Reklama

Polska wiara i niewiara

Coraz więcej Polaków regularnie chodzi do kościoła. W niedzielnych Mszach św. uczestniczy już 45,8 proc. wiernych. Aż tyle czy tylko tyle?

Niedziela Ogólnopolska 29/2007, str. 18-19

Uczestnicy niedzielnej Mszy św. oraz przyjmujący Komunię św. w latach 1992- 2006 w proc.

Uczestnicy niedzielnej Mszy św. oraz przyjmujący Komunię św. w latach 1992- 2006 w proc.

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Uczestniczący w niedzielnej Mszy św. oraz przyjmujący Komunię św. w 2006 r. według diecezji

W sytuacjach kryzysowych, krańcowych albo w obliczu wielkiego cierpienia chętnie idziemy do kościoła. Bo tam doznajemy ukojenia. Okazuje się jednak, że coraz więcej Polaków regularnie uczęszcza na niedzielną Mszę św. Jak wynika z najnowszych badań Instytutu Statystyki Kościoła Katolickiego, jest to 45,8 proc. Natomiast 16,3 proc. wiernych przyjmuje Komunię św. - Nasza religijność jest stabilna i coraz bardziej dojrzała - uważa ks. prof. Witold Zdaniewicz, dyrektor pallotyńskiego Instytutu Statystyki, w którym opracowano wyniki liczenia wiernych w kościołach w listopadzie 2006 r. W niedzielnych Mszach św. bierze udział o 0,8 proc. więcej ludzi niż przed rokiem. Wygląda to, oczywiście, różnie w różnych regionach Polski. Tradycyjnie, najwięcej katolików (ok. 70 proc.) jest w kościołach na Podkarpaciu: w diecezji tarnowskiej, rzeszowskiej i przemyskiej. Najmniej (poniżej 40 proc.) w Polsce zachodniej i północnej (na szarym końcu plasuje się diecezja szczecińsko-kamieńska (31,1 proc.), łódzka (30,9 proc.) i koszalińsko-kołobrzeska (32,2 proc.). Liczby te są większe w stosunku do roku poprzedniego, co oznacza, że wprawdzie w niewielkim stopniu, ale systematycznie rośnie liczba katolików uczęszczających w niedzielę na Mszę św.

Diecezja

Domini-
cantes

Commu-
nicantes

Polska

45,8%

16,3%

białostocka

47,4%

16,8%

bielsko-żywiecka

51,6%

17,2%

bydgoska

44,7%

17,6%

częstochowska

43,9%

14,9%

drohiczyńska

49,6%

17,2%

elbląska

35,3%

13,2%

ełcka

37,9%

16,9%

gdańska

45,1%

17,7%

gliwicka

44,7%

16,4%

gnieźnieńska

45,5%

17,3%

greckokatolicka wrocławsko-
-gdańska

57,7%

20,4%

kaliska

51,2%

20,2%

katowicka

59,2%

18,4%

kielecka

46,0%

16,1%

koszalińsko-kołob.

32,2%

11,9%

krakowska

53,6%

16,6%

legnicka

34,8%

12,7%

lubelska

44,2%

19,2%

łomżyńska

46,7%

18,0%

łowicka

35,6%

14,5%

łódzka

30,9%

12,5%

opolska

51,4%

21,8%

ordynariat polowy

62,2%

21,6%

pelplińska

50,8%

18,9%

płocka

36,0%

10,8%

poznańska

48,0%

19,6%

przemyska

64,8%

15,8%

przemysko-
-warszawska obrządku greckokatolickiego

48,2%

17,1%

radomska

45,5%

16,2%

rzeszowska

68,6%

16,8%

sandomierska

49,6%

15,7%

siedlecka

53,3%

16,9%

sosnowiecka

32,9%

10,5%

szczecińsko-kam.

31,1%

11,4%

świdnicka

35,1%

14,0%

tarnowska

72,5%

23,5%

toruńska

41,2%

15,7%

warmińska

39,4%

14,6%

warszawska

39,9%

16,1%

warszawsko-praska

39,4%

14,7%

włocławska

39,0%

13,7%

wrocławska

41, 5%

15,9%

zamojsko-lubacz.

50,7%

19,7%

zielonogórsko-gorz.

35,7%

13,5%

Wiara z dziada pradziada

Reklama

Co jest powodem tak dużego zróżnicowania religijnego? Na pewno tradycja historyczna. Ks. Zdaniewicz uważa, że na terenach, na których panowała największa tolerancja i wolność religijna, czyli w byłym zaborze austriackim, do dziś więcej ludzi chodzi do kościoła. Ważną rolę ogrywa też ciągłość społeczna. Prof. Andrzej Wójtowicz, socjolog z Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie twierdzi, że tam, gdzie tradycja jest większa niż trzypokoleniowa (czyli dziadkowie, rodzice i dzieci), tam członkowie takich rodzin częściej biorą udział w praktykach religijnych. Tezę tę potwierdza ks. Adam Nita, kanclerz Kurii Diecezji Tarnowskiej: - Sporo jest u nas terenów zamieszkałych z dziada pradziada przez te same rodziny, w nich wskaźnik religijności jest większy - tłumaczy.
Stąd np, w diecezjach, w których mieszka ludność napływowa, jak w koszalińsko-kołobrzeskiej (tereny popegeerowskie) czy w łódzkiej albo w obu diecezjach warszawskich, gdzie nie ma tak silnego odniesienia do tradycji i pielęgnowania wartości kulturowych, wskaźnik uczęszczających regularnie na Mszę św. niedzielną maleje. Duże miasta mają zresztą swoją specyfikę, są zróżnicowane demograficznie, przyjeżdża do nich dużo ludzi młodych, by szukać lepszej pracy, dobrych szkół czy uczelni albo zrobić karierę. I właśnie te grupy trudniej spotkać w kościele. Parafialne statystyki zaniżają też w dużych miastach, szczególnie w Warszawie, obcokrajowcy. Jest ich coraz więcej, tam bowiem działają ambasady, międzynarodowe firmy i instytucje. Jeżeli ci ludzie chodzą do kościoła, to zazwyczaj na Msze św. w językach obcych, gdzie nie ma liczenia wiernych.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Jakość duszpasterstwa

Reklama

Wzrost liczby praktykujących katolików bez wątpienia zależy od jakości duszpasterstwa. Gdy prowadzone jest ono starannie, na wysokim poziomie, ludzi w kościołach jest więcej. Tak jak w wiodącej prym w tych statystykach diecezji rzeszowskiej. - W każdej parafii jest u nas kilkanaście różnych grup duszpasterskich i ponad setka ministrantów - mówi ks. Jan Szczupak, kanclerz Kurii w Rzeszowie. - Poza tym dbamy o to, by kapłani w każdym niemal kazaniu napomknęli coś o znaczeniu uczestnictwa we Mszy św. i przyjmowania Komunii św. dla codziennego życia. I to skutkuje, ludzie przekonują się, że nie są to puste słowa - podkreśla.
- Różnorodność propozycji duszpasterskich bardzo pomaga ludziom - dodaje ks. Nita. I wylicza podejmowane tam inicjatywy: adoracje i rozważanie Biblii w pierwsze niedziele miesiąca, nabożeństwa stanowe, Dziewczęca Służba Maryjna, oddziały Caritas (400 na 440 parafii), nabożeństwa i godziny biblijne, nowenny do Matki Bożej Nieustającej Pomocy, procesje fatimskie, Grupy Modlitwy Ojca Pio, katechezy dla dorosłych m.in. przed chrztem czy Komunią św. dzieci itd. Rozwojowi religijności sprzyja też duża liczba koronowanych obrazów (10) i gęsta sieć sanktuariów w diecezji tarnowskiej (poszczególne parafie organizują do nich pielgrzymki). Nie jest to jednak prawidłowość, w Częstochowie bowiem, mimo że znajduje się tam Jasna Góra, na niedzielne Msze św. uczęszcza tylko 43,9 proc. wiernych. - Pielgrzymi przybywają na Jasną Górę z całej Polski, w mniejszym stopniu są to miejscowi - mówi ks. Zdaniewicz. Podkreśla też, że fakt, iż dane tereny w badaniach wypadły słabo, nie oznacza wcale, że duszpasterstwo tam jest słabe. - Trzeba pamiętać chociażby o tym, że są takie miejsca, szczególnie mniejsze miasteczka i wsie, gdzie na kilka kościołów przypada jeden ksiądz, który wykonuje ogrom pracy, a efekty z obiektywnych przyczyn mogą być niewielkie. Ważna jest zatem liczba kapłanów na danym terenie. - Tę prawidłowość dobrze widać u nas, w diecezji rzeszowskiej, w której jak mało gdzie na jednego księdza przypada tylko tysiąc wiernych. Wtedy można mówić o wymiernych efektach pracy duszpasterskiej - dodaje ks. Szczupak.
Wreszcie, do kościołów przyciągają wiernych ruchy i wspólnoty religijne. Ludzie chcą identyfikować się z jakąś grupą religijną, pragną też mówić i świadczyć o swojej wierze publicznie, a nie spychać ją do życia prywatnego. Można chyba wyciągnąć wniosek, że tam, gdzie parafie pękają w szwach, działają przy nich różne wspólnoty, a to z kolei przekłada się na poziom religijności w całej diecezji. Z ruchów też wywodzi się jedna czwarta powołań kapłańskich.

Kościół nie jest własnością biskupów

W 2005 r., gdy liczenie wiernych odbyło się kilka miesięcy po śmierci Papieża, wzrost liczby ludzi w kościołach tłumaczono właśnie uroczystościami związanymi z pożegnaniem Jana Pawła II. Ciekawe jest, że od końca 2005 r. jednak nastąpił dalszy wzrost. - Oznacza to, że stosunek do Ojca Świętego nie był tylko emocjonalny, a wszystko, co się działo, było przejawem wiary i cały czas owocuje - wyjaśnia ks. Zdaniewicz. Dodaje, że wyraźnie widać również, że religijności nie osłabiają różnego rodzaju afery w Kościele czy kwestie związane z lustracją duchownych. - Naganne zachowania niektórych księży czy biskupów nie powodują odpływu wiernych z Kościoła, co świadczy o tym, że wiara Polaków jest głęboka i stabilna - zapewnia dyrektor Instytutu Statystyki. Potwierdzają to inne badania opracowane przez ten ośrodek, dotyczące charakteru Kościoła: ponad trzy czwarte Polaków (78,9 proc.) wierzy, że Kościół jest założony przez Chrystusa i że nie jest własnością biskupów czy księży, lecz dziełem Jezusa.

Badania statystyczne i wnioski

Po raz pierwszy badania dominicantes (liczba chodzących do kościoła) i comunicantes (liczba przystępujących do Komunii św.) zostały w Polsce przeprowadzone w 1979 r. Od tamtej pory są systematycznie prowadzone raz w roku we wszystkich parafiach na terenie kraju, zwykle w okolicy listopada. Proboszcz organizuje wtedy ekipy osób, które na wszystkich Mszach św. liczą ludzi przychodzących do kościoła i osobno tych, którzy przystępują do Komunii św. Dla określenia wiarygodności uzyskiwanych w ten sposób danych, Instytut Statystyki przeprowadził ostatnio badania kontrolne w wybranej parafii i uzyskał potwierdzenie wyników.
Ciśnie się jeszcze na usta pytanie, co wynika z najnowszych statystyk i jakie wnioski duszpasterskie należy z nich wyciągnąć. Ks. Zdaniewicz ujmuje to krótko: - Trzeba docenić dotychczasowe duszpasterstwo i życzyć sobie, by pozostało przynajmniej na takim poziomie, na jakim jest, bo efekty są.
Na pewno tak. Ale też wielkim zadaniem Kościoła na dziś jest wyjście do tych ponad 50 proc. ludzi, których w niedzielę nie ma w kościołach. Bardzo mocno zwracał na ten aspekt uwagę abp Kazimierz Nycz, gdy obejmował urząd metropolity warszawskiego i podkreślał, że jego zadaniem jest odnaleźć tych ludzi, których nie ma i nigdy nie będzie pod amboną. Stąd wielką nadzieję pokłada on w świeckich katolikach, którzy mogą pomóc tę grupę do Kościoła przyciągnąć. Potrzebne jest tylko jeszcze większe otwarcie duchownych na świeckich i wzajemne zaufanie.

2007-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Realizm duchowy św. Teresy od Dzieciątka Jezus

Niedziela Ogólnopolska 28/2005

[ TEMATY ]

święta

pl.wikipedia.org

Wielką zasługą św. Teresy jest powrót do ewangelicznego rozumienia miłości do Boga. Niewłaściwe rozumienie świętości popycha nas w stronę dwóch pokus. Pierwsza - sprowadza się do tego, iż kojarzymy świętość z nadzwyczajnymi przeżyciami. Druga - polega na tym, że pragniemy naśladować jakiegoś świętego, zapominając o tym, kim sami jesteśmy. Można do tego dołączyć jeszcze jedną pokusę - czekanie na szczególną okazję do kochania Boga. Ulegając tym pokusom, często usprawiedliwiamy swój brak dążenia do świętości szczególnie trudnymi okolicznościami, w których przyszło nam żyć, lub zbyt wielkimi - w naszym rozumieniu - normami, jakie należałoby spełnić, sądząc, iż świętość jest czymś innym aniżeli nauką wyrażoną w Ewangelii. Teresa nie znajdowała w sobie dość siły, aby iść drogą wielkich pokutników czy też drogą świętych pełniących wielkie czyny. Teresa odkrywa własną, w pełni ewangeliczną drogę do świętości. Jej pierwsze odkrycie dotyczy czasu: nie powinniśmy odsuwać naszego kochania Boga na jakąś nawet najbliższą przyszłość. Któraś z sióstr w klasztorze w Lisieux „oszczędzała” siły na męczeństwo, które notabene nigdy się nie spełniło. Dla Teresy moment kochania Boga jest tylko teraz. Ona nie zastanawia się nad przyszłością, gdyż może się czasami wydawać zbyt odległa lub zbyt trudna. Teraz jest jej ofiarowane i tylko w tym momencie ma możliwość kochania Boga. Przyszłość może nie nadejść. „Dobry Bóg chce, bym zdała się na Niego jak maleńkie dziecko, które martwi się o to, co z nim będzie jutro”. Czasami myśl o wielu podobnych zmaganiach w przyszłości nie pozwala nam teraz dać całego siebie. Zatem właśnie chwila obecna i tylko ta chwila się liczy. Łaska ofiarowania czegoś Bogu lub przezwyciężenia jakiejś pokusy jest mi dana teraz, na tę chwilę. W chwili wielkiego duchowego cierpienia Teresa pisze: „Cierpię tylko chwilę. Jedynie myśląc o przeszłości i o przyszłości, dochodzi się do zniechęcenia i rozpaczy”. Rozważanie, czy w przyszłości podołam podobnym wyzwaniom, jest brakiem zdania się na Boga, który mnie teraz wspomaga. „By kochać Cię, Panie, tę chwilę mam tylko, ten dzień dzisiejszy jedynie” - pisze Teresa. Jest to pierwsza cecha realizmu jej ducha - realizmu ewangelicznego, gdyż Chrystus mówi nieustannie o gotowości i czuwaniu. Ten, kto zaniedbuje teraźniejszość, nie czuwa, bo nie jest gotowy. Wkłada natomiast energię w marzenia, a nie w to, co teraz jest możliwe do spełnienia. Chrystus przychodzi z miłością teraz. To skoncentrowanie się na teraźniejszości pozwala Teresie dostrzec wszystkie możliwe okazje do kochania oraz wykorzystać je. Do tego jednak potrzebne jest spojrzenie nacechowane wiarą, iż ten moment jest darowany mi przez Boga, aby Go teraz, w tej sytuacji kochać. Nawet gdy sytuacja obecna jawi się w bardzo ciemnych barwach, Teresa nie traci nadziei. „Słowa Hioba: Nawet gdybyś mnie zabił, będę ufał Tobie, zachwycały mnie od dzieciństwa. Trzeba mi jednak było wiele czasu, aby dojść do takiego stopnia zawierzenia. Teraz do niego doszłam” - napisze dopiero pod koniec życia. Teresa poznaje, że wielkość czynu nie zależy od tego, co robimy, ale zależy od tego, ile w nim kochamy. „Nie mając wprawy w praktykowaniu wielkich cnót, przykładałam się w sposób szczególny do tych małych; lubiłam więc składać płaszcze pozostawione przez siostry i oddawać im przeróżne małe usługi, na jakie mnie było stać”. Jeśli spojrzeć na komentarz Chrystusa odnośnie do tych, którzy wrzucali pieniądze do skarbony w świątyni, to właśnie w tym kontekście możemy uchwycić zamysł Teresy. Nie jest ważne, ile wrzucimy do tej skarbony, bo uczynek na zewnątrz może wydawać się wielki, ale cała wartość uczynku zależy od tego, ile on nas kosztuje. Zatem należy przełamywać swoją wolę, gdyż to jest największą ofiarą. Przezwyciężając miłość własną, w całości oddajemy się Bogu. Były chwile, gdy Teresa chciała ofiarować Bogu jakieś fizyczne umartwienia. Taki rodzaj praktyk był w czasach Teresy dość powszechny. Jednak szybko się przekonała, że nie pozwala jej na to zdrowie. Było to dla niej bardzo ważne odkrycie, gdyż utwierdziło ją w przekonaniu, że nie trzeba wiele, aby się Bogu podobać. „Dane mi było również umiłowanie pokuty; nic jednak nie było mi dozwolone, by je zaspokoić. Jedyne umartwienia, na jakie się zgadzano, polegały na umartwianiu mojej miłości własnej, co zresztą było dla mnie bardziej pożyteczne niż umartwienia cielesne”. Teresa nie wymyślała sobie jakichś ofiar. Jej zadaniem było wykorzystanie tego, co życie jej przyniosło. Umiejętność docenienia chwili, odkrycia, że wszystko jest do ofiarowania - tego uczy nas Teresa. My sami albo narzekamy na trudny los i marnujemy okazję do ofiarowania czegoś trudnego Bogu, albo czynimy coś zewnętrznie dobrego, ale tylko z wygody, aby się komuś nie narazić lub dla uniknięcia wyrzutów sumienia. Intencja - to jest cały klucz Teresy do świętości. Jak wyznaje, w swoim życiu niczego Chrystusowi nie odmówiła, tzn. że widziała wszystkie okazje do czynienia dobra jako momenty wyznawania swojej miłości. Inną cechą, która przybliża ją do nas, jest naturalność jej modlitwy. Teresa od Dzieciątka Jezus, która jest córką duchową św. Teresy od Jezusa, jest jej przeciwieństwem odnośnie do szczególnych łask na modlitwie. Złożyła nawet z tych łask ofiarę, bo czuła, że w nich można szukać siebie. Jej życie modlitwy było często bardzo marne, gdyż zdarzało się jej zasypiać na modlitwie. Po przyjęciu Komunii św. zamiast rozmawiać z Bogiem, spała. Nie dlatego, że chciała, ale dlatego, że nie potrafiła inaczej. Ważny jest fakt, iż nie martwiła się za bardzo swoją nieumiejętnością modlenia się. Wierzyła, że i z takiej modlitwy Chrystus jest zadowolony, gdyż ona nie może Mu ofiarować nic więcej poza swoją słabością. Aby się przekonać, jak daleko lub jak blisko jesteśmy przyjmowania Ewangelii w całej jej głębi, zastanówmy się, jak podchodzimy do niechcianych prac, mniej wartościowych funkcji, momentów, gdy nie jesteśmy doceniani, a nawet oskarżani. Czy widzimy w tym okazję, aby to wszystko ofiarować Chrystusowi, czy też walczymy o to, aby postawić na swoim lub zwyczajnie zachować twarz? Jak postępujemy wobec osób, które są dla nas przykre? Czy je obgadujemy, czy też widzimy w tym okazję, aby im pomóc w drodze do Boga? Teresa powie, gdy nie może już przyjmować Komunii św. ze względu na zaawansowaną chorobę, że wszystko jest łaską. Czy każda trudna sytuacja, trudny człowiek jest dla mnie łaską?
CZYTAJ DALEJ

Modlitwa do Maryi, Królowej Pokoju

[ TEMATY ]

modlitwa

Królowa Pokoju

Adobe Stock

Ave Regina Pacis, Królowa Pokoju w Santa Maria Maggiore

Ave Regina Pacis, Królowa Pokoju w Santa Maria Maggiore
Maryjo, Królowo Pokoju,
CZYTAJ DALEJ

Grzechy zaniedbania - o czym zapominamy w konfesjonale?

2026-10-01 21:06

[ TEMATY ]

sumienie

grzech

Agata Kowalska

Co właściwie oznacza grzech zaniedbania i dlaczego tak łatwo przechodzimy nad nim do porządku dziennego? Często skupiamy się na tym, co zrobiliśmy złego, zapominając o dobru, którego zaniechaliśmy. Wyjaśniamy, jak właściwie przygotować się do spowiedzi, co zrobić z zapomnianym grzechem i dlaczego brak działania może mieć poważne konsekwencje moralne.

Grzechy zaniedbania - o czym zapominamy w konfesjonale? Trudno jednoznacznie zrozumieć, o co w tym pytaniu chodzi. Czy chodzi o niewłaściwe przygotowanie do spowiedzi, co prowadzi do zapominania grzechów, które należało wyznać, czy o pomijanie pewnej kategorii grzechów, które np. wymieniamy w ramach tzw. spowiedzi powszechnej („zgrzeszyłem myślą, mową, uczynkiem i zaniedbaniem”), a nie uwzględniamy w rachunku sumienia, bo nie uważamy ich za poważne występki moralne.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję