Reklama

Niewygodna bezdomność

Kiedy bezdomny, brudny i śmierdzący idzie rano przez miasto, a ludzie patrzą na niego z pogardą albo politowaniem, bezdomny myśli sobie: ale jestem gość!

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Reklama

W centrum Krakowa, w jednej z kamienic przy ul. Kościuszki, mieści się Dom Brata Alberta. Mieszka w nim 60 bezdomnych mężczyzn, którzy pod opieką braci albertynów starają się wrócić do godnego i samodzielnego życia. - Władze socjalistyczne zabroniły naszemu zgromadzeniu działalności na rzecz ludzi najuboższych i zepchniętych na margines życia. Twierdziły, że problem bezdomności nie istnieje, gdyż wszyscy obywatele mają pracę i schronienie - opowiada brat Bernard. - Ale zaraz po upadku PRL albertyni powrócili do swojego charyzmatu. W 1990 r. otworzyli przytulisko dla bezdomnych mężczyzn, które oferuje całodobową opiekę i pomoc.
Większość osób, które trafiają do placówki, ma problemy z alkoholem. Dlatego w przytulisku obowiązuje zakaz spożywania napojów alkoholowych i przebywania w stanie nietrzeźwym na jego terenie. Za nieprzestrzeganie reguł bezdomny zostaje usunięty z placówki. Dopiero po trzech miesiącach może ubiegać się o ponowne przyjęcie. - Dobrze, że jest taki zakaz, bo alkoholikowi trudno nie pić. Jak żem zapił, to już nie wracałem do braci. A jak mnie przyjęli z powrotem, to już nie piję od lipca - mówi pan Edziu, który trzy lata temu trafił do przytuliska. Zazwyczaj powrót do albertynów staje się mobilizacją do podjęcia terapii, ale niektórych bezdomnych trzeba do tego przymuszać. - Pierwszy etap wyjścia z nałogu to dwumiesięczne leczenie w ośrodku odwykowym, niekoniecznie zamkniętym. Później wstępuje się do klubu Anonimowych Alkoholików - wyjaśnia albertyn. W przytulisku zapewniona jest opieka psychologa. Trudno jednak ocenić, komu uda się wyjść z nałogu. Czasami wystarczy, że bezdomny dostanie wypłatę albo zasiłek i pierwsze kroki kieruje do sklepu monopolowego. - Pan Józiu przebywał w przytulisku dziewięć lat i nie pił. Wspaniały człowiek. Uczestniczył w modlitwach, wyjeżdżał z nami na pielgrzymki. Nazywaliśmy go „złota rączka”, bo potrafił wszystko naprawić, nie tylko w przytulisku, ale pomagał także w innych zakonach. Po pewnym czasie zadecydowaliśmy, że przeniesiemy go na ul. Saską, gdzie bracia prowadzą mieszkania chronione dla osób wychodzących z bezdomności. Dostał najlepszy apartament, jednopokojowy z łazienką, kuchenką, korytarzykiem. Wszyscy mu zazdrościli. Okazało się jednak, że nie może funkcjonować sam. Przerosła go możliwość samodzielnego decydowania o własnym życiu. Zaciągnął straszne długi, wrócił na ulicę, znowu zaczął pić - opowiada ze smutkiem brat Bernard. Po chwili dodaje: - Kiedyś rozmawiałem z psychologiem, który pytał, ile osób wychodzi tutaj z alkoholizmu. Powiedziałem, że w sumie to niewiele. A on na to: Bracie, każdy dzień, kiedy alkoholik jest trzeźwy, to już jest sukces.

Najważniejsza praca

Reklama

Bezdomni mają w przytulisku zapewnioną opiekę socjalną, medyczną i duchową. Otrzymują pomoc przy załatwianiu dokumentów i zasiłku. Pracownicy socjalni poszukują rodzin, które mają obowiązek alimentacyjny wobec bezdomnego albo ośrodka pomocy społecznej zobligowanego do utrzymania mężczyzny. - Pobieramy symboliczną opłatę za pobyt w przytulisku. To też jest forma przygotowania bezdomnych do samodzielnego życia - mówi albertyn. Niektórych mężczyzn trzeba uczyć podstawowych norm zachowania. Mieszkańcy przytuliska na nowo przyzwyczajają się do picia ze szklanki, krojenia i smarowania chleba nożem, sprzątania pokoi, prania własnej bielizny... Oduczają się złych nawyków, przeklinania. Uczą się, jak żyć z innymi ludźmi, podejmują pracę. Zbieranie makulatury, puszek czy zamiatanie ulic nie hańbi, ważne, żeby mieć jakieś zajęcie. - Niestety, praca, którą znajdują bezdomni, nie jest w pełni satysfakcjonująca. Rzadko zdarza się, żeby dostali należytą pensję albo byli ubezpieczeni - mówi brat Bernard. Często pracownicy wykorzystują bezdomnych, nie płacąc im wynagrodzenia.
Dla mężczyzn, którzy nie mogą podjąć żadnej pracy, albertyni wyszukują różne zajęcia w przytulisku. Bezdomni pracują w łaźni - z której za darmo mogą korzystać ludzie mieszkający na ulicy - w pralni, „na zmywaku”, w kuchni... Pan Paweł (około 30 lat) od roku przebywa w przytulisku i jest kucharzem. - Gotuję dla wszystkich mieszkańców, ale teraz mam wolne, bo jestem chory - opowiada. Stał się bezdomnym z powodów majątkowych, nie jest alkoholikiem. - Ojciec sprzedał mieszkanie, miał spłacić mnie i mojego brata, ale tego nie zrobił. Przez jakiś czas pracowałem, ale ze względu na zły stan zdrowia trafiłem tutaj - dodaje. Dzięki pomocy braci może się leczyć. - Chcę jak najszybciej podreperować swoje zdrowie. O pracę się nie martwię, bo jest jej mnóstwo. Tutaj jest mi dobrze, mam gdzie spać, co jeść, ale chciałbym być na swoim - przyznaje.
Bracia dbają również o stronę duchową mężczyzn. Namawiają ich do udziału we wspólnych modlitwach, katechezach, niedzielnych Mszach św. czy pielgrzymkach. Bezdomni, zwłaszcza z wyższym wykształceniem, chętnie korzystają z biblioteki w przytulisku.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Apel o pomoc

- Warunki mieszkaniowe w placówce nie są zadowalające. Pokoje można przyrównać do więzienia, łóżka są piętrowe. Dom jest niefunkcjonalny. Jego zaletą jest tylko to, że znajduje się w centrum miasta - żali się brat Bernard. Sala przeznaczona dla chorych, którzy muszą cały czas leżeć, znajduje się na piętrze. Wnoszenie pacjentów do pokoju utrudnia jeszcze wąski korytarz.
Marzeniem albertynów jest znalezienie nowego lokalu. - Potrzeba nam dużego domu. Na parterze można by urządzić sale dla chorych, przynajmniej dla piętnastu osób. W obecnych warunkach przebywa u nas tylko pięciu pacjentów. Na dwóch piętrach byłoby przytulisku dla 60 bezdomnych. Na dwóch kolejnych poziomach - wolne pokoje, gdzie w czasie mrozów przyjmowalibyśmy na nocleg 150 mężczyzn - snuje plany brat Bernard. Zimą, kiedy w grę wchodzi ludzkie życie, albertyni wpuszczają do swoich placówek nawet ludzi pijanych.
Bracia apelowali już do władz miasta o pomoc w zmianie lokalu. Teraz muszą odmawiać przyjęcia do przytuliska. - To jest dla nas bardzo bolesne. Dzwonią do nas ze szpitali, dzwoni straż miejska, policja przywozi bezdomnych, a my nie możemy się nimi zająć, bo nie mamy miejsca - żali się zakonnik.

Kompleksowa opieka

- Jeden bezdomny mówił mi, że kiedy idzie przez miasto taki brudny, śmierdzący, a ludzie patrzą na niego z pogardą albo politowaniem, to wtedy czuje się, że jest gość - opowiada brat Bernard. Wyjście z bezdomności jest bardzo długim procesem. Dlatego w Krakowie albertyni stworzyli szeroki wachlarz opieki nad ludźmi ubogimi. Prowadzą noclegownię na ul. Krakowskiej oraz kuchnię, gdzie wydają dziennie posiłki dla 300 osób.
Oprócz przytuliska tworzą mieszkania chronione. Dla mężczyzn, którzy mają własne źródło utrzymania, potrafią już samodzielnie funkcjonować i nie piją, został wybudowany dom na ul. Saskiej. - Tam mieszkańcy uczą się odpowiedzialności i troski o własne życie. Muszą sami płacić rachunki, przygotowywać posiłki, organizować sobie czas pracy... Bracia, którzy tam mieszkają, czuwają nad domem, ale nie opiekują się mężczyznami w takim stopniu, jak w przytulisku - wyjaśnia brat Bernard. Zdarza się, że po całkowitym usamodzielnieniu bezdomni wracają do swoich rodzin albo wynajmują samodzielne mieszkanie.
Albertyni chcą stworzyć jak najwięcej miejsc pracy dla ubogich. We wsi Bulowice, niedaleko Kęt, założyli farmę. - Hodujemy krowy, świnie, uprawiamy różne warzywa i owoce. Bezdomni razem z braćmi wypracowują własnym trudem takie przysmaki, jak świeże mleko, śmietana, kiełbasa wiejska... - wylicza brat Bernard. Mężczyźni, którzy decydują się zamieszkać razem z albertynami, dostają niewielkie wynagrodzenie za swoją pracę, ale podejmują również formację duchową. Uczestniczą codziennie w krótkiej katechezie, modlitwie różańcowej i niedzielnej Mszy św. Bracia planują również stworzyć spółdzielnię socjalną. - Chcemy zapewnić ludziom, którzy znaleźli się na marginesie życia, godziwą pracę, ubezpieczenie, wynagrodzenie i poczucie pełni człowieczeństwa. Jeśli stworzymy dla nich warsztaty pracy, będą mieli większe szanse powrotu do społeczeństwa - twierdzi brat Bernard.

2007-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Agnieszka i Wojciech Amaro: Powołanie misyjne można realizować także poprzez wsparcie drugiego człowieka

2026-10-14 12:46

[ TEMATY ]

Wojciech Modest Amaro

Mat.prasowy FESTIWAL ŻYCIA

Wojciech Modest Amaro

Wojciech Modest Amaro

- Nie wykręcajmy się, mówiąc: „To nie jest dla mnie”. Misja jest dla ciebie - powiedział ks. dr Maciej Będziński, dyrektor krajowy Papieskich Dzieł Misyjnych, podczas konferencji prasowej zorganizowanej 14 października w Sekretariacie Konferencji Episkopatu Polski w Warszawie. W najbliższą niedzielę, 18 października, Kościół będzie obchodził 100. Światowy Dzień Misyjny pod hasłem „Jedno w Chrystusie, zjednoczeni w misji”. W ciągu ostatniej dekady z Polski przekazano na misje ponad 11,5 mln dolarów.

Otwierając konferencję, rzecznik KEP ks. Leszek Gęsiak SJ przypomniał, że Światowy Dzień Misyjny został ustanowiony 14 kwietnia 1926 r. przez papieża Piusa XI. Obchodzona w tym roku 18 października Niedziela Misyjna rozpocznie w Polsce Tydzień Misyjny. Jest ona świętem patronalnym Papieskich Dzieł Misyjnych oraz dniem solidarności Kościoła z misjonarzami pracującymi na całym świecie. Ks. Gęsiak zachęcił do modlitwy w ich intencji oraz materialnego wspierania działalności misyjnej.
CZYTAJ DALEJ

Nauczyciele spotkali się w Mokrzeszowie. Padły ważne słowa o wychowaniu młodzieży

2026-10-15 00:00

[ TEMATY ]

Duszpasterstwo nauczycieli

ks. Marcin Zawada

ks. Piotr Sipiorski

dzień nauczyciela

Mokrzeszów

Archiwum parafii Św. Jadwigi Śląskiej w Mokrzeszowie

Nauczyciele i wychowawcy podczas spotkania integracyjnego w Zespole Szkół Centrum Kształcenia Rolniczego w Mokrzeszowie, zorganizowanego z okazji Dnia Edukacji Narodowej.

Nauczyciele i wychowawcy podczas spotkania integracyjnego w Zespole Szkół Centrum Kształcenia Rolniczego w Mokrzeszowie, zorganizowanego z okazji Dnia Edukacji Narodowej.

Nie stanowisko, wykształcenie ani zawodowe osiągnięcia, lecz to, jakim człowiekiem jesteśmy dla innych, stanowi prawdziwą miarę naszego życia. O tej prawdzie, szczególnie ważnej w pracy wychowawczej, przypomniano podczas diecezjalnego spotkania nauczycieli i wychowawców z okazji Dnia Edukacji Narodowej w Mokrzeszowie.

W środę 14 października w parafii św. Jadwigi w Mokrzeszowie zgromadzili się nauczyciele, wychowawcy oraz pracownicy oświaty, by wspólnie modlić się i świętować Dzień Edukacji Narodowej. Spotkanie, na które zaprosił ks. Marcin Zawada, diecezjalny duszpasterz nauczycieli, w imieniu własnym oraz dziekana ks. kan. Józefa Siemasza, stało się okazją nie tylko do podziękowania za codzienną pracę pedagogiczną, ale również do refleksji nad odpowiedzialnością za kształtowanie młodego pokolenia.
CZYTAJ DALEJ

Papież wznawia aktywności zawodowe. Spotkanie z abp. Rudellim

2026-10-15 17:16

[ TEMATY ]

aktywność

rekonwalescencja

Papież Leon XIV

@Vatican Media

Poliklinika Gemelli

Poliklinika Gemelli

W ramach powrotu do aktywności zawodowych Leon XIV spotkał się w czwartek po południu w klinice Gemelli z abp. Paolo Rudellim, substytutem ds. ogólnych w Sekretariacie Stanu Stolicy Apostolskiej.

O spotkaniu z abp. Rudellim poinformowało w czwartek 15 października po południu Biuro Prasowe Stolicy Apostolskiej.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję