Reklama

Służy życiu

Ks. Mariusz Koza - kapelan Szpitala Rejonowego w Busku-Zdroju i Szpitala Dziecięcego „Górka”, diecezjalny duszpasterz hospicjów i inicjator budowy pierwszego w regionie stacjonarnego Hospicjum bł. Matki Teresy z Kalkuty w Busku-Zdroju. - Takie dzieło dojrzewa powoli. Systematycznie rosną mury, ale - co ważniejsze - konieczne jest zaangażowanie i zrozumienie idei hospicjum - pomocy i towarzyszenia osobom terminalnie chorym i umierającym do końca - podkreśla

Niedziela kielecka 33/2011

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Pochodzi z Jędrzejowa. Jako młody chłopak wielokrotnie uczestniczył w rekolekcjach powołaniowych i dniach skupienia organizowanych przez zakon księży redemptorystów w różnych miejscach w Polsce: w klasztorach w Tuchowie, Krakowie, Toruniu, w Bardzie Śląskim. - Wiele im zawdzięczam, choćby doświadczenie wspólnoty, ducha modlitwy i styl przepowiadania - mówi.

Dwa filary formacji

Reklama

Podkreśla: - Samo życie zakonników jest świadectwem ich duchowości, która stoi u podstaw charyzmatu zgromadzenia. Prowadzą media, robią to skutecznie i mądrze. Ich przepowiadanie - dobrze przygotowane i oparte na mocnych fundamentach - głęboko zapadło mi w serce.
Drugim filarem formacji dla ks. Mariusza stał się Ruch Światło-Życie. W okresie młodzieńczym dawał mu poczucie wspólnoty i więzi oraz gruntownej formacji dobrze opracowanej i sprawdzonej w różnych okolicznościach, rozwijanej przez wiele lat, opartej na Słowie Bożym i Eucharystii. Wielokrotnie uczestniczył w oazach pierwszego i drugiego stopnia. - Dla młodego człowieka ważny jest autorytet animatora, z którym się spotyka, z którym może się identyfikować, na kim może się wzorować - przekonuje. Po święceniach nie zerwał kontaktu z oazą. Obecnie odpowiada za Diakonię Życia Ruchu Światło-Życie, która liczy dziewięć osób. Diakonia służy życiu, w kręgu jej troski jest życie od poczęcia do śmierci, z całym wachlarzem spraw, tematów i problemów, jakie niesie codzienność - tłumaczy. Spotkania formacyjne Diakonii odbywają się raz w miesiącu w Kielcach. Członkowie Diakonii - małżeństwa, osoby świeckie, kapłani podejmują różne inicjatywy. - Studiujemy nauczanie Kościoła i Stolicy Apostolskiej, zajmujemy się realizacją konkretnych zadań czy przygotowaniem spotkań z młodzieżą oazową w tracie wakacji - opowiada. Diakonia wraz z ks. Mariuszem zaangażowała się w organizację pierwszego w historii diecezji Marszu Życia, przygotowując zestaw ulotek na temat stanowiska i nauczania Kościoła o antykoncepcji, procedur in vitro i naprotechnologii. - Myślę, że Marsz, w którym wzięło udział ponad tysiąc osób, odniósł pełny sukces - mówi. Czerpał także z doświadczenia Drogi Neokatechumenalnej, z którą związał się na dwa lata. Ceni sobie wspólnotę i cotygodniową liturgię Słowa, przygotowywaną w kręgach czy echo słowa.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Od Koła Miłosierdzia do kapelana szpitalnego

Wstąpił do seminarium w 1989 r. Jego drogi na uczelni splotły się z poznaniem środowiska chorych i cierpiących, co w konsekwencji zaowocowało w kapłaństwie jego posługą kapelana szpitalnego i duszpasterza hospicjów. Alumn Mariusz przez trzy lata kierował Kołem Miłosierdzia, które skupiało trzydziestu kleryków. - W tym względzie wiele zawdzięczam ks. rektorowi Stanisławowi Czerwikowi i wicerektorowi śp. ks. Janowi Kuśmierzowi. Byli bardzo wrażliwi na krzywdę ludzką i cierpienie drugiego człowieka. Seminarium to miejsce, w którym alumni żyją w sposób skoszarowany, odosobniony - wymaga tego formacja, potrzeba oddania się nauce i modlitwie. Jednak ks. Kuśmierz dawał nam zielone światło dla działalności charytatywnej. Myślę, że dzięki temu doświadczeniu moi koledzy z Koła Miłosierdzia nie mają teraz żadnych oporów czy lęków, aby iść do chorego z sakramentami w każdy pierwszy piątek miesiąca, lepiej rozumieją cierpiących, których spotykają w swojej posłudze kapłańskiej - wyjaśnia ks. Mariusz.

Zawsze czekają

Reklama

W zakłamanym obrazie rzeczywistości lansowanym w Peerelu nie było ludzi chorych, cierpiących czy niepełnosprawnych. Uwięzieni w czterech ścianach, wiele lat nie wychodzili na ulice. Izolowani od społeczeństwa, żyli poza jego nawiasem. Nikt nie martwił się o ich los, codzienne trudności czy bariery architektoniczne. W Polsce właśnie następowały przemiany demokratyczne. Początek lat 90. był momentem, kiedy chorzy w końcu zaczęli wychodzić z domów i mogli uczestniczyć w życiu społecznym. Alumni w Kielcach organizowali im urodziny, imieniny, wyjścia do teatru i na koncerty. Pomagali w codziennych obowiązkach i w edukacji. Ks. Mariusz dobrze pamięta pierwsze spotkanie z chorą. Miała na imię Grażyna. Mieszkała na osiedlu Bocianek i była w zaawansowanym stadium stwardnienia rozsianego - dlatego też uzależniona od opieki i pomocy innych. - Kiedy weszliśmy do jej mieszkania, zastałem pogodną, uśmiechniętą, radosną osobę. Rozwiały się wszystkie obawy i wątpliwości typu: jak się zachować, jak rozmawiać. Teraz wiem, że oni zawsze czekają, cieszą się z każdego spotkania. Tłumaczy, że w świecie, gdzie społeczeństwo jest tak silnie zatomizowane, w którym ludzie oddalają się od siebie - wśród chorych, niepełnosprawnych, cierpiących, można również leczyć własne kompleksy - samotności, odrzucenia, niezrozumienia. - To są ludzie pogodni, radośni, otwarci, tacy jak my - mimo cierpienia, ograniczeń i dolegliwości - zaznacza.

Trzeba było widzieć tę radość

Reklama

Kieleccy klerycy zaczęli z ludźmi na wózkach wychodzić do społeczeństwa. Praca opierała się na spotkaniach z chorymi w ich domach. Obok posługi duszpasterskiej były także mikołajki dla niepełnosprawnych dzieci i opłatek dla chorych oraz inne okolicznościowe imprezy, a nawet sylwester. Pod opieką Koła było przeszło czterdziestu chorych z Kielc i okolic.
- Razem z kolegą kursowym śp. ks. Piotrem Jaroszem, którego rodzice prowadzili agencję artystyczną, organizowaliśmy dla podopiecznych wyjścia na koncerty. Wspomina: - Jakież to były dla nich emocje - zobaczyć na scenie na żywo Zespół Śląsk, obejrzeć musical „Skrzypek na dachu”… Dwukrotnie udało się zabrać chorych i niepełnosprawnych na wakacje w góry do Zakopanego i w Bieszczady. Zorganizowaliśmy cały autokar. Wymagało to nie lada wysiłku. Należało zebrać pieniądze na wyjazd, postarać się o dofinansowanie… Trzeba było widzieć radość tych ludzi. Wiele z tych osób spełniło swoje marzenie. Od dzieciństwa nie mogli ruszyć się z domu przez całe lata. Zachwyt budziło każde miejsce, szemrzący potok, skaliste masywy górskie, krajobrazy…
I jeszcze jedno wspomnienie. Jaka była jego radość, gdy razem z innymi alumnami, profesorami, zaproszonymi gośćmi w seminaryjnych murach uczestniczył w spotkaniu z papieżem Janem Pawłem II w czerwcu 1991 r.
- Posługiwałem do stołu przy kolacji i miałem tę okazję bycia blisko Ojca Świętego - opowiada. I wracają rozmowy, spotkania, uścisk dłoni, uśmiech i serdeczność Papieża - wszystko zarejestrowane moment po momencie, zamknięte w kadrach fotografii wykonanych własnoręcznie przez kleryka Mariusza. Dziś to unikatowa osobista pamiątka.
W 1994 r. przyjął święcenia kapłańskie z rąk bp. Kazimierza Ryczana w kościele św. Józefa Robotnika. W pierwszej parafii pw. Miłosierdzia Bożego neoprezbiter zdobywał doświadczenie jako kapłan, katecheta i opiekun ministrantów. Nazywa ten okres „trudnym, ale owocnym i ciekawym”. Założył tutaj krąg Domowego Kościoła. Najważniejsza duszpasterska inicjatywa - Parafialny Klub Sportowy (wówczas jeden z trzech w diecezji), który powołał do istnienia, skupiająca dzieci i młodzież z parafii, która pod okiem wykwalifikowanej kadry ćwiczyła różne dyscypliny sportu - działa prężnie do dziś.

Z duchem bł. Matki Teresy

Reklama

Do Buska - do budującej się parafii św. Brata Alberta, gdzie pracuje do dnia dzisiejszego, trafił w 1999 r. Od początku w obrębie jego zadań znalazła się posługa kapelana w Szpitalu Rejonowym i Szpitalu Dziecięcym „Górka”. - Bp Jaworski poszukiwał kapelana dla buskich szpitali. Wspominając moją działalność w Kole Miłosierdzia, zaproponował, bym przyjął to zadanie. Posługa stanowi centrum jego pracy. Kapelan jest jeden, pacjentów i osób potrzebujących duszpasterza kilkaset. W Busku od razu powziął plan budowy stacjonarnego Hospicjum bł. Matki Teresy z Kalkuty, gdzie terminalnie chorzy pacjenci otrzymają profesjonale wsparcie. - Musi być w nim duch Matki Teresy, jej podejście do chorego, cała duchowość - podkreśla. Na tamte lata był to projekt odważny i niemal pionierski. Skąd więc taka myśl? Na czwartym roku studiów uczestniczył razem z ks. Adamem Pajdą - wówczas kapelanem szpitalnym, w pierwszej europejskiej konferencji na temat opieki paliatywnej w Poznaniu. Tutaj właśnie usłyszał po raz pierwszy o hospicjum. - Byłem tam kilka dni, ale to, co usłyszałem, referaty, doświadczenia innych - zostało we mnie i wróciło mocno po kilku latach - wyznaje. W 2001 r. rozpoczął budowę stacjonarnego hospicjum poprzez Fundację Gospodarczą św. Brata Alberta w Kielcach. Mimo wielu trudności wiążących się z tak wielkim przedsięwzięciem, ma wiele powodów do radości. Na obecnym etapie można zobaczyć już stan zero gmachu o powierzchni 2 tys. m kw. Mury parteru w 80 procentach już stoją, na części powierzchni wykonano już wylewki. Prace będą kontynuowane jeszcze w tym roku, jak tylko Urząd Skarbowy zwróci jeden procent podatku, który ofiarowało buskiemu hospicjum wielu, naprawdę wielu podatników: przedsiębiorcy, firmy, osoby prywatne, znajomi i nieznajomi ludzie z całej Polski - dziś już przyjaciele hospicjum. Jeden procent to główny budżet i kluczowe środki umożliwiające realizację przedsięwzięcia. Obok tego, ks. Koza wraz z powołanym w 2006 r. przez kilkunastoosobową grupę skupioną wokół hospicjum - Stowarzyszeniem „Dom Nadziei” pozyskują środki poprzez prowadzenie samochodowej myjni samoobsługowej, organizację pikników, koncertów. Propagują ideę hospicyjną w konkursach i akcjach dla dzieci i młodzieży.

Każdy z nas stoi przed perspektywą cierpienia

- Marzę, aby buszczanie poczuli to dzieło i całym sercem weszli w nie swoim zaangażowaniem i postawą, bo hospicjum tworzą ludzie o wielkim sercu, którzy są przyjaciółmi i potrafią brać na siebie część ciężaru chorego, jego cierpienia, towarzyszą mu i jego bliskim do samego końca i po śmierci pacjenta otaczają jego rodzinę duchową troską. Potencjalnie każdy z nas stoi przed perspektywą choroby i cierpienia swojego czy bliższej i dalszej rodziny. Pragniemy zapewnić naszym bliskim opiekę w domu. Czasem wymaga to przemodelowania całego życia, a nie zawsze jest możliwa rezygnacja z pracy i obowiązków. Właśnie wtedy koniecznym wsparciem okazuje się wspólnota ludzi z hospicjum - zespół profesjonalistów, którzy pochylają się nad chorym i jego bliskimi, zapewniając im opiekę medyczną, psychologiczną i duchową.

Hospicjum potrzebuje pomocy i solidarności

Na co dzień jest mnóstwo pracy i obowiązków. Trzeba znać się na rzemiośle budowlanym, obliczyć budżet, zadbać o promocję. Ksiądz sam dogląda budowy, pracuje, ile się da. Nie wszędzie są najważniejsze pieniądze. Stosy cegieł trzeba przewieźć na budowę - potrzebna każda para rąk. Trzeba już wykosić wysoką po pas trawę, która porasta plac budowy, wykonać baner informujący o tym, jaka to budowa (być może niektórych zniechęciłoby to do rozkradania piasku czy cegieł? - przyp. K.D.). Konieczna jest odpowiednia droga, bo ta w obecnym stanie - wysypana jedynie żwirem, z mnóstwem kolein, po większych ulewach uniemożliwia jakikolwiek transport na teren budowy. Burmistrz Buska z życzliwością zadeklarował niedawno, że taka powstanie.
Ks. Mariusz Koza wykazuje wielką cierpliwość, mimo tych wszystkich trudności, jakie piętrzą się codziennie, oczyma wyobraźni widzi to miejsce otwarte dla potrzebujących. Potrzeba czasu, aby zmieniać mentalność i dotrzeć do społeczeństwa. Mówi: - Ludzie są niecierpliwi, chcą widzieć szybko efekty, tymczasem hospicjum potrzebuje pomocy, życzliwego klimatu, w którym będzie wzrastać i dojrzewać. Podkreśla, jak ważna jest sama idea hospicjum, która ma być rozwijana w buskiej społeczności, zrozumienie samorządowców, solidarność i codzienna troska, bo to sprawa nas wszystkich.

W następnym numerze sylwetka bp. Tomasza Teofila Kulińskiego (1823-1907)

2011-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Papież na „Anioł Pański”: naśladowanie Chrystusa jest szkołą wolności

2026-07-05 12:21

[ TEMATY ]

Anioł Pański

Vatican Media

Naśladowanie Chrystusa nie jest zadręczającą ascezą, lecz szkołą wolności. Mówił o tym Leon XIV w rozważaniu przed modlitwą „Anioł Pański” na Placu św. Piotra w Watykanie.

Ewangelia dzisiejszej liturgii (Mt 11, 25-30) zaprasza nas, byśmy włączyli się w uwielbienie, które Jezus zanosi do Ojca, „Pana nieba i ziemi” (w. 25). Syn Boży, który stał się człowiekiem, objawia swoją miłość, włączając w to dziękczynienie całe stworzenie.
CZYTAJ DALEJ

Jezus daje życie tam, gdzie człowiek nie widzi już wyjścia

[ TEMATY ]

rozważania

Glossa Marginalia

Adobe Stock

Ozeasz przemawia w królestwie północnym w godzinie kryzysu przymierza. Kult Pana miesza się z praktykami związanymi z Baalem. Bóg odpowiada językiem małżeństwa. W rozdziale 2 zapowiada wyprowadzenie ludu na pustynię. Pustynia przywołuje czas wyjścia z Egiptu. Tam Izrael nie miał podpórek. Żył słowem Boga oraz Jego opieką. Dlatego pustynia nie oznacza tylko próby. Oznacza także początek miłości. W pobliżu naszego fragmentu pojawia się dolina Akor, dawne miejsce klęski. Ma stać się bramą nadziei. Bóg potrafi przemienić pamięć grzechu w początek nowej drogi. Szczególnie ważny jest werset o nowym sposobie zwracania się do Pana. Izrael powie „mój mąż”, czyli ’îšî. Nie powie „mój baal”, czyli ba‘alî. Gra słów ma wielką wagę. Ba‘al oznaczał zarówno pana lub męża, jak i imię bóstwa. Bóg oczyszcza język, bo język odsłania serce. Trzykrotne „poślubię cię” przybiera ton przysięgi. Podstawą odnowionego przymierza są przymioty samego Boga: sprawiedliwość, prawo, ḥesed, miłosierdzie oraz wierność. „Poznać Pana” znaczy tu wejść w więź trwałą, wierną, codzienną. Dobra nowina jest bardzo głęboka. Pan nie przestaje szukać swego ludu nawet po zdradzie. Oczyszcza pamięć. Oczyszcza mowę. Odbudowuje przymierze od środka.
CZYTAJ DALEJ

Wenezuela: polscy pallotyni przeszli ulicami miasta z Najświętszym Sakramentem po trzęsieniu ziemi

2026-07-06 13:25

[ TEMATY ]

procesja

trzęsienie ziemi

Wenezuela

Najświętszy Sakrament

Vatican News/© ks. Dawid Dziedzic SAC

Procesja z Najświętszym Sakramentem w Wenezueli

Procesja z Najświętszym Sakramentem w Wenezueli

Po trzęsieniu ziemi w Wenezueli polscy pallotyni w Guarenas wyszli z Najświętszym Sakramentem na ulice parafii. Ks. Dawid Dziedzic SAC mówi Vatican News o „spacerze z Panem Bogiem”, podczas którego mieszkańcy wychodzili z domów ze łzami, a dzieci wołały, by wspólnie modlić się o to, żeby trzęsienie ziemi nie wróciło.

Guarenas to miasto położone niedaleko Caracas, gdzie posługują polscy pallotyni. W pierwszych dniach po tragedii parafia udzielała pomocy doraźnej tym, którzy nie mogli wrócić do domów. Dziś poszkodowani, którzy mają taką możliwość, wracają do swoich mieszkań, a dla pozostałych organizowane są centra pomocy.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję