Reklama

Stolica purpuratów

Warszawa ma piątego w historii kardynała. W jaki sposób ten najwyższy kościelny tytuł trafił do stolicy?

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Reklama

Kardynałowie od zawsze zajmowali najważniejsze funkcje i urzędy w Kościele powszechnym. To przecież z ich grona i ich głosami jest wybierany następca św. Piotra. Noszenie szat purpurowych od wieków podkreśla zarówno rangę samego hierarchy, jak i stolicy biskupiej, którą on rozporządza. Warszawa od niespełna stu lat jest w ścisłym gronie najważniejszych stolic Kościoła katolickiego.
W okresie I Rzeczypospolitej Warszawa nie była miejscem szczególnie ważnym na mapie polskiego Kościoła. Tradycyjnymi biskupstwami były Gniezno, Karków, Poznań, Wrocław, a na Mazowszu Płock. Do czasów rozbiorów Warszawa była częścią diecezji poznańskiej, a obecna katedra św. Jana pełniła jedynie rolę archikolegiaty. Co ciekawe, Wisła była również wtedy granicą diecezji, albowiem Praga należała do diecezji płockiej. W Warszawie często jednak bywali najważniejsi hierarchowie Kościoła. Wielu z nich w stolicy miało swoje rezydencje, z których korzystali, gdy obradowali na Sejmie czy brali udział w ważnych uroczystościach państwowych. Kilku biskupów poznańskich na stałe zamieszkało w Warszawie i okolicach.
Arcybiskupi gnieźnieńscy i zarazem prymasi Polski, którzy na stałe rezydowali w Łowiczu, mieli swój pałac także w Warszawie przy ul. Senatorskiej. Natomiast dom biskupów poznańskich stoi przy ul. Jezuickiej. Rezydencja hierarchów z Krakowa mieści się na rogu ul. Senatorskiej i Miodowej. Choć w tamtych czasach kapelusze kardynalskie rzadko trafiały do Polski, to jednak wśród hierarchów z Gniezna i Krakowa było kilku purpuratów, których można było spotkać również na ulicach ówczesnej Warszawy.

Prymas Królestwa Polskiego

Reklama

Początki Kościoła hierarchicznego w Warszawie łączą się z czasami zaborów. Diecezja warszawska została erygowana podczas panowania pruskiego, a metropolią stała się w 1818 r. za czasów Królestwa Polskiego. Car Aleksander I wystarał się wówczas u Papieża o tytuł Prymasa Królestwa Polskiego. Od tej pory arcybiskupowi warszawskiemu przysługiwał tytuł „legata urodzonego” i mógł on nosić purpurowe szaty. Jednak żaden z arcybiskupów nie został mianowany kardynałem. Tak było aż do czasów II Rzeczypospolitej.
Tuż po odzyskaniu niepodległości w 1918 r. do tytułu prymasowskiego nawiązał abp Aleksander Kakowski, co stało się nawet osią konfliktu w łonie Episkopatu. Mieliśmy bowiem sytuację bez precedensu - jedno państwo i dwóch prymasów. Do godności tej poczuwali się zarówno abp Kakowski, jak i metropolita gnieźnieński i poznański Edmund Dalbor.
Papież Benedykt XV już w 1919 r. obydwu hierarchów uhonorował kardynalskimi kapeluszami. W ten sposób tytuł „księcia Kościoła” pierwszy raz w historii trafił na stałe do Warszawy. Duży wpływ na tę nominację mógł mieć ówczesny nuncjusz apostolski w Polsce abp Achilles Ratti, który przyjaźnił się z kard. Kakowskim.
Sprawa pierwszeństwa w Episkopacie Polski jednak nie ustała. Prymas Dalbor zwrócił się do papieża Piusa XI (byłego nuncjusza apostolskiego w Polsce abp. Rattiego) z prośbą o ostateczną decyzję w spornej kwestii. Wówczas Kongregacja dla Nadzwyczajnych Spraw Kościoła znalazła rozwiązanie salomonowe, zatwierdzając arcybiskupowi Gniezna tytuł Prymasa Polski, a kard. Kakowskiemu dożywotnio - Prymasa Królestwa Polskiego. Przy okazji jednak zniosła jurysdykcję prymasowską wobec innych polskich diecezji.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Bez metropolity... bez kardynała

Reklama

Na skutek presji opinii publicznej kard. Kakowski nie używał później tytułu Prymasa Królestwa Polskiego, a następca kard. Dalbora, salezjanin kard. August Hlond - dzięki wyjątkowym osobistym zdolnościom i talentom dyplomatycznym - pełnił rolę lidera w całym Kościele w Polsce. Nowy arcybiskup gnieźnieńsko-poznański miał wiele taktu. Choć osobiście zwoływał Konferencje Episkopatu Polski, to jej przewodniczenie oddawał w ręce starszego prymasa i kardynała - abp. Kakowskiego.
Sytuacja zmieniła się w 1938 r., kiedy umarł pierwszy warszawski kardynał. Tytuł prymasowski wygasł i nie było takie pewne, że jego następca też zostanie mianowany purpuratem. Tym bardziej, że w tradycyjnie kardynalskim Krakowie książę abp Adam Sapieha czekał na kapelusz aż 35 lat.
Kilka miesięcy po śmierci kard. Kakowskiego wybuchła II wojna światowa. Papież nie zdążył mianować jego następcy w Warszawie. Do końca wojny archidiecezją rządzili więc administratorzy apostolscy - abp Stanisław Gall oraz bp Antoni Szlagowski.
Po wybuchu wojny prymas kard. August Hlond ewakuował się z kraju razem z polskim rządem. Przez ten czas bardzo żywo zabiegał o sprawę polską zarówno w Watykanie, jak i w Paryżu. Dzięki temu papież Pius XII wiedział dobrze, jak straszne rzeczy dzieją się w okupowanej przez nazistów i bolszewików Polsce. W końcu został aresztowany przez SS sam prymas. Nakłaniano go do podpisania kilku niemieckich odezw propagandowych do rodaków, w zamian za zwolnienie. Propozycje te spotkały się ze zdecydowaną odmową oraz oskarżeniem Hitlera o spowodowanie tragedii narodu polskiego.
Kard. Hlond powrócił do Polski w lipcu 1945 r. Jednak po drodze odwiedził także Watykan, gdzie został wyposażony w specjalne papieskie pełnomocnictwa, jakich dotąd nie posiadał żaden prymas Polski. Mógł samodzielnie mianować administratorów diecezji, przewodniczyć obradom Episkopatu, udzielać pełnomocnictw innym księżom i biskupom oraz zastępować w niektórych funkcjach nuncjaturę apostolską. Prymas Hlond pierwsze powojenne kroki skierował do Poznania, skąd zajmował się m.in. tworzeniem struktur kościelnych na Ziemiach Odzyskanych.

Prymas Tysiąclecia

Reklama

Dzięki zabiegom kard. Sapiehy u Piusa XII, Stolica Apostolska rozwiązała unię personalną gnieźnieńsko-poznańską i zawiązała nową gieźnieńsko-warszawską. Od 1946 r. na czele archidiecezji warszawskiej znów stanął purpurat i prymas Polski. Z perspektywy czasu wiemy, jak niezwykle celna była to decyzja. Miała bowiem kolosalne znaczenie w najnowszej historii Kościoła oraz Polski.
Kard. Hlond zmarł w 1948 r. - Był on osobowością bardzo dynamiczną. Spełnił wielką misję w historii Kościoła i narodu - tak mówił o nim kard. Karol Wojtyła.
Jego następcą został mianowany bp Stefan Wyszyński, ordynariusz lubelski i znawca katolickiej nauki społecznej. Była to nominacja opatrznościowa. Prymas Wyszyński przeprowadził Kościół przez największe mroki komunistycznego totalitaryzmu. Przez władze PRL był więziony, szykanowany oraz konfliktowany z innymi biskupami. Jednak po każdym z tych ciosów wychodził zwycięsko wzmocniony.
Stalinowski aparat władzy był na tyle małostkowy, że gdy w styczniu 1953 r. Pius XII kreował Prymasa Wyszyńskiego kardynałem, nie pozwolono mu wyjechać na konsystorz. Pod koniec 1953 r. został uwięziony i nie mógł zbliżać się nawet do swojej diecezji. Do stolicy powrócił dopiero w 1956 r. „Droga, przez którą przeszedł Kościół i naród, była ciężka i bolesna. Ale przebrnęliśmy przez nią w cierpliwości” - pisał w 1956 r. Kard. Wyszyński odnowił Jasnogórskie Śluby Narodu oraz przeprowadził Wielką Nowennę przed Millennium Chrztu Polski, dzięki czemu zyskał sobie przydomek Prymasa Tysiąclecia.
Kard. Wyszyński miał wielką władzę i autorytet w polskim Kościele. Dzięki niemu nikt nie kwestionował, że Warszawa jest najważniejszą stolicą biskupią w naszym kraju. - Nie byłoby na Stolicy Piotrowej tego Papieża Polaka, gdyby nie było Twojej wiary, gdyby nie było Jasnej Góry - tak mówił Jan Paweł II o Prymasie Wyszyńskim.

Pierwszy kardynał, który nie jest prymasem

Kard. Wyszyński umarł w 1981 r., tuż po tym, gdy światem wstrząsnęła wiadomość o zamachu na Ojca Świętego Jana Pawła II. Były to więc czasy bardzo niespokojne dla Kościoła i ojczyzny.
Po prymasie Wyszyńskim nastał młody biskup warmiński Józef Glemp. Nowy Prymas przez wiele lat był sekretarzem kard. Wyszyńskiego, doskonale więc znał realia pracy duszpasterskiej zarówno w archidiecezji warszawskiej, jak i w całym polskim Kościele. Nie przypuszczał jednak, że zaledwie w kilka miesięcy po swoim ingresie zostanie ogłoszony stan wojenny. Nastały czasy niespokojne. Pojawiły się represje wobec Kościoła, liczne szykany, zastraszanie, a nawet morderstwa księży.
W 1983 r. stało się to, co było dla wszystkich oczywiste. Nowy prymas Polski został kreowany przez Papieża Polaka kardynałem. - Pamiętam go z czasów, gdy jeszcze był sekretarzem kard. Wyszyńskiego. W ogóle się nie zmienił. Jako ksiądz, jako biskup, prymas i kardynał pozostał skromnym człowiekiem - mówił „Niedzieli” Ryszard Rzepecki, nieżyjący już fotograf kard. Wyszyńskiego, kard. Glempa i abp. Nycza.
Rola prymasa jako narodowego przywódcy wyczerpała się po 1989 r., kiedy to w kraju rozpoczęły się demokratyczne przemiany. Liczne prymasowskie prerogatywy jako głowy Kościoła w Polsce stopniowo wycofywano, a Kościół powoli zaczynał funkcjonować na wzór zachodni, gdzie wszystkie decyzje podejmuje wspólnie cały Episkopat. Prymas został pierwszym pośród równych. Jego przywództwo stało się jedynie duchowe i honorowe, a nie tak jak wcześniej jurydyczne. Tytuł wrócił zaś do Gniezna.
Następcą Prymasa Glempa w archidiecezji warszawskiej w 2007 r. został abp Kazimierz Nycz. Jest on pierwszym metropolitą warszawskim i arcybiskupem, który nie ma tytułu prymasa Polski ani Prymasa Królestwa Polskiego. Kardynalska nominacja dla abp. Nycza jest więc historycznym potwierdzeniem tego, że Warszawa jest jedną z najważniejszych stolic Kościoła powszechnego.

* * *

Ks. dr Henryk Małecki, historyk, moderator kurii metropolitalnej warszawskiej

Nominacja kardynalska dla abp. Kazimierza Nycza jest potwierdzeniem zarówno jego osobistych zasług, jak i rangi metropolii warszawskiej. Stolica jest metropolią, centrum życia politycznego oraz społecznego, tu zapadają kluczowe decyzje. Ta godność wiąże się również z większą odpowiedzialnością za sprawy Kościoła nie tylko w archidiecezji i w Polsce, ale także Kościoła powszechnego. Mam nadzieję, że dzięki kardynałowi będziemy patrzeć na sprawy lokalne również przez pryzmat potrzeb Kościoła powszechnego. W jego osobie doświadczymy uniwersalności posługi Kościoła.

2010-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Św. siostra Faustyna zostanie ogłoszona doktorem Kościoła?

2026-07-07 14:57

[ TEMATY ]

św. Faustyna Kowalska

Agata Kowalska

Biskupi ze Słowacji poparli 4 lipca wniosek o nadanie św. Faustynie Kowalskiej tytułu doktora Kościoła.

Decyzja episkopatu naszych południowych sąsiadów była odpowiedzią na prośbę polskich biskupów. W uzasadnieniu swojej decyzji Słowacy podkreślili znaczenie orędzia Bożego Miłosierdzia dla współczesnego świata oraz jego rolę w szerzeniu przebaczenia i pojednania. Kościół nadaje tytuł doktora Kościoła stosunkowo rzadko. Ostatnim, który dostąpił tego wyróżnienia, był św. John Henry Newman. Został on 38. doktorem Kościoła. Tytuł ten nadaje się osobom nie tylko za świętość życia, ale przede wszystkim za wkład w kościelne nauczanie. W przypadku św. Faustyny chodzi o apostolstwo Bożego Miłosierdzia. Globalny zasięg tej nauki jest niekwestionowany. Podobnie głębia i aktualność prawdy o Jezusie Miłosiernym.
CZYTAJ DALEJ

„Sieją wiatr. Zbierają burzę”. Obraz siewu oraz burzy odsłania mechanizm grzechu

[ TEMATY ]

rozważania

Glossa Marginalia

Adobe.Stock.pl

Ozeasz patrzy na królestwo północne w czasie przewrotów oraz politycznej gorączki. Władcy pojawiają się szybko. Znikają szybko. Pan mówi: „Ustanawiali królów, lecz beze Mnie”. Słowa te osądzają politykę odłączoną od przymierza. Lud szuka bezpieczeństwa w dworze, dyplomacji oraz kulcie urządzonym po swojemu. Samaria posiada swego cielca. To znak religii dopasowanej do wygody państwa. Prorok przypomina, że bożek jest dziełem rąk ludzkich. Skoro człowiek go wytwarza, nie może od niego otrzymać życia. Ozeasz dotyka tu pierwszego przykazania oraz samej prawdy o Bogu. Obraz siewu oraz burzy odsłania mechanizm grzechu. „Sieją wiatr. Zbierają burzę”. Małe odstępstwo nie pozostaje małe. Wydaje owoc większy od zasiewu. Taki jest dynamizm zła. Druga część czytania mówi o mnożeniu ołtarzy. Ołtarz miał służyć spotkaniu z Panem. Gdy kult zostaje odłączony od posłuszeństwa, mnożenie ołtarzy mnoży winę. Bóg wspomina o swej tôrāh. Tôrāh oznacza tu nauczanie prowadzące do życia. Izrael uznał je za coś obcego. To bardzo bolesna diagnoza. Słowo Boga przestało być domem dla serca. Nawet ofiary nie zostają przyjęte. Sam obrzęd nie ocala. Dobra nowina ukryta w tym surowym fragmencie polega na samym fakcie upomnienia. Pan mówi jeszcze do swego ludu. Nie milczy. Ostrzega, by zatrzymać drogę ku niewoli.
CZYTAJ DALEJ

Ikony i muzyka

2026-07-07 20:47

Magdalena Lewandowska

Ikony można kontemplować przy dźwiękach muzyki organowej w przestrzeni kościoła św. Marcina.

Ikony można kontemplować przy dźwiękach muzyki organowej w przestrzeni kościoła św. Marcina.

W kościele św. Marcina na Ostrowie Tumskim, w jednej z najstarszych świątyń Wrocławia, można doświadczyć niezwykłego połączenia muzyki i obrazu.

Metropolitalne Studium Organistowskie oraz Duszpasterstwo Środowisk Twórczych zapraszają we wszystkie soboty lipca, od godzin 19.00 do 21.00, na Letnie Prezentacje Organowe połączone z wystawą ikon autorstwa ks. Łukasza Krawczyka i Moniki Kryniewicz. 4 lipca podczas inauguracji cyklu słowo wprowadzające do wystawy wygłosił jej kurator Paweł Jaszczuk, o ikonach opowiedziała także Monika Kryniewicz. Modlitwę poprowadzili ks. Zdzisław Madej i ks. Igor Urban.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję