Reklama

Nazywali go „Father”

Opowieściom nie ma końca, gdy dawni studenci z lat 80. wspominają zmarłego przed rokiem ks. Edwarda Panka. Choć był i proboszczem (krótko), i działaczem społecznym z czasów stanu wojennego - dla nich to zawsze ich „Father”, duszpasterz akademicki z charyzmą, a oni, jego studenci, którym prostował moralne kręgosłupy i zauroczył uczciwym życiem - to jego „Fatherowcy”. - Walczył o każdego studenta i o każdą studentkę, chcąc ich zatrzymać przy Chrystusie - powiedział o nim bp Kazimierz Ryczan

Niedziela kielecka 9/2011

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Urodził się 24 marca 1938 r. w Chmielowie w pow. tarnobrzeskim. „Ojciec Franciszek pracuje od 1923 r. na poczcie w charakterze listonosza, mamusia Aniela z d. Buczek zajmuje się małym gospodarstwem. Oprócz mnie jest w domu młodsza siostra” - pisał w podaniu o przyjecie do kieleckiego Seminarium.

Modliła się o powołanie

Podczas nauki w Szkole Podstawowej w Chmielowie Edward był aktywnym ministrantem. W 1952 r. rozpoczął naukę w LO w Tarnobrzegu. Matka, w rozmowie z prefektem o. Bałdygą, miała powiedzieć, że „modli się o łaskę powołania do kapłaństwa” swego syna. Jej modlitwa została wysłuchana. Po maturze w 1956 r. Edward wstąpił do kieleckiego Seminarium. Święcenia otrzymał 8 czerwca 1963 r. z rąk bp. Czesława Kaczmarka.
Odtąd ks. Panek pracuje w diecezji. I tak w latach 1963-67 jest wikariuszem w Olkuszu, od 1967 do 1972 r. - wikariuszem w parafii Niepokalanego Serca Najświętszej Maryi Panny w Kielcach, następnie od 1972 do 1985 r. - duszpasterzem akademickim, wreszcie od 1985 do 1986 r. proboszczem w parafii Niepokalanego Serca Najświętszej Maryi Panny w Kielcach. Po dwuletnim urlopie zdrowotnym i pracy w Kurii (m.in. w bibliotece seminaryjnej), od 1990 r. jest kapelanem DPS przy ul. Tarnowskiej. Oprócz pracy w duszpasterstwie akademickim, przez kilka lat był duszpasterzem ludzi pracy. Umiera po ciężkiej chorobie nowotworowej 13 lutego 2010 r. w Kielcach. Spoczywa w rodzinnym Chmielowie.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

„Fatherowcy”

Reklama

To oni, dawni członkowie duszpasterstwa akademickiego chcieli poświęcić swojemu Księdzu wspomnienie w rocznicę śmierci. Zamówili 20 lutego Mszę św. w kaplicy DKE, powspominali i poniekąd zainspirowali niniejszy tekst. - Był dla nas prawdziwym przewodnikiem życiowym, nie tylko duchowym, był przyjacielem. Spotkania studenckie w „Wieczerniku” w duszpasterstwie akademickim nie były zwykłymi lekcjami religii, lecz wykładami i dyskusjami na temat Biblii, psychologii, filozofii. Asysta liturgiczna na Mszach św. studenckich w kościołach Świętej Trójcy i św. Wojciecha to nie był tylko śpiew i gra zespołu, ale wręcz program artystyczny przygotowany pod kierunkiem Fathera - mówi Zofia Szmidt. - Dla Fathera liczył się człowiek. Do każdego z nas podchodził indywidualnie. Znał nas, nasze rodziny, doradzał i pocieszał, przeżywał nasze radości i troski, udzielał nam ślubów i chrzcił nasze dzieci. I nigdy nie mówił, że w życiu jest czy będzie łatwo, ale trzeba i warto próbować. Powtarzał, że „droga do nieba nie jest usłana bochnami chleba” - dodaje.
Anna i Jarosław Adachowie poznali się podczas spotkań DA, a potem Father pobłogosławił ich związek, jak wiele, wiele innych. Nie to, żeby lubił kojarzyć pary, ale cieszył się z takich przygotowanych duchowo przez siebie małżeństw. Wierzył, że są zaczynem dobra w zmaterializowanym świecie. - Żadne z małżeństw z tamtego okresu nie rozpadło się, a ci, którzy pozostali samotni, także mają mocne kręgosłupy moralne i cenią sobie uczciwe życie - mówią Adachowie. Trudno się dziwić, że studenci z tamtych mrocznych lat stanu wojennego lgnęli do ks. Panka i do siebie nawzajem, tym bardziej że na Politechnice byli w większości faceci, a na takiej choćby pedagogice - prawie same dziewczyny. - W ramach duszpasterstwa odbywaliśmy także kursy przedmałżeńskie, ze świetnymi wykładami choćby o czystości małżeńskiej i wyjaśnieniami na temat grzechu aborcji, in vitro. Wtedy, na tle powszechnej laicyzacji obyczajów, to było zupełne novum - uważa Anna Adach.
Konwersatoria dla studentów organizowali w tamtych latach ks. Julisław Łukomski i ks. Edward Panek. - Ks. Panek bardzo starannie i metodycznie przygotowywał się do tych spotkań. Dotyczyły one naszej wiary, Dekalogu i jego miejsca w życiu, co oczywiste, ale i prostowania polskiej historii, i literatury z drugiego obiegu. Mówiło się o Katyniu i o Herbercie, a wtedy były to prawdy nieomal objawione - mówi Anna Adach. Do tych spotkań Father przygotowywał się niezwykle sumiennie. Miał taki dzień w tygodniu, gdy zajmował się wyłącznie tym. - Teraz doskonale rozumiem niezbędność tak rzetelnych przygotowań - uważa Anna Adach, chemik - nauczyciel akademicki. Wspaniałym doświadczeniem okazały się wspólne rajdy i odkrywanie, dla wielu po raz pierwszy, Gór Świętokrzyskich, wyjazdy do Niepokalanowa, obozy w Tatrach, gdzie codziennie Ksiądz odprawiał Mszę św. dla swoich studentów gdzieś na wyszukanym wśród grani i skał ołtarzu. Niezapomniane wyjazdy na pielgrzymki Jana Pawła II i zasłyszane słowa „Wymagajcie od siebie…”, które tkwią w człowieku do dziś. Ilu z tej grupy (zazwyczaj 20-40 osób) wyruszyłoby na własną rękę na spotkanie z Janem Pawłem II? Klub „Wspak” i „Pod Krechą” czekały i wabiły, impreza była w zasięgu ręki. Te wyprawy stawały się nieraz pierwszym, świadomie przeżytym kontaktem z pięknem tego świata, odkrywaniem cudu życia, radości codziennych spraw - wielkiego daru Stworzenia.
Father kochał Góry Świętokrzyskie - wiedzieli o tym. Gdy był już bardzo chory, Adachowie między jedną a drugą chemią zabrali go na Święty Krzyż. W cudowny majowy poranek zapakowali plecak, zajechali po Księdza i było jak dawniej, może z tą różnicą, że towarzyszył im syn Miłosz. - Chciałabym, aby Miłosz spotkał na swojej drodze kapłana, który otworzy mu serce na miłość i piękno - mówi Anna.
Dawni członkowie DA podkreślają zgodnie, że Father głosił prawdy trudne i niepopularne. Nie zabiegał o poklask, niemniej, a może właśnie dlatego jego powiedzenia zapadały w ucho, w serce. Uczył ich np., że nie ma mniejszego zła. - Znajdźcie mi w Ewangelii opis, gdzie Jezus tak by postępował - mawiał. Przez jakiś czas prowadził także duszpasterstwo dla dawnych absolwentów uczelni kieleckich o nazwie „Przystań” w parafii św. Maksymiliana w Kielcach. Sprowadzał ciekawych prelegentów, znanych aktorów, trochę zżymał się, że „Fatherowcy” mają jakby mniej czasu. Był wtedy już kapelanem „U Malskiej”, a potem Diecezjalnym Referentem Ludzi Pracy.
Bp Ryczan żegnając go przed rokiem, powiedział m.in.: „W szczególny sposób wpisali się w jego życie studenci kieleckich uczelni, to im poświęcił 15 najbardziej twórczych lat. Z nimi się modlił, z nimi sprawował Najświętszą Ofiarę, organizował rekolekcje, z nimi dyskutował, ich przekonywał do prawdy przyniesionej przez Jezusa; organizował i z własnych pieniędzy dofinansowywał wakacyjne wyprawy (…). Tworzył z nimi wspólnotę, budował więzy, które trwały na dalsze lata. Czynił to nie zważając na trudności (…), na ciągłą inwigilację UB”.
Odwiedzali go po wypadku samochodowym i w chorobie, szczególnie gdy zamieszkał w Domu Księży Emerytów. Na onkologii, wyniszczony chemią i chudziuteńki, cieszył się jak dziecko z gości - i nigdy nie odpuszczał. - Co ostatnio przeczytałaś, a znasz ten artykuł? - pytał. Już w ostatnich miesiącach życia, dziękując za ulubiony „kompocik” z jabłek, mówił swojej studentce: koniecznie to przeczytaj! jeszcze dzisiaj rozważ tę myśl, którą dla ciebie wynotowałem! Niepraktyczny do bólu w życiowych sprawach, niefrasobliwie zapominający o sesjach chemioterapii („bo się polepszyło”), wciąż kupujący książki, aby po przeczytaniu „podać je dalej” - niemal do końca swoich dni prowadził duszpasterstwo korespondencyjne. I dziwił się, że jego studenci - uwikłani w różne codzienne obowiązki - nie odpisują dość szybko.
Mówią dzisiaj zgodnie: nie będzie już drugiego takiego kapłana.

„Opta” i poezja

Reklama

Nina Wojciechowska do osoby ks. prefekta (wtedy) Panka przekonała się jako dziecko pierwszokomunijne w parafii Niepokalanego Serca Najświętszej Maryi Panny, trochę także dzięki starszej siostrze, która „miała szczęście znaleźć się wśród upatrzonej przez ks. Edwarda młodzieży”. - Ks. Panek tryskał humorem, często robił młodzieży różne „psikusy”, przyciągał otwartością, zainteresowaniem drugim człowiekiem, umiejętnością gry na gitarze. Te jego cechy poznałam zdecydowanie lepiej, kiedy już jako początkująca licealistka trafiłam do prowadzonej przez niego grupy młodzieżowej wokalno-instrumentalnej „Opta” - opowiada Wojciechowska. Grupa działała przy DA w Kielcach, zapewniała oprawę liturgiczną Mszy św. dla studentów, a ona pełniła rolę recytatorki.
I nie chodziło, bynajmniej, o oratorskie popisy, ale raczej o „rozmowę z Bogiem za pośrednictwem poezji”. „Optę” w niedzielne poranki ks. Edward zabierał na rajdy po Górach Świętokrzyskich, a w wakacje - na obozy w polskie góry. Wspomina N. Wojciechowska: - Pozostając dowcipnym, tryskającym humorem człowiekiem, jednocześnie dał się poznać jako wielki intelektualista, psycholog i pedagog. Wymagając wiele od siebie, wymagał także od nas. Uczył, aby nie zadowalać się byle czym, lecz stawiać sobie ambitne cele. To jemu zawdzięczam nie tylko szczególne umiłowanie poezji, ale też umiejętność wyboru tzw. dobrej lektury, która zmusza do refleksji, inspiruje (…). A najczęściej, przynajmniej tak zapamiętałam, podkreślał, aby zawsze więcej i bardziej „być” niż „mieć”. Przekazywane nam przez ks. Panka wskazówki odnalazłam później w nauczaniu Jana Pawła II i może właśnie dlatego myśl papieska stała mi się bardzo bliska (...). Zaledwie 2 lata później zostałam studentką i oczywiście wybrałam konwersatoria u ks. Panka...

Działacz Biskupiego Komitetu Pomocy Potrzebującym

Z mowy pogrzebowej bp. Ryczana: „Kiedy przyszedł zryw Solidarnościowy, był razem ze strajkującymi studentami Politechniki Świętokrzyskiej, odprawiał dla nich Msze św. w intencji Ojczyzny. W roku 1982 zgłasza się do powołanego przez ówczesnego ordynariusza, bp. St. Szymeckiego - Biskupiego Komitetu Pomocy Potrzebującym, którego podstawowym celem była pomoc osobom represjonowanym przez komunistyczne władze, szczególnie zaś, ze względu na ówczesną sytuację polityczną, osobom internowanym, zwalnianym z pracy za przynależność do «Solidarności», aresztowanym oraz ich rodzinom”. Magazyny oraz punkt wydawania paczek mieściły się w Domu Księży Emerytów. Stosunek służb bezpieczeństwa do tej działalności był jednoznaczny. W aktach SB zanotowano: „Sprawę operacyjnego sprawdzania kryptonim «Dar» wszczęto 9 listopada 1982 r., celem sprawdzania, czy działalność (…) nie ma charakteru przestępczego”. Komitet, a w nim ks. Panek, działał do 1984 czy nawet 1985 r.
Tadeusz Wasilewski, wtedy student Politechniki Świętokrzyskiej, pomagał z grupą innych studentów w rozprowadzaniu tych darów. Wasilewski dobrze pamięta tamte samochody z Zachodu i artykuły z etykietami amerykańskimi, niemieckimi czy holenderskimi, zupełny wtedy unikat. Przygotowane paczki wędrowały w dwóch zasadniczych kierunkach. Jeden „strumień” - jak wspomina Wasilewski - to był Areszt Śledczy na Piaskach, drugi - obszary największej biedy w Kielcach. - Father był wrażliwy na ludzką biedę, to na pewno, ale myślę, że chciał nas, studentów, także jakoś zainspirować do takich działań - mówi. I dodaje: - Ks. Panek pozostaje ogromnie ważną osobą w moim życiu.
Za tę działalność ks. Edward Panek w grupie kilku osób z Kielc został odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski, a w imieniu Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego wręczył mu go 9 listopada 2008 r. premier Przemysław Gosiewski. Wszedł do historii Polski, ale jego miejsce jest przede wszystkim w ludzkich sercach.

W uzasadnieniu przyznania Krzyża Kawalerskiego Odrodzenia Polski napisano m.in.: „Ks. Edward Panek przez 15 lat był duszpasterzem akademickim w Kielcach, kierował duszpasterstwem absolwentów, angażował się także w duszpasterstwo Ludzi Pracy, działając tutaj aż do 1994 r. W ramach swej posługi nauczał młodzież tak, aby w trudnych czasach nie utraciła najważniejszych wartości. Prowadził Msze za Ojczyznę oraz specjalne Msze akademickie (…), zajmował się niesieniem pomocy internowanym, aresztowanym ze względów politycznych, zwalnianym z pracy i ich rodzinom”.

W następnym numerze sylwetka s. Nazareny Scopelliti ze Zgromadzenia Sióstr Kolegium Świętej Rodziny

2011-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Prezes Stowarzyszenia Huta Pieniacka: odnaleźliśmy zbiorowy grób na Ukrainie. Może tam być nawet kilkaset osób

2026-07-12 19:57

Biuro Poszukiwań i Identyfikacji IPN

Prezes Stowarzyszenia Huta Pieniacka Małgorzata Gośniowska-Kola podczas poszukiwań na Ukrainie

Prezes Stowarzyszenia Huta Pieniacka Małgorzata Gośniowska-Kola podczas poszukiwań na Ukrainie

Podczas zielonogórskich obchodów Narodowego Dnia Pamięci Ofiar Ludobójstwa dokonanego przez ukraińskich nacjonalistów, prezes Stowarzyszenia Huta Pieniacka Małgorzata Gośniowska-Kola opisała wstrząsające szczegóły czerwcowych prac poszukiwawczych IPN na Ukrainie. Archeolodzy odnaleźli masowy grób o powierzchni około 70 m², a szczątki ludzkie zlokalizowano w 25 miejscach na obszarze ponad 4000 m². Według jej relacji, może tam spoczywać nawet kilkaset ofiar.

W Zielonej Górze, przed pomnikiem Ofiar Zbrodni Wołyńskiej odsłoniętym dwa lata temu przez ówczesnego prezesa IPN Karola Nawrockiego - dziś Prezydenta RP, przedstawicielka rodzin ofiar przypomniała o tragicznej historii polskiej ludności cywilnej na Kresach. Małgorzata Gośniowska-Kola, która przewodniczyła Komitetowi Budowy Pomnika, podziękowała Prezydentowi RP za objęcie obchodów honorowym patronatem.
CZYTAJ DALEJ

Święci Andrzej Świerad i Benedykt

[ TEMATY ]

święty

wikipedia.org

Benedykt ze swoim nauczycielem Andrzejem Świeradem

Benedykt ze swoim nauczycielem Andrzejem Świeradem

Wśród świętych, których w lipcu przypomina Kościół, są dwaj przyjaciele – święci pustelnicy Andrzej Świerad i Benedykt. Ich wspomnienie przypada 13 lipca. Choć żyli w czasach, kiedy na ziemiach polskich chrześcijaństwo dopiero się kształtowało i byli jednymi z pierwszych Polaków wyniesionych do chwały ołtarzy (1083 r.), ich życie może stanowić dla nas, żyjących na początku trzeciego tysiąclecia, drogowskaz na drodze do świętości. Swoje życie związali z benedyktynami.

Św. Andrzej Świerad urodził się w rodzinie rolniczej najprawdopodobniej w Małopolsce. Wzrastał w środowisku od dawna chrześcijańskim. Przez wiele lat żył w pustelni pod skałą w Tropiu niedaleko Czchowa. Miejsce to znane jest dziś jako Brama Sądecczyzny. Jan Długosz zapisał, że tu „wyróżniał się przykładnym życiem i obyczajami”– jak podaje strona internetowa sanktuarium Świętych Pustelników w Tropiu, gdzie ich kult jest wciąż żywy. Św. Andrzej w ostatnich latach X wieku wstąpił do benedyktynów – klasztoru św. Hipolita na górze Zobor k. Nitry. To właśnie tam przyjął imię Andrzej. Po ukończeniu 40 lat mógł powrócić do życia pustelniczego, które wpisane jest również w duchowość benedyktyńską, do samotności, stwarzającej miejsce do głębszego spotkania z Bogiem. Towarzyszył mu zmieniający się co kilka lat uczeń. Całym swoim życiem dążył do wyłącznej przynależności do Boga. Jako że jednym ze sposobów służby Bożej benedyktynów jest praca, która jest źródłem utrzymania klasztoru, oraz przybliża do Boga i drugiego człowieka, św. Andrzej również oddawał się ciężkiej pracy – zajmował się karczowaniem lasu. Choć wymagało to od niego wiele trudu, nie zaniedbywał pokutnych praktyk. Noc poświęcał na modlitwę. Trzy razy w tygodniu pościł (w poniedziałki, środy i piątki), a podczas Wielkiego Postu – za wyjątkiem sobót i niedziel – jego dziennym pokarmem był jeden orzech włoski. Spośród innych umartwień ciała (żył przecież w średniowieczu, które ciało traktowało jako źródło wszelkiego zła) wymienić jeszcze tu trzeba, że Andrzej opasał się mosiężnym łańcuchem, który – jak mówią podania o jego życiu – z czasem obrósł skórą. W to miejsce wdało się zakażenie, co było przyczyną jego śmierci ok. 1030 r. Zasłynął jako apostoł i patron nawracających się grzeszników.
CZYTAJ DALEJ

Chorwacja: Ponad 200 strażaków walczy z pożarem na wyspie Korczula

2026-07-12 20:21

[ TEMATY ]

pożar

Chorwacja

Korczula

Adobe Stock

Ponad 200 strażaków walczy w niedzielę z pożarem na położonej na południu chorwackiego wybrzeża wyspie Korczula - przekazał dziennik „Jutarnji list”. W akcji uczestniczą także 72 wozy strażackie oraz cztery samoloty gaśnicze.

Pożar utrzymuje się w okolicach miejscowości Blato i Smokvica na wyspie Korczula - poinformował w niedzielę komendant straży pożarnej regionu Stjepan Simović. Na miejsce skierowano też dodatkowe siły z kontynentalnej części Chorwacji.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję