Reklama

Pod prąd

Spóźnione przebudzenie

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Ostatnie parę tygodni przynosi prawdziwą falę tekstów informujących o niekorzystnych dla Polski rozwiązaniach w stosunkach z Unią Europejską w bardzo różnych dziedzinach. Potwierdzają się wcześniejsze ostrzeżenia o bardzo źle wynegocjowanych dla Polski warunkach wejścia do UE. Co gorsza, okazuje się, że Unia Europejska nagle w ostatnich tygodniach jeszcze bardziej pogarsza te warunki na zasadzie dyktatu. Szokujące informacje na ten temat zamieszczają teraz dzienniki i tygodniki, które przed referendum usypiały Polaków, przedstawiając koszty wejścia do UE w sposób wręcz panegiryczny. Teraz te same dzienniki i czasopisma - od Gazety Wyborczej, Rzeczpospolitej i Trybuny po Wprost - potwierdzają dane o bardzo niekorzystnych dla Polski rozwiązaniach w stosunkach z UE i o nowych, pogarszających naszą pozycję warunkach. A oto niektóre z tych nowych, naprawdę alarmujących informacji.
Korespondent polski w Brukseli Jędrzej Bielecki pisze w tekście pt. Oszczędności kosztem Polski. Komisja Europejska bez konsultacji zmieniła warunki integracji rolnictwa z Unią (Rzeczpospolita z 5 listopada), iż: „Limity produkcji mleka w Polsce zostaną zamrożone na 12 lat, a polscy rolnicy będą musieli poczekać do 2013 r., zanim dostaną całość wprowadzanych właśnie nowych dotacji Brukseli. Zaproponowane ze względów oszczędnościowych przez Komisję Europejską zmiany do traktatu akcesyjnego oburzyły polski rząd”. W Gazecie Wyborczej z 6 listopada, pod tytułem Walczyć do końca, zamieszczony jest wywiad Krystyny Naszkowskiej z ministrem rolnictwa Wojciechem Olejniczakiem. Minister uskarża się: „Uważamy za niesprawiedliwe, że Unia, wprowadzając nowe dopłaty po 2004 r., chce je nierówno dzielić - nowym członkom przypaść ma na początek 25 proc. tego, co otrzymają starzy członkowie. Do 100 proc. dojdziemy po dziesięciu latach. Przecież te nowe dopłaty powstaną z zysków, jakie budżet Unii będzie miał dzięki redukcji cen interwencyjnych i ceł importowych. To uderzy i w starych, i w nowych członków, więc dlaczego te zyski mają być nierówno dzielone? (...) Uważamy, że skoro w traktacie akcesyjnym zapisano kwoty mleczne do 2007 r., to zmiany powinny się dokonać dopiero po tej dacie. A na pewno powinny być dyskutowane przy naszym udziale (...). Będziemy walczyć do końca (...). Użyjemy wszelkich dopuszczalnych w Unii sposobów, włącznie z pozwaniem Komisji Europejskiej do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości”.
Swoisty komentarz do jednostronnego pogarszania przez UE warunków dla Polski stanowi wcześniejszy tekst Małgorzaty Barwickiej pt. To jest gra w postkomunistycznej Trybunie z 14 października. Autorka pokazuje, w jak bardzo wielkim stopniu dzisiejsze stosunki między krajami w UE polegają na bardzo ostrej grze interesów i konkluduje po przedstawieniu konfliktów wokół tej gry: „Z tej perspektywy europejski duch wydaje się być bardzo małostkowy”. Autorka cytuje też bardzo alarmistyczne i wreszcie bardzo eurorealistyczne stwierdzenia raportu Europejskiego Centrum Natolin: „Kiedykolwiek obecne państwa członkowskie mogły podjąć decyzję niekorzystną dla przyszłych członków, robiły to bez żadnych skrupułów” (podkr. J. R. N.).
Niektórzy z nas już rok temu ostrzegali przed katastrofalnymi dla polskiego rybołówstwa skutkami bardzo źle wynegocjowanych z UE warunków w tej dziedzinie. I oto czytamy w dodatku ekonomicznym już w tytule tekstu Lidii Oktaby i Jędrzeja Bieleckiego z 4 listopada: Co trzeci kuter nie wypłynie. Integracja europejska nie służy polskiej flocie. Para autorów Rzeczpospolitej stwierdza m.in.: „Przynajmniej co trzeci polski kuter zostanie w przyszłym roku złomowany. Wobec bardzo niskich limitów połowowych przyznanych Polsce przez Unię Europejską rybacy wolą skorzystać z jednorazowych rekompensat Brukseli i zmienić zawód niż wegetować. Polska jeszcze kilka lat temu była potęgą rybacką. Po spadku wielkości połowów o połowę, do około 200-250 tys. ton rocznie, ledwie mieścimy się wśród dziesięciu krajów UE o największej flocie. Wkrótce jednak i tej pozycji możemy nie wyrobić (...) wynika bowiem, że przynajmniej 40 procent właścicieli łodzi rybackich i kutrów zamierza wycofać się z zawodu (...). Głównym powodem są bardzo niskie limity połowów w Bałtyku, ustalone przez ministrów do spraw rybołówstwa «25»”. Z kolei z tekstu korespondencji Rzeczpospolitej z Brukseli pióra Anny Słojewskiej i Jędrzeja Bieleckiego pt. Bez polskich autostrad (nr z 18 października) dowiadujemy się, że UE skreśliła poza budową linii kolejowej z Gdańska do Brna trzy inne projekty inwestycji transportowych przynajmniej częściowo realizowanych w Polsce, które miały być współfinansowane z unijnej kasy. Tygodnik Solidarność z 7 listopada informuje obok tekstu wywiadu Elżbiety Budzyńskiej z zastępcą przewodniczącego Sekretariatu Górnictwa i Energetyki NSZZ Solidarność Eugeniuszem Jaroszewskim, pt. Nasza energetyka w Europie, iż: „U nas cena energii jest wciąż niska, choć wielu ludzi nie stać na jej zapłacenie. Ale po akcesji do UE nastąpi podwyżka do poziomu unijnego. Wzrośnie procent naszych obywateli, których nie będzie stać na energię. To jest dramatyczny sygnał społeczny”. Inna alarmująca informacja w Naszym Dzienniku z 31 października - 2 listopada w tekście Koszenie konkurencji Małgorzaty Goss. Autorka ostrzega, iż: „Połowa polskich zakładów przetwórstwa rolnego będzie musiała zamknąć podwoje z chwilą zaplanowanej na maj przyszłego roku akcesji Polski do Unii Europejskiej. O usunięcie polskiej konkurencji zadbały już duże zagraniczne koncerny i Komisja Europejska, narzucając wygórowane, często absurdalne normy weterynaryjne i restrykcyjne zasady ich kontroli (...). Blisko 2 tys. zakładów przetwórczych zostanie zamkniętych z chwilą akcesji Polski do Unii Europejskiej, ponieważ nie spełniają narzuconych przez Brukselę wymogów sanitarnych i weterynaryjnych - poinformował w czwartek z trybuny sejmowej minister rolnictwa Wojciech Olejniczak”.
Przykłady tego typu informacji o katastrofalnie niekorzystnych dla nas rozwiązaniach w przeróżnych dziedzinach stosunków z UE można by jeszcze długo mnożyć. I nagle różni euroentuzjaści z ogromnym opóźnieniem zaczynają przyznawać, że sytuacja Polski przy wchodzeniu do UE wygląda wprost posępnie. Posłanka tak euroentuzjastycznej Platformy Obywatelskiej Marta Fogler „rychło w czas” przyznaje: „Nikomu nie mieściło się w głowie, że kraj nie będzie przygotowany do wejścia do Unii. Teraz mleko się już jednak wylało, nie możemy się wycofać” (cyt. za korespondencją Anny Słojewskiej i Jędrzeja Bieleckiego z Brukseli - Druzgocąca krytyka, Rzeczpospolita z 8 listopada). Bardzo znamienne są również stwierdzenia publicysty Gazety Wyborczej Łukasza Lipińskiego: Z czym do Brukseli (nr z 27 października). Autor Wyborczej alarmuje, by jak najszybciej nadrobić fatalne opóźnienia w przygotowaniach Polski do wejścia w skład UE. Pisze: „Jeśli zawalimy, pojawi się pytanie - po co szliśmy do tej Unii? I co odpowiemy? (podkr. J. R. N.).
Na tle zmieniających się, coraz gorszych warunków dyktowanych nam przez Unię, stawiania Polski dosłownie „pod ścianę”, mnożą się wezwania do rozpaczliwego bronienia Polski przed całkowitym zmarginalizowaniem i zepchnięciem do roli unijnego popychadła. Nader wnikliwy obserwator sceny międzynarodowej - profesor socjologii na Uniwersytecie w Bremie Zdzisław Krasnodębski, omawiając nasz spór o konstytucję europejską, pisze w Rzeczpospolitej z 22 października (tekst pt. Bez nowej hegemonii): „W tym sporze (...) walcząc o pozycję Polski w UE, a więc o własny interes, walczymy o zasady, jakie mają w przyszłości panować w Europie. Sposób, w jaki działają niektóre kraje UE - szczególnie ostatnio - potwierdza ciągle na nowo, że jeśli chodzi o przyszłych nowych członków, zasady równości, partnerstwa i gry fair nie są przestrzegane”. Wskazując na groźbę zmarginalizowania roli Polski przy równoczesnym dążeniu do zdominowania Europy przez Niemcy i Francję, prof. Krasnodębski pisze, że kraje Europy Środkowej i Wschodniej boją się nowej dominacji, nowego imperium, po tym, jak wyrwały się spod dominacji imperium sowieckiego. Jak akcentuje prof. Krasnodębski, Polacy nie chcą „Europy, w której panują hegemonalne stosunki oraz Europy, w której chrześcijaństwo traktowane jest jako wstydliwa przypadłość lub jako sprawa tylko prywatna, wymagająca - w przeciwieństwie do orientacji seksualnej - daleko posuniętej dyskrecji”.
Katastrofalny dyktat UE wobec Polski stworzył nadzwyczaj jasną sytuację. Intencje państw dążących do dominacji w UE: Niemiec i Francji kosztem naszych elementarnych interesów są aż nadto widoczne. W tej sprawie nagle zaistniał consensus wśród wszystkich partii w Sejmie - trzeba bezwarunkowo bronić polskich interesów wobec dyktatu UE. Przyznają to poniewczasie nawet czołowi przedstawiciele rządu SLD-owskiego, tak odpowiedzialnego za fatalne warunki wynegocjowane przez Polskę w stosunkach z UE.
W Rzeczpospolitej z 27 października w tekście Do tej rzeki wchodzimy pierwszy raz... czytamy oto stwierdzenia ministra spraw zagranicznych RP Włodzimierza Cimoszewicza: „Obywatele naszych państw wyrazili zgodę na przystąpienie do UE na uzgodnionych warunkach. Szacunek dla elementarnych zasad demokracji wymaga poważnego potraktowania takich decyzji. Odrzucenie stanowiska obywateli państw przystępujących do UE wyrządziłoby wielką szkodę idei europejskiej”.
Zdawałoby się, że tak powszechne przyznanie ze strony jakże różnych sił politycznych w Polsce, iż dyktuje się bardzo niekorzystne dla nas warunki i trzeba się rozpaczliwie bronić, zostanie uznane jako priorytet przez wszystkie środowiska polskie. Że będziemy zgodnie bronić polskich interesów, bo chodzi o podstawowe zasady naszej przyszłości, o to, byśmy nie zostali na zawsze zepchnięci w Unii Europejskiej do parteru, do Europy C. Zdawałoby się... Niestety, okazało się, że w kręgach kultury, nauki i polityki znalazło się 250 osób, które zdecydowały się na zadanie ciosu w plecy Polsce, dążąc do storpedowania obrony polskich interesów, jako - ich zdaniem - nie mających znaczenia wobec głoszonej przez nich wyidealizowanej wizji zjednoczonej Europy. I wystąpili z haniebnym wręcz „donosem na Polskę” do krajów Unii - tzw. Listem Otwartym do Europejskiej Opinii Publicznej. O tym liście i jego jakże zasłużonym krytycznym rezonansie piszę szerzej w zamieszczonym w poprzednim numerze Niedzieli przeglądzie Pro i contra.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

2003-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Warszawa: Msza pogrzebowa śp. ks. Stanisława Małkowskiego w Świątyni Opatrzności Bożej

2026-09-17 15:00

PAP

Metropolita warszawski abp Adrian Galbas podczas Mszy świętej pogrzebowej w intencji ks. Stanisława Małkowskiego w Świątyni Opatrzności Bożej w Warszawie

Metropolita warszawski abp Adrian Galbas podczas Mszy świętej pogrzebowej w intencji ks. Stanisława Małkowskiego w Świątyni Opatrzności Bożej w Warszawie

- Stasiu, wymódl nam dla naszego kraju Orłów. "Bożych Szaleńców", jak ty - mówił ks. infułat Jan Sikorski w homilii podczas Mszy św. pogrzebowej śp. ks. Stanisława Małkowskiego. Liturgii sprawowanej w Świątyni Opatrzności Bożej przewodniczył metropolita warszawski abp Adrian Galbas. - Dla mojego pokolenia postawa księdza Stanisława Małkowskiego pozostaje świadectwem tego, że wierność sumieniu ma swoją cenę. Ale są wartości, których nie wolno porzucić bez względu na cenę - napisał Prezydent RP Karol Nawrocki w liście, który został odczytany przed Mszą św. Śp. ks. Stanisław Małkowski zmarł 7 września 2026 r. w wieku 82 lat. Spocznie na Powązkach Wojskowych.

Wokół trumny śp. ks. Stanisława Małkowskiego w Świątyni Opatrzności Bożej w Warszawie zgromadziło się bardzo liczne grono duchownych i wiernych świeckich. Przy ołtarzu modliło się kilkudziesięciu kapłanów, a wśród nich ks. infułat Jan Sikorski, który wygłosił homilię, ks. prof. Waldemar Chrostowski, który odczytał modlitwę powszechną a także ks. dr hab. Jarosław Wąsowicz, kapelan Prezydenta RP. Mszy św. przewodniczył metropolita warszawski abp Adrian Galbas.
CZYTAJ DALEJ

Pielgrzym przemierzył Meksyk rowerem z Matką Bożą z Guadalupe... na plecach

2026-09-17 21:09

[ TEMATY ]

Matka Boża z Guadalupe

Źródło: dzięki uprzejmości zdjęć Tirando / Jorge Alberto Mercado Padill

Czasem zmęczony, ale zawsze pełen wdzięczności Santiago Caamal Beh przemierzył cały Meksyk na rowerze, niosąc na plecach wizerunek Matki Bożej z Guadalupe, aby ​​podziękować za zdrowie swojej matki.

Przed podróżą w życiu rodzinnym Caamala doszło do nieszczęśliwego wydarzenia. Jego mama doznała złamania stopy i kostki, w wyniku czego konieczna była operacja. Caamal obawiał się, że nie będzie w stanie zebrać potrzebnych pieniędzy na operację, dlatego poprosił Matkę Bożą o uzdrowienie swojej mamy. Jak informuje, tak też się stało – jego mama wróciła do zdrowia.
CZYTAJ DALEJ

Zmarł ks. Wojciech Drab. Tragiczny wypadek motocyklowy

2026-09-21 22:26

[ TEMATY ]

diecezja świdnicka

śmierć kapłana

ks. Wojciech Drab

ks. Mirosław Benedyk/Niedziela

Ks. Wojciech Drab (1971-2026)

Ks. Wojciech Drab (1971-2026)

W wieku 54 lat zmarł ks. kan. Wojciech Drab, proboszcz parafii św. Barbary w Wałbrzychu i egzorcysta diecezji świdnickiej. O śmierci kapłana poinformowała wałbrzyska parafia.

Do tragicznego wypadku doszło w poniedziałek 21 września około godz. 13.50 na drodze wojewódzkiej nr 426 w Olszowej, w pobliżu węzła autostrady A4. Ze wstępnych ustaleń policji wynika, że kierujący motocyklem marki BMW, jadąc w kierunku Strzelec Opolskich, po minięciu ronda z nieustalonej przyczyny stracił panowanie nad pojazdem i uderzył w znaki drogowe. Pomimo podjętej reanimacji jego życia nie udało się uratować. Dokładne okoliczności zdarzenia wyjaśniają policjanci pod nadzorem prokuratora. Informację przekazała Dorota Janać, oficer prasowy policji w Strzelcach Opolskich.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję