Reklama

Oni orędują za nami

Niedziela przemyska 25/2005

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

„Nie bójcie się, bo wam włos z głowy nie spadnie” - powiedział Pan Jezus. Cytując te słowa, gorąco dziękuję Panu Jezusowi Miłosiernemu, Matce Bożej Częstochowskiej oraz służebnicy Bożej s. Marii Leonii Nastał - służebniczce starowiejskiej za łaskę zdrowia mojego syna Michała.
W niedzielę 3 sierpnia 2003 r. podczas Eucharystii 2,5-letni wówczas Michał zaczął się skarżyć na ból brzucha. Udaliśmy się do lekarki, która po wstępnym badaniu stwierdziła bardzo duży guz na lewej nerce. Podejrzenie lekarki było jednoznaczne, ale nie chcąc nas straszyć, skierowała nas na badania do szpitala w Rzeszowie. Z Michałem do szpitala udał się małżonek, gdyż ja musiałam zostać w domu z 1,5-miesięcznym Janem.
Z ciężkim sercem żegnałam dziecko, z nadzieją że wstępna diagnoza nie była słuszna. W szpitalu zrobiono Michałowi tomografię komputerową - diagnoza brzmiała: nowotwór nerki lewej w trzecim stadium zaawansowania. Zabrzmiało to jak wyrok na moje dziecko. Guz miał wymiary 10 na 13 cm. Podano chemię w celu zmniejszenia guza. Po jednym zabiegu trzeba było zrobić synowi transfuzję krwi. Dziecko przestało jeść, zaczęło chudnąć, a także pojawiła się wysoka temperatura, która pomimo środków zapobiegawczych nie spadała.
Kiedy dowiedziałam się, że mój syn jest chory na raka zrodziło się we mnie pytanie; dlaczego? Dlaczego moje dziecko zostało doświadczone tak ciężką chorobą? Co ono zawiniło? Wiedziałam również, że nic nie mogę zrobić; miałam dwa wyjścia - zbuntować się lub modlić. Wybrałam to drugie wyjście. Ja i cała moja rodzina oddaliśmy Michała w opiekę Jezusowi Miłosiernemu, Matce Bożej Częstochowskiej (szczególnie, że był to czas peregrynacji Obrazu Matki Bożej w naszej diecezji), oraz służebnicy Bożej s. Marii Leonii Nastał. Zaczął się „prawdziwy szturm do nieba”, ale tylko modlitwa pomogła przetrwać ten trudny czas. Wtedy też poznałam jak wielka jest moc modlitwy, jak wiele można otrzymać, jeśli prosi się z ufnością. Leczenie Michała trwało 8 miesięcy. Usunięto nowotwór wraz z nerką i dwoma węzłami chłonnymi, podano synowi 27 różnych chemii i 13 frakcji radioterapii, po których Michał nie miał już żadnych objawów typowych przy tych zabiegach, tj.: wypadanie włosów, torsje, krwotoki wewnętrzne, brak łaknienia, gorączka, ból, nadpobudliwość, ropne pęcherze w ustach czy zapalenie jelit, biegunka. Po zabiegu syn bardzo cierpiał, ale był dzielny. Nie płakał, nie histeryzował, nie krzyczał, ale przyjmował wszystko ze spokojem budzącym podziw u całego personelu szpitalnego.
Wspomnę też, że utrzymując się z pracy męża trudno nam było związać koniec z końcem przy dwójce dzieci. Gdy przyszła choroba Michała było naprawdę trudno. Jak mieliśmy sobie poradzić? I wtedy przyszło nam z pomocą wielu dobrych ludzi, którzy pomimo swoich potrzeb potrafili nas wspomóc, podzielić się tym, co mieli, więc niech im wszystkim Pan Bóg tę pomoc stokroć wynagrodzi. Za ich modlitwę, dobre słowo, pomoc materialną, składam im serdeczne Bóg zapłać.
W końcu po długich 8 miesiącach zakończyliśmy leczenie Michała. Były to miesiące trudne, przeplatane bólem, cierpieniem, często rozpaczą, ale w końcu i radością z wyzdrowienia naszego syna. Chociaż przez 5 lat istnieje ryzyko nawrotu choroby, ja wierzę i ufam, że te trudne chwile mamy już za sobą. Z całego serca dziękuję Panu Jezusowi i Matce Najświętszej oraz służebnicy Bożej s. Leonii.
Na własnym przykładzie doświadczyliśmy niezwykłej łaski miłości Bożej, bo choć otrzymaliśmy krzyż, to również otrzymaliśmy siły do jego dźwigania. Trudności, które wydawały się nie do pokonania, problemy, strach, załamanie, dzięki modlitwie stały się jakby mniejsze i łagodniejsze.
Słowa, którymi rozpoczęłam moje świadectwo sprawdziły się w przypadku mojego synka dosłownie. Dziś wiem, że Pan Bóg nie da człowiekowi więcej, niż ten potrafi udźwignąć. Trzeba tylko przyjąć krzyż w pokorze i pełnym zaufaniu, że ten krzyż ma swój cel, że to zbliży nas jeszcze bardziej do Boga.
Wszystkich, którzy okazali nam swoją pomoc: rodzinę, przyjaciół, lekarzy i pielęgniarki oraz zupełnie obcych nam ludzi, którzy nie przeszli obok nas obojętnie, ale wyciągnęli pomocną dłoń polecam w opiekę Bogu i służebnicy Bożej s. Marii Leonii z wyrazami wdzięczności i serdecznym podziękowaniem za okazaną nam pomoc.

Jabłonka, 11 kwietnia 2005 r.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

2005-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Śpiewały Te Deum, gdy prowadzono je na śmierć. Siedem świętych z Taiyuan

2026-10-01 07:36

[ TEMATY ]

święci

Zgromadzenie Franciszkanek Misjonarek Maryi

Siedem świętych z Taiyuan

Siedem świętych z Taiyuan

Uczyły osierocone dziewczynki, pielęgnowały chorych i prowadziły przychodnię. 1 października mija 26 lat od kanonizacji siedmiu Franciszkanek Misjonarek Maryi zamordowanych za wiarę w chińskim Taiyuan.

W 1899 roku siostry rozpoczęły pracę przy sierocińcu, w którym mieszkało około dwustu dziewczynek. Pochodziły z Francji, Włoch, Holandii i Belgii. Różniły je charaktery, umiejętności i drogi do życia zakonnego. Łączyła je wiara oraz troska o ludzi, którym służyły. Kim były, zanim ich imiona znalazły się wśród imion męczenników?
CZYTAJ DALEJ

Panie! Daj nam sił, byśmy przynosili owoce naszego nawracania się na miłość!

2026-10-01 08:11

[ TEMATY ]

rozważania

O. prof. Zdzisław Kijas

pixabay.com

Bóg oczekuje jedynie od człowieka, aby przynosił owoce nawrócenia, owoce miłości i pracy, owoce przyjaźni i modlitwy, by był pracowity w swoim życiu. To najważniejsze, czego oczekuje od człowieka Bóg. Daje mu wiele, obdarza go swoją łaską, przychodzi mu z pomocą w każdej sytuacji, czekając w zamian na – nawet minimalne – owoce jego działań.

Jezus powiedział do arcykapłanów i starszych ludu: «Posłuchajcie innej przypowieści. Był pewien gospodarz, który założył winnicę. Otoczył ją murem, wykopał w niej tłocznie, zbudował wieżę, w końcu oddał ją w dzierżawę rolnikom i wyjechał. Gdy nadszedł czas zbiorów, posłał swoje sługi do rolników, by odebrali plon jemu należny. Ale rolnicy chwycili jego sługi i jednego obili, drugiego zabili, trzeciego zaś ukamienowali. Wtedy posłał inne sługi, więcej niż za pierwszym razem, lecz i z nimi tak samo postąpili. W końcu posłał do nich swego syna, tak sobie myśląc: Uszanują mojego syna. Lecz rolnicy, zobaczywszy syna, mówili do siebie: „To jest dziedzic; chodźcie, zabijmy go, a posiądziemy jego dziedzictwo”. Chwyciwszy go, wyrzucili z winnicy i zabili. Kiedy więc przybędzie właściciel winnicy, co uczyni z owymi rolnikami?» Rzekli Mu: «Nędzników marnie wytraci, a winnicę odda w dzierżawę innym rolnikom, takim, którzy mu będą oddawali plon we właściwej porze». Jezus im rzekł: «Czy nigdy nie czytaliście w Piśmie: „Ten właśnie kamień, który odrzucili budujący, stał się głowicą węgła. Pan to sprawił, i jest cudem w naszych oczach”. Dlatego powiadam wam: Królestwo Boże będzie wam zabrane, a dane narodowi, który wyda jego owoce». Wtedy Jezus rzekł do nich: «Zaprawdę, powiadam wam: Celnicy i nierządnice wchodzą przed wami do królestwa niebieskiego. Przyszedł bowiem do was Jan drogą sprawiedliwości, a wy mu nie uwierzyliście. Uwierzyli mu zaś celnicy i nierządnice. Wy patrzyliście na to, ale nawet później nie opamiętaliście się, żeby mu uwierzyć».
CZYTAJ DALEJ

Ewangelizował nawet na swoim pogrzebie. Kąty Wrocławskie pożegnały ks. Wojciecha Draba

2026-10-01 21:10

[ TEMATY ]

bp Marek Mendyk

diecezja świdnicka

ks. Krzysztof Ora

pogrzeb kapłana

ks. Wojciech Drab

ks. Mirosław Benedyk/Niedziela

Ks. Kan. Wojciech Drab (1971-2026)

Ks. Kan. Wojciech Drab (1971-2026)

Pogrzeb ks. Wojtka stał się dla mnie nadzwyczajnymi rekolekcjami o kapłaństwie, o życiu pomimo śmierci, o Kościele, który jest piękną wspólnotą – napisał po uroczystości ks. kan. Krzysztof Ora. I rzeczywiście: 1 października w Kątach Wrocławskich nie zabrakło łez i bólu, ale jeszcze mocniej wybrzmiewała wiara, że śmierć nie ma ostatniego słowa.

W rodzinnej parafii Świętych Apostołów Piotra i Pawła zgromadziła się rodzina śp. ks. kan. Wojciecha Draba, przyjaciele, dawni parafianie i ludzie, którym towarzyszył w kapłańskiej posłudze. Przy ołtarzu stanęło około stu kapłanów – nie tylko z trzech diecezji metropolii wrocławskiej, ale również z różnych stron Polski, m.in. z Kalisza, Gdańska, Częstochowy i Warszawy. Mszy św. przewodniczył i homilię wygłosił bp Marek Mendyk, biskup świdnicki.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję