludzi bogatych. Różne okoliczności sprawiały, że biskupstwu kijowskiemu wyznaczono w Rzeczypospolitej w zwyczajowym porządku jedno z ostatnich miejsc. Współtworzenie różnych tradycji chrześcijańskich na terenach Ukrainy było połączone z zasiedlaniem ich przez przybyszów z Zachodu i ze Wschodu. Od XIII do XV w., w okresie tzw. Republiki Genueńskiej, sąsiadujący ze Złotą Ordą Tatarzy tworzyli bardzo korzystne warunki dla misjonarzy niosących Ewangelię nawet za Kaukaz.
Kiedy Konstantynopol zdobyli Turcy, na Krymie rządził Chanat Krymski, który zapewniał względną wolność wiary i kultu chrześcijanom wywodzącym się z Grecji, Italii, Armenii i Rosji. Żyjący spokojnie chrześcijanie w liczbie 31 tys. zostali po zdobyciu Krymu przez Rosję, zarządzeniem Katarzyny II, przesiedleni nad Morze Azowskie - rzekomo pod pretekstem ochrony przed zbliżającymi się wojnami. W rzeczywistości chodziło o ekonomiczną izolację Tatarów. Chrześcijanie bowiem zajmowali się wtedy skutecznie handlem, a Tatarzy nie mieli na tym polu sukcesów. Mogliby być zatem bardziej przydatni do wojennego sposobu zdobywania łupów. Historia chrześcijaństwa na Krymie zaczęła się od nowa w XIX w., kiedy zaczęli przyjeżdżać tam koloniści francuscy, niemieccy, polscy i czescy.
Według spisu z 1886 r. na Krymie mieszkało ok. 13 tys. katolików, a w 1914 r. ok. 20 tys. Po rewolucji bolszewickiej w 1917 r. wielu musiało wyemigrować, a pozostali na czele z bp. Aleksandrem Frisonem z Symferopola często oddawali życie za wierność Chrystusowi.

cdn.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

2004-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Abp Zieliński do Wojowników Maryi: wybór Maryi jest wyrazem pragnień męskich serc

2026-03-14 16:11

[ TEMATY ]

Wojownicy Maryi

Abp Zbigniew Zieliński

Archidiecezja Poznańska

„To, że obraliśmy Maryję za naszą przewodniczkę, jest najlepszym wyrazem pragnień naszych męskich serc, by one były za Jej sprawą wypełnione miłością. To, że nazywamy się wojownikami, nie oznacza, że jesteśmy tanimi rewolucjonistami, którzy chcą oddać swoje życie w jakiś śmieszny sposób” - mówił abp Zbigniew Zieliński do ponad 5 tysięcy Wojowników Maryi, którzy zgromadzili się podczas ogólnopolskiego spotkania tej wspólnoty w Poznaniu.

Metropolita poznański przewodniczył z tej okazji Mszy św. w największym na poznańskich Ratajach Kościele pw. Nawiedzenia NMP. Mężczyźni, którzy przybyli z wielu stron Polski, m.in. z Legionowa, Obornik Śląskich, Bydgoszczy, Warszawy, Ostrołęki, a także z zagranicy, w tym z Niemiec, Wielkiej Brytanii i Austrii, po brzegi wypełnili górną świątynię, a także kościół dolny, gdzie była prowadzona transmisja online.
CZYTAJ DALEJ

Dopóki nie spotkam Boga, jestem niewidomy

2026-03-09 11:09

[ TEMATY ]

rozważania

O. prof. Zdzisław Kijas

Emmanuel Tzanes/pl.wikipedia.org

Dopóki nie spotkam Boga, jestem niewidomy, żyję życiem połowicznym. Odradzam się do pełni życia dopiero wtedy, kiedy spotkam się z Bogiem, kiedy stanę przed Nim w prawdzie, pokażę Mu się takim, jaki jestem, niczego nie ukrywając. Bóg jest światłością świata – i moją. Pokaże to noc paschalna, która zajaśnieje pełnią światła.

Jezus, przechodząc, ujrzał pewnego człowieka, niewidomego od urodzenia. Uczniowie Jego zadali Mu pytanie: «Rabbi, kto zgrzeszył, że się urodził niewidomy – on czy jego rodzice?» Jezus odpowiedział: «Ani on nie zgrzeszył, ani rodzice jego, ale stało się tak, aby się na nim objawiły sprawy Boże. Trzeba nam pełnić dzieła Tego, który Mnie posłał, dopóki jest dzień. Nadchodzi noc, kiedy nikt nie będzie mógł działać. Jak długo jestem na świecie, jestem światłością świata». To powiedziawszy, splunął na ziemię, uczynił błoto ze śliny i nałożył je na oczy niewidomego, i rzekł do niego: «Idź, obmyj się w sadzawce Siloam» – co się tłumaczy: Posłany. On więc odszedł, obmył się i wrócił, widząc. A sąsiedzi i ci, którzy przedtem widywali go jako żebraka, mówili: «Czyż to nie jest ten, który siedzi i żebrze?» Jedni twierdzili: «Tak, to jest ten», a inni przeczyli: «Nie, jest tylko do tamtego podobny». On zaś mówił: «To ja jestem». Mówili więc do niego: «Jakżeż oczy ci się otworzyły?» On odpowiedział: «Człowiek, zwany Jezusem, uczynił błoto, pomazał moje oczy i rzekł do mnie: „Idź do sadzawki Siloam i obmyj się”. Poszedłem więc, obmyłem się i przejrzałem». Rzekli do niego: «Gdzież On jest?» Odrzekł: «Nie wiem». Zaprowadzili więc tego człowieka, niedawno jeszcze niewidomego, do faryzeuszów. A tego dnia, w którym Jezus uczynił błoto i otworzył mu oczy, był szabat. I znów faryzeusze pytali go o to, w jaki sposób przejrzał. Powiedział do nich: «Położył mi błoto na oczy, obmyłem się i widzę». Niektórzy więc spośród faryzeuszów rzekli: «Człowiek ten nie jest od Boga, bo nie zachowuje szabatu». Inni powiedzieli: «Ale w jaki sposób człowiek grzeszny może czynić takie znaki?» I powstał wśród nich rozłam. Ponownie więc zwrócili się do niewidomego: «A ty, co o Nim mówisz, jako że ci otworzył oczy?» Odpowiedział: «To prorok». Żydzi jednak nie uwierzyli, że był niewidomy i że przejrzał, aż przywołali rodziców tego, który przejrzał; i wypytywali ich, mówiąc: «Czy waszym synem jest ten, o którym twierdzicie, że się niewidomy urodził? W jaki to sposób teraz widzi?» Rodzice zaś jego tak odpowiedzieli: «Wiemy, że to jest nasz syn i że się urodził niewidomy. Nie wiemy, jak się to stało, że teraz widzi; nie wiemy także, kto mu otworzył oczy. Zapytajcie jego samego, ma swoje lata, będzie mówił sam za siebie». Tak powiedzieli jego rodzice, gdyż bali się Żydów. Żydzi bowiem już postanowili, że gdy ktoś uzna Jezusa za Mesjasza, zostanie wyłączony z synagogi. Oto dlaczego powiedzieli jego rodzice: «Ma swoje lata, jego samego zapytajcie». Znowu więc przywołali tego człowieka, który był niewidomy, i rzekli do niego: «Oddaj chwałę Bogu. My wiemy, że człowiek ten jest grzesznikiem». Na to odpowiedział: «Czy On jest grzesznikiem, tego nie wiem. Jedno wiem: byłem niewidomy, a teraz widzę». Rzekli więc do niego: «Cóż ci uczynił? W jaki sposób otworzył ci oczy?» Odpowiedział im: «Już wam powiedziałem, a wy nie słuchaliście. Po co znowu chcecie słuchać? Czy i wy chcecie zostać Jego uczniami?» Wówczas go obrzucili obelgami i rzekli: «To ty jesteś Jego uczniem, a my jesteśmy uczniami Mojżesza. My wiemy, że Bóg przemówił do Mojżesza. Co do Niego zaś, to nie wiemy, skąd pochodzi». Na to odpowiedział im ów człowiek: «W tym wszystkim dziwne jest to, że wy nie wiecie, skąd pochodzi, a mnie oczy otworzył. Wiemy, że Bóg nie wysłuchuje grzeszników, ale wysłuchuje każdego, kto jest czcicielem Boga i pełni Jego wolę. Od wieków nie słyszano, aby ktoś otworzył oczy niewidomemu od urodzenia. Gdyby ten człowiek nie był od Boga, nie mógłby nic uczynić». Rzekli mu w odpowiedzi: «Cały urodziłeś się w grzechach, a nas pouczasz?» I wyrzucili go precz. Jezus usłyszał, że wyrzucili go precz, i spotkawszy go, rzekł do niego: «Czy ty wierzysz w Syna Człowieczego?» On odpowiedział: «A któż to jest, Panie, abym w Niego uwierzył?» Rzekł do niego Jezus: «Jest nim Ten, którego widzisz i który mówi do ciebie». On zaś odpowiedział: «Wierzę, Panie!» i oddał Mu pokłon. A Jezus rzekł: «Przyszedłem na ten świat, aby przeprowadzić sąd, żeby ci, którzy nie widzą, przejrzeli, a ci, którzy widzą, stali się niewidomymi». Usłyszeli to niektórzy faryzeusze, którzy z Nim byli, i rzekli do Niego: «Czyż i my jesteśmy niewidomi?» Jezus powiedział do nich: «Gdybyście byli niewidomi, nie mielibyście grzechu, ale ponieważ mówicie: „Widzimy”, grzech wasz trwa nadal».
CZYTAJ DALEJ

Ekwador: dwóch księży zginęło, by ocalić ministrantów

2026-03-15 15:04

[ TEMATY ]

kapłan

Adobe Stock

W piątek 13 marca zginęło dwóch księży, którzy uratowali dwóch tonących ministrantów na plaży w Ekwadorze - donosi agencja ACI Prensa. Księża Alfonso Avilés Pérez, członek Stowarzyszenia Jezusa Chrystusa Kapłana i proboszcz parafii św. Alberta Wielkiego w diecezji Daule; oraz Pedro Anzoátegui, który posługiwał w diecezji San Jacinto, nie zawahali się ruszyć na ratunek młodzieży uczestniczącej w wielkopostnych rekolekcjach ministrantów, które odbywały się w nadmorskiej miejscowości Playas, gdzie dzieci weszły do morza.

Dwóm ministrantom groziło utonięcie, a księża przybyli, aby ich uratować. Ministranci, dzięki Bogu, wyszli z wody, ale niestety księża nie. Wszyscy młodzi uczestnicy rekolekcji czują się dobrze fizycznie, nie grozi im niebezpieczeństwo i zostali zabrani do swoich domów, jak podaje ekwadorska gazeta El Mercurio.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję