Reklama

Konstancin na zdrowie

Aby podleczyć przewlekłe bronchity, nadciśnienie tętnicze czy nerwice, warszawiacy wcale nie muszą wyjeżdżać aż do Ciechocinka czy Szczawnicy. Wspaniałe uzdrowisko leży zaledwie 20 km od centrum stolicy. Zapraszamy do Konstancina.

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Do uzdrowiska Konstancin-Jeziorna łatwo dojechać podmiejskimi autobusami. Od wiosny do połowy listopada jest tam otwarte inhalatorium na wolnym powietrzu. Można poświęcić wolny czas dla podratowania zdrowia, niekoniecznie będąc kuracjuszem jednego z sanatoriów. To atrakcyjna propozycja spędzenia sobót i niedziel z całą rodziną.
W parku zdrojowym są tężnie i grzybek wytwarzający pod ciśnieniem uzdrawiający aerozol, a solanka konstancińska jest podobno nawet lepsza od ciechocińskiej. Ta lecznicza woda termalna wydobywana specjalnymi pompami z głębokości 1640 metrów to prawdziwy skarb natury dla zatruwanych spalinami, znerwicowanych warszawiaków. To także szansa dla palaczy aby mogli podreperować wysmołowane dymem tytoniowym płuca. Przy tężniach dochodzą do siebie pracujący głosem aktorzy, śpiewacy, konferansjerzy, pracownicy radia i telewizji. Już po spędzeniu przy grzybku 15 minut człowiek czuje się jak nowo narodzony. Jest rześki i uspokojony, bo solanka konstancińska jest wodą chlorkowo-sodową, bromkową, jodkową i żelazistą. Regeneruje siły obronne organizmu.

Oprócz tężni nie ma nic

Reklama

Szkoda, że Konstancin ciągle nie wykorzystuje swoich możliwości. Gdyby wprowadzić solankę do obiegu w obiektach powszechnie dostępnych, wybudować rehabilitacyjne baseny solankowe, można by stworzyć piękne uzdrowisko. - Potrzeba tam jednak mądrego gospodarza - mówi Włodzimierz Śliwiński, główny specjalista koordynator Wydziału Uzdrowisk w Ministerstwie Zdrowia. Konstancin zna jak własną kieszeń, bo od lat tam mieszka. Zdaje sobie sprawę, że uzdrowisko potrzebuje inwestycji, a to sporo kosztuje. Warto ukwiecić i uporządkować zaniedbany park zdrojowy, bardziej zadbać o otoczenie wspaniałych tężni, które gromadzą wokół sporo gości.
Konstancin jest jednym z czterech miast w Polsce, które mają tężnie. Po kilkudziesięciometrowym wieloboku, zbudowanym na sosnowych balach, przeplecionych gęsto gałązkami tarniny, płynie wpompowywana wysoko pod ciśnieniem lecznicza solanka, która następnie spływa po gałązkach, a wiejący wiatr rozpyla ją w postaci drobniutkiej mgiełki na podobieństwo aerozolu. Na wargach czujemy słony smak, który towarzyszyć nam będzie jeszcze przez wiele godzin. Po Ciechocinku, Inowrocławiu i Grudziądzu tylko Konstancin doczekał się tężni. W Europie takich miejsc jest tylko dziewięć.
Ale skąd wziąć pieniądze na wzbogacenie oferty uzdrowiskowej? - Przecież to jest bogate uzdrowisko, posiada bardzo drogie działki - mówi Śliwiński. - Gdyby sprzedali kilka z nich i włożyli te pieniądze w uzdrowiskowe inwestycje, można by zrobić z Konstancina perełkę. W soboty i niedziele przyjeżdża tam za mało ludzi, bo warszawiacy jeżdżą do Powsina, ponieważ w Konstancinie nie mają co robić. Oprócz parku i tężni nie ma nic. Gdyby zbudować baseny dla dzieci i rehabilitacyjne, otworzyć przychodnię ambulatoryjną, masaży i rehabilitacji, to znaleźliby się klienci - stwierdza Śliwiński z przekonaniem. Jego zdaniem, Konstancin wciąż nie wykorzystuje szansy.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Do tężni po głos

Reklama

Jednak i tak Konstancin jest dla wielu osób atrakcyjny, zwłaszcza dla tych, które chcą zadbać o zdrowie, bo to uzdrowisko klimatyczno-zdrojowe. Walorem są nie tylko solanki, ale też naturalne właściwości lecznicze, wynikające z łagodnego klimatu, znacznego zalesienia terenu drzewami, przeważnie sosnowymi, i piaszczystych gleb. W skład bazy leczniczej wchodzą sanatoria i szpitale rehabilitacyjne. W ramach kontraktu z Narodowym Funduszem Zdrowia na leczenie przyjeżdżają tu kuracjusze z całej Polski.
- Przez cały rok obłożenie łóżek w naszych szpitalach uzdrowiskowych i sanatoriach jest pełne - informuje pielęgniarka z sanatorium „Przy Źródle”. Wokół sami starsi ludzie, niektórzy poruszają się o kulach, inni na wózkach inwalidzkich. - Jesteśmy zapędzeni. Pracuję w służbie zdrowia od 40 lat i widzę, że zaczynamy zwykle myśleć o zdrowiu dopiero, gdy już jesteśmy chorzy - mówi. Zdejmuje ze stołu aparat do mierzenia ciśnienia, by je zmierzyć kuracjuszce. - Osoby z niskim ciśnieniem nie powinny wchodzić do wnętrza tężni solankowej, bo mogą się źle poczuć - zwraca uwagę kobiecie. Rzeczywiście, na tablicy przed wejściem do tężni wypisane są wielkimi literami przeciwwskazania: niewydolność naczyń wieńcowych serca, zwłaszcza u pacjentów z niskim ciśnieniem, stan po świeżo przebytym zawale mięśnia sercowego, choroby nowotworowe oraz nadwrażliwość na brom i jod.
Do Konstancina przyjeżdżają pacjenci i kuracjusze ze schorzeniami górnych dróg oddechowych, z chorymi zatokami, zaburzeniami głosu, przed i po zabiegach operacyjnych. Leczy się tu nerwicę wegetatywną i stany ogólnego wyczerpania organizmu. Znajdują tu ulgę alergicy i pacjenci ze schorzeniami układu narządów ruchu, nadciśnieniem tętniczym i chorobami krążenia. Szpital Rehabilitacji Kardiologicznej, działający pod patronatem Instytutu Kardiologii, prowadzi rehabilitację wczesnych stanów po zawale mięśnia sercowego, po operacjach kardiochorurgicznych, prewencje choroby wieńcowej, także diagnostykę i leczenie wieńcówki. W sanatorium „Fraszka” dochodzą do siebie kobiety po amputacji piersi, a łagodny klimat i stosowane zabiegi rehabilitacyjne dają dobre efekty terapeutyczne. Szpital Rehabilitacji Schorzeń Narządu Ruchu leczy pacjentów ze schorzeniami kręgosłupa, zmianami zwyrodnieniowymi stawów, zmianami pourazowymi i wadami postawy, usprawnia po operacjach wszczepienia endoprotez.
Można też w Konstancicnie leczyć nerwy, zaburzenia mowy, usprawniać ruchowo chorych po udarach i urazach mózgu. Uzdrowisko ma swój „Biały dom”, gdzie pacjenci poddawani są zabiegom z zakresu elektrolecznictwa, magnetoterapii, krioterapii. Przeprowadzane są tu kąpiele solankowe, inhalcje indywidualne, okłady z parafiny, a także masaże: klasyczny, pneumatyuczny, wirowy i podwodny oraz pełny zakres kinezyterapii.

Solanka zamiast nafty

W Konstancinie uspokaja się nawet niedzielny kuracjusz wyłączony na kilka godzin z hałasu i żyjącej szybkim rytmem Warszawy. Spacer alejkami rozległego parku czy spokojnymi uliczkami leniwego latem miasteczka uspokaja skołatane nerwy. Można też wynająć rower, aby wspólnie z rodziną pojechać na wycieczkę wśród sosnowych drzew. Można też zafundować sobie przejażdżkę starym powozem zaprzężonym w konie. To miasteczko o niezwykłym uroku. Jego piękno odkryto u schyłku XIX wieku, i do II wojny światowej służyło za letnisko dla rodzin warszawskich fabrykantów i bogatych mieszczan.
W Konstancinie powstały zachwycające architekturą secesyjne i modernistyczne rezydencje i wille. Dziś budują tu także rezydencje nowi polscy bogacze. Czołówka z listy „stu najbogatszych” osób z tygodnika „Wprost” jest tu licznie reprezentowana. Nazwiska z pierwszych stron gazet. Osiadają tu też artyści i dziennikarze. Przed wojną w willi „Świt” w Konstancinie mieszkał przez kilka lat Stefan Żeromski, zanim pod koniec życia przeniósł się do mieszkania na Zamku Królewskim. Willę tę kupił żonie Annie na imieniny. Do końca życia mieszkała tu Anna Żeromska i ich córka Monika. Monika Żeromska, pisarka i malarka mówiła, że dom w Konstancinie był dla niej rajem. Wspominała też wędrówki z ojcem na cmentarzyk w Maryninie, by odwiedzić groby Polaków poległych podczas I wojny światowej, być może w bratobójczej walce. Żeromski opisał ten cmentarzyk i polski dramat w jednym z utworów.
Co ciekawe, przez jakiś czas sołtysem Konstancina był przed wojną pisarz Wacław Gąsiorowski, autor słynnego „Huraganu”. A świat artystyczny brylował w słynnym „Kasynie”, gdzie można było spotkać primadonny opery i operetki warszawskiej. Konstancin upodobało sobie wielu malarzy. Miał tu pracownię Adam Styka. Obraz jego pędzla: „Chrystus w cierniowej koronie”, jest ozdobą kościoła św. Józefa w Jeziornej Fabrycznej.
Kiedyś to była miejscowość letniskowa, a uzdrowisko powstało zupełnie przypadkiem, mówi - związany przez wiele lat z Konstancinem jako radny miasta - Stefan Dunin, obecnie pracownik zarządu miasta Piaseczna. - Przy okazji wariactwa, gdy wszędzie w Polsce w latach 70. ubiegłego wieku trwały poszukiwania ropy, zamiast ropy wywiercono w Konstancinie... solankę. Zrobiono odwiert i zbudowano tężnię, którą oddano do użytku w 1980 r. - mówi Dunin. Ponieważ istniało już Stołeczne Centrum Rehabilitacji prof. Weissa, powstało uzdrowisko, gdyż Konstancin ma nie tylko solankę, ale i walory klimatyczne - dodaje.

Płuca Warszawy

Jako uzdrowisko, Konstancin był przygotowany przez ekipę SLD do prywatyzacji. Teren stanowił łakomy kąsek i były zakusy, by rozparcelować go na działki budowlane. Zapewne również dlatego nie zadbano o jego rewitalizację. Poprzednia ekipa miała zamiar pozostawić w rękach Skarbu Państwa najpierw pięć, a potem dziewięć uzdrowisk. Solidarność Służby Zdrowia podniosła krzyk. Pilnowała uzdrowisk jak oka w głowie, wiedząc dobrze, że to cenne dobro narodowe. W sprawie Konstancina też wystosowano do rządu specjalne pismo, żeby uzdrowisko, które jest płucami Warszawy, pozostawić jako mienie państwowe. Obecnie jest już gotowy projekt rewitalizacji parku zdrojowego z muszlą koncertową. W tej sprawie ogłoszono przetarg. Następny będzie przetarg na ogrodzenie parku. Decyzja w tej sprawie zostanie ogłoszona lada dzień.
Minister skarbu, po uzgodnieniach z ministrem zdrowia, uznali, że Konstancin znajdzie się na liście uzdrowisk wyłączonych z prywatyzacji - mówi Zdzisław Skwarek, szef uzdrowiskowej Solidarności. - Jest druga dobra wiadomość. Lecznictwo sanatoryjne ma znaleźć się w koszyku gwarantowanych świadczeń zdrowotnych. Takie zapewnienie padło ze strony ministerstwa zdrowia i szefa NFZ Andrzeja Sośnierza. Dodatkowo uzdrowiska dostaną pieniądze z puli na rehabilitację. Nie będą się tam więc leczyć wyłącznie bogaci pacjenci - zapewnia Skwarek.

2007-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Poznań: dominikanki proszą o pomoc po pożarze kaplicy klasztornej

2026-01-19 10:52

[ TEMATY ]

Siostry Dominikanki

prośba o pomoc

pożar kaplicy

Facebook

Zniszczenia po pożarze w kaplicy Sióstr Dominikanek

Zniszczenia po pożarze w kaplicy Sióstr Dominikanek

Fundacja Sióstr św. Dominika prowadzi zbiórkę na rzecz sióstr dominikanek z Poznania po pożarze kaplicy klasztornej. Zbiórka potrwa do końca roku. Do pożaru doszło w sobotę 17 stycznia po godz. 12.00. Kaplica, która stanowi centralne miejsce życia wspólnoty zakonnej, uległa poważnym zniszczeniom. Jak podkreślają siostry, jest to przestrzeń modlitwy i spotkań, w której odbywały się m.in. sobotnie Eucharystie, adwentowe i wielkopostne dni skupienia oraz modlitwy z udziałem dzieci.

Siostry wyrażają wdzięczność rodzicom i pracownikom przedszkola, którzy szybko zaangażowali się w pomoc przy pracach porządkowych po pożarze. Dziękują również osobom oferującym wsparcie oraz duchownym z parafii za pomoc duchową, udzielenie noclegu i zapewnienie ciepłych posiłków.
CZYTAJ DALEJ

Ks. prałat Henryk Jagodziński nuncjuszem apostolskim w Ghanie

[ TEMATY ]

nominacja

dyplomacja

diecezja kielecka

kolegium.opoka.org

Ks. prałat dr Henryk Jagodziński – prezbiter diecezji kieleckiej, pochodzący z parafii w Małogoszczu, został mianowany przez Ojca Świętego Franciszka, nuncjuszem apostolskim w Ghanie i arcybiskupem tytularnym Limosano. Komunikat Stolicy Apostolskiej ogłoszono 3 maja 2020 r.

Ks. Henryk Mieczysław Jagodziński urodził się 1 stycznia 1969 roku w Małogoszczu k. Kielc. Święcenia prezbiteratu przyjął 3 czerwca 1995 roku z rąk bp. Kazimierza Ryczana. Po dwuletniej pracy jako wikariusz w Busku – Zdroju, od 1997 r. przebywał w Rzymie, gdzie studiował prawo kanoniczne na uniwersytecie Santa Croce, zakończone doktoratem oraz w Szkole Dyplomacji Watykańskiej. Jest doktorem prawa kanonicznego.
CZYTAJ DALEJ

Prokurator Witkowski: Ks. Popiełuszko był dwukrotnie wrzucany do Wisły [część III]

2026-01-20 14:25

[ TEMATY ]

Milena Kindziuk

bł. ks. Jerzy Popiełuszko

Wikimedia (domena publiczna)

Z prokuratorem Andrzejem Witkowskim, o tym, co działo się z księdzem Popiełuszką między 25 a 31 października 1984, rozmawia Milena Kindziuk (część III).

- Wieloletni obrońca ustaleń Pana Prokuratora - Piotr Litka - dotarł do taksówkarza, który w jednym z filmów dokumentalnych przyznał się, że 25 października 1984 roku wieczorem był na tamie i widział, jak właśnie wtedy wrzucono ciało ks. Jerzego do Wisły. Taksówkarz dokładnie opisuje, jak 25 października na tamie we Włocławku dwaj mężczyźni wrzucili ciało do Wisły. Potem rozmówca przyznaje: „za dużo powiedziałem…Trzeba zapomnieć”. Co Pan na to? Czy ustalenia red. Litki są wiarygodne?
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję