Reklama

Nad Niemnem dzisiaj

Jak przeżyć miesiąc za 25 USD. Tyle wynosi w przeliczeniu na dolary białoruska emerytura. Pani Anna żyje tak od kilku lat, odkąd została sama w wiejskiej chacie na skraju niewielkiego miasteczka Sopoćkinie, k. Grodna, na Białorusi. Jednak boi się, że następnej zimy nie przetrwa, bo pieniędzy wystarcza tylko na chleb i ziemniaki.

Niedziela Ogólnopolska 25/2003

Anna Syta z bp. Antonim Dziemianko, ks. Wojciechem Łazewskim i ks. Witoldem Łozowickim przed swoją chatą

Anna Syta z bp. Antonim Dziemianko, ks. Wojciechem Łazewskim i ks. Witoldem Łozowickim przed swoją chatą

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Kierunek: Białoruś

Wyjazd na Białoruś nie był moim marzeniem. Bo i czego można szukać za wschodnią granicą, zwłaszcza gdy się naoglądało programów w Telewizji Polskiej o naszych sąsiadach zza Buga? Ale - służba nie drużba. Ktoś musi jechać. Jako dziennikarz Niedzieli towarzyszę więc delegacji Caritas Polska, która wspomaga tamtejszy Kościół w pracy charytatywnej.
Już samo przekraczanie granicy z Białorusią dostarcza niezapomnianych wrażeń. W naszym przypadku odbywa się ono jednak wyjątkowo sprawnie. Wyposażeni we wszystkie możliwe pisma i pieczątki, polskie i białoruskie, nie czekamy w długaśnej kolejce i po około godzinie odprawy jesteśmy po drugiej stronie.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Sami swoi

Reklama

Dojeżdżamy do Grodna. Mijamy Stary Zamek, gdzie dobiegły kresu dni św. Kazimierza, i klasztor franciszkański, w którym św. Maksymilian Maria Kolbe wydał pierwszy numer Rycerza Niepokalanej. Przejeżdżamy nad Niemnem, opiewanym w powieści Elizy Orzeszkowej, której dom stoi w Grodnie do dziś. Gdyby nie pamięć odprawy granicznej, można by ulec wrażeniu, że ciągle jesteśmy u siebie.
Na ulicach towarzyszy nam życzliwe zainteresowanie przechodniów. Pytają po polsku, skąd jesteśmy. - Tutejsi, z Białegostoku - odpowiada bez wahania ks. Wojciech Łazewski, pochodzący co prawda z Supraśla. O dziwo, taką odpowiedź nasi rozmówcy przyjmują z uznaniem, jako najbardziej właściwą, bo dla wielu z nich pojałtańskie granice, które podzieliły rodziny między dwa państwa, są czymś sztucznym i umownym.
W niektórych powiatach na Grodzieńszczyźnie Polacy stanowią ponad 80% ludności. Na co dzień rozmawiają między sobą i modlą się w ojczystym języku. Słuchają Radia Maryja, odbierają obydwa programy Telewizji Polskiej i cztery programy Polskiego Radia. Po polsku i po białorusku wychodzi diecezjalna gazeta Słowo Życia. W obydwu językach prowadzone jest duszpasterstwo.

Jana Pawła zamiast Lenina

Celem naszej wyprawy są Sopoćkinie, niespełna dwutysięczne miasteczko położone 30 km na północ od Grodna. Polacy stanowią w Sopoćkiniach ponad 90% mieszkańców i bodajże jako jedyni na Białorusi wystarali się, by tablice z nazwami ulic były w ich miejscowości w języku białoruskim i polskim. A co więcej, wkrótce po rozpadzie ZSRR doprowadzili do przemianowania ulicy Lenina na Jana Pawła II, Dzierżyńskiego na Orzeszkowej, a Suworowa na Sienkiewicza. Działa tu również eksperymentalna szkoła, w której nauczanie prowadzi się po polsku - w tym roku wyjdą z niej pierwsi absolwenci. Prawie 40 osób z miasteczka studiuje w Polsce.
Przywiązanie do polskości zawsze łączyli z katolicyzmem. Dlatego po powstaniu styczniowym car Mikołaj I ukarał ich likwidacją parafii i przekazaniem świątyni mniszkom prawosławnym. Wrócili do niej dopiero pod koniec 1916 r. A potem, w latach 1965-70, już za władzy sowieckiej, pozostawali bez jakiejkolwiek posługi duszpasterskiej, aż wymogli zgodę na coniedzielną Mszę św. celebrowaną w kościele przez księży z sąsiednich parafii. Dopiero w 1984 r. doczekali się własnego proboszcza, tego samego, który pracuje w Sopoćkiniach do dziś.

Chata jak za królowej Bony

Reklama

Proboszcz w Sopoćkiniach - ks. Witold Łozowicki, od niedawna prałat, robi wrażenie dobrego pasterza. Nie trzeba wiele czasu, by poznać jego pobożność i miłość do parafian. A do tego zna miejscowe realia. Jest Polakiem, który wychował się w ZSRR, ukończył jedyne wówczas Seminarium w Rydze, a Sopoćkinie są jego pierwszą parafią i pierwszą po Bogu miłością.
Z nim zwiedzamy parafię. Zachodzimy do jednej z wielu chat na skraju miasteczka. - Wszystko jak za królowej Bony - zauważa ks. Łazewski, dyrektor Caritas Polska. Nie jest to bynajmniej wyraz zachwytu, bo połączony z obórką i stodołą dom jest jakby sprzed kilku stuleci.
Po obejściu krząta się starowinka, umorusana, okutana w łachmany - Anna Syta. Jest córką ochotnika spod Kielc z wojny polsko-bolszewickiej w 1920 r. Jej ojciec tu się ożenił i został. Przed kilku laty straciła syna. Zamordowali go bandyci napadający na przybyszów ze Wschodu, gdy wracał z Polski. Od kilku lat jest zupełnie sama.
Na jej twarzy maluje się równocześnie zakłopotanie i szczęście, bo oprócz miejscowego proboszcza, towarzyszy nam również biskup pomocniczy diecezji grodzieńskiej Antoni Dziemianko. Niebawem role się jednak odwracają i to my jesteśmy zawstydzeni, gdy kobieta zaczyna wszystkich całować po rękach.
Staruszka, jak wielu emerytów na Białorusi, otrzymuje miesięcznie równowartość 25 USD. Wystarcza na chleb i na ziemniaki. Latem można jakoś przeżyć. Najgorzej zimą, bo trzydziestostopniowe mrozy nie są tu rzadkością, a na opał już nie starcza. W miarę możliwości proboszcz stara się przychodzić z pomocą najbiedniejszym, ale takich są tu tysiące. - W ostatnią zimę przyszła do nas inna staruszka, która prosiła, by największe mrozy mogła gdzieś przeczekać, i przez trzy dni koczowała w korytarzu - opowiada bp Dziemianko. Kościołowi na Białorusi brakuje środków. A w odróżnieniu od Polski - działalność tamtejszej Caritas nie jest dofinansowywana z funduszy samorządowych i państwowych.
- Naszą trudną sytuację wykorzystują różne zachodnie sekty, których przedstawiciele oferują biednym drobną pomoc i nakłaniają do porzucenia katolicyzmu - mówi ordynariusz grodzieński, bp Aleksander Kaszkiewicz.

Minimum do życia i do zbawienia

Marzeniem Ordynariusza grodzieńskiego jest, by przed najbliższą zimą oddać do użytku Dom Opieki w Sopoćkiniach dla ludzi starych, schorowanych i samotnych. Znajdzie w nim dach nad głową zaledwie 45 osób, ale to już coś, zwłaszcza że będzie to pierwsza tego typu placówka kościelna na Białorusi.
- Kierowanie pensjonariuszy do Domu Opieki będzie się dokonywać za pośrednictwem parafii katolickich, ale to nie znaczy, że będziemy odmawiać opieki ludziom innych wyznań czy niewierzącym - mówi bp Kaszkiewicz.
- Nie chodzi o żadne luksusy. Wewnątrz będą dwuosobowe pokoje, niektóre z łazienką, gabinet zabiegowy, świetlica, stołówka i kaplica. To, co konieczne do życia i do zbawienia - mówi ks. Łozowicki, doglądający budowy z ramienia kurii biskupiej.
Remont i adaptacja budynku do nowych potrzeb pochłonęła już niemałe środki. To bowiem, co parafia odzyskała od państwa w 1991 r., było ruderą, budynkiem zdewastowanym do fundamentów. Za czasów ZSRR umieszczono tu najpierw urzędy powiatowe, później szkołę dla traktorzystów, aż wreszcie zniszczony obiekt pozostawiono na pastwę szabrowników. Ci ostatni rozkradli całe drewniane piętro budynku i wszystko, co dało się wynieść, pozostawiając tylko murowane ściany parteru.
- Wystarałem się o zwrot ruin, bo nie chciałem, żeby przy kościele ulokowała się knajpa albo dom publiczny, jak to było u Franciszkanów w Moskwie - mówi Ksiądz Proboszcz. Kłopotliwy nabytek przekazał diecezji grodzieńskiej. Diecezja po sfinalizowaniu inwestycji chce ją oddać w administrowanie miejscowej Caritas. Będą tu pracować polskie siostry serafitki. Stąd wziął się pomysł współpracy z Caritas Polska w uruchomieniu Domu Opieki.
- Na terenie diecezji grodzieńskiej mieszka prawie 700 tys. osób polskiego pochodzenia, a mimo to czujemy się trochę zapomniani. W Polsce więcej się mówi o rodakach w Kazachstanie niż na Białorusi - mówi pracownica grodzieńskiej Caritas. - A co będzie, gdy Polska wprowadzi dla nas obowiązek wiz? Przecież my tu zginiemy. Nie zapominajcie o nas - błaga.

Błogosławiona teściowa

Dom w Sopoćkiniach jest prawie gotowy. Kończą się prace tynkarskie i układanie podłóg. Najpoważniejszą inwestycją będzie teraz dokończenie budowy i wyposażenie kotłowni. Bez niej nie można ruszyć. Białoruskie przepisy wymagają, by znajdowała się w oddzielnym budynku. Problem jednak w tym, że brakuje pieniędzy na dalsze inwestycje.
- Dom mógłby być pod wezwaniem np. bł. Marianny Biernackiej - zastanawia się głośno bp Dziemianko, nadzorujący pracę białoruskiej Caritas. Przy drodze między Grodnem a Sopoćkiniami wskazuje nam miejsce śmierci dobrej teściowej, męczennicy, która w czasie ostatniej wojny oddała życie za swoją synową spodziewającą się dziecka.
Przed zimą trzeba jeszcze wyposażyć kuchnię, stołówkę, świetlicę i gabinet medyczny. Wstawić choćby skromne łóżka do pokoi. Wreszcie urządzić kaplicę, wstawić ołtarz, ławki, zapewnić księgi i naczynia liturgiczne. Brakuje wszystkiego - pieniędzy i darów w naturze: mszału, kielicha, pieca CO, talerzy, sztućców, lodówek, pościeli...
Czy zdążą przed białoruską zimą - zależy od naszej ofiarności.

Wszystkim, którzy mogliby przyczynić się do budowy Domu Opieki w Sopoćkiniach, podajemy konto:
Caritas Polska, Skwer kard. S. Wyszyńskiego 6, 01-015 Warszawa,
PKO BP I/O Centrum w Warszawie:
90 10201013 122640130,
z dopiskiem: "Sopoćkinie - Dom Opieki".

2003-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

„Znak Jonasza” w Ewangelii oznacza przede wszystkim osobę proroka

[ TEMATY ]

Ks. Krzysztof Młotek

Glossa Marginalia

pl.wikipedia.org

Jonasz głosi w Niniwie, grafika Gustawa Doré

Jonasz głosi w Niniwie, grafika Gustawa Doré
Jonasz słyszy słowo Pana „po raz drugi”. Księga ukazuje Boga, który ponawia posłanie, gdy prorok wraca z drogi ucieczki. Niniwa jest „wielkim miastem”, znakiem potęgi Asyrii, państwa budzącego grozę w Izraelu. Przepowiadanie ma formę skrajnie krótką. W hebrajskim brzmi: ʿôd ʾarbaʿîm yôm wə-nînəwê nehpāket – pięć wyrazów. Czasownik nehpāket pochodzi od rdzenia hāpak, „przewrócić, odmienić”. Ten sam rdzeń opisuje „przewrócenie” Sodomy, a tutaj staje się zapowiedzią, która prowadzi do przemiany całego miasta. Liczba czterdzieści w Biblii wiąże się z czasem próby i oczyszczenia. Reakcja Niniwitów zaczyna się od wiary: „uwierzyli Bogu”. Potem pojawia się post, wór i popiół, od możnych do najuboższych. Uderza włączenie zwierząt w znak publicznej pokuty. Tekst podkreśla także konkretną zmianę postępowania: odejście od „gwałtu” (ḥāmās), czyli przemocy i wyzysku. Finał nie opisuje wzniosłych uczuć, lecz czyny: „Bóg widział ich postępowanie”. Sformułowanie o tym, że Bóg „pożałował” kary, należy do biblijnego języka mówiącego o Bogu w kategoriach ludzkich (antropopatia); akcent pada na Jego wolę ocalenia. Św. Hieronim zwraca uwagę na wariant Septuaginty, gdzie w Jon 3,4 pojawia się „trzy dni”, i broni lektury „czterdzieści”, łącząc ją z postem Mojżesza, Eliasza i Jezusa. Św. Augustyn tłumaczy, że groźba wobec Niniwy nie jest kłamstwem, skoro prowadzi do nawrócenia. Św. Jan Chryzostom widzi w Niniwie miasto ocalone dzięki upomnieniu, które budzi sumienie, a nie zaspokaja ciekawość o przyszłości. Liturgia Wielkiego Postu stawia tę scenę przy prośbie o znak i kieruje spojrzenie ku nawróceniu, które obejmuje decyzje i relacje.
CZYTAJ DALEJ

Wielkopostny Kadr z Niedzielą #7

2026-02-25 13:41

screen YT

Zapraszamy przez wszystkie dni Wielkiego Postu na codzienny cykl: "Wielkopostny Kadr z Niedzielą"

Zapraszamy do naszej wielkopostnej drogi formacyjnej poprzez treści, które znajdziemy na portalu www.niedziela.pl - Zazwyczaj rozważaliśmy słowo Boże, ale teraz chcemy zobaczyć na efekt rozważania słowa Bożego. Spojrzymy na artykuły formacyjne na portalu www.niedziela.pl i spróbujemy w tym duchu sięgnąć do tego, co może nas podnieść na duchu i zmienić nasze życie.
CZYTAJ DALEJ

Pusty dzban mojego życia

2026-02-26 09:12

[ TEMATY ]

rozważanie

rozważanie Słowa Bożego

Amata J. Nowaszewska CSFN

Chrystus i Samarytanka, Muzeum Archidiecezjalne Warszawa

Chrystus i Samarytanka, Muzeum Archidiecezjalne Warszawa

Wyszła z dzbanem na rękach po wodę. Zwyczajny obraz ludzkiego życia. Zmusiła ją życiowa potrzeba. O tej porze nikt nie wychodzi z domu, gdy słońce stoi w zenicie. Trudno też spotkać, w tym czasie, kogokolwiek na pustynnych drogach. Jedynie podróżni zatrzymują się przy studniach, by zaczerpnąć wody. Nie chciała nikogo spotkać. Chciała być sama. To była dobra pora – nikt nie wychodzi na zewnątrz, nikt nie widzi, nikt nie pyta. Wszystko, co żyje, szuka w tym czasie cienia, jakiegoś schronienia przed upałem. A ona, ukradkiem, niezauważona, chciała szybko dojść do studni i skrycie wrócić.

ZOBACZ --> Czytania liturgiczne na 08 marzec 2026; Rok A, II
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję