Reklama

Toczy się gra o Polskę

Niedziela Ogólnopolska 46/2010, str. 20-21

Dominik Różański

Anna Fotyga - b. minister spraw zagranicznych

Anna Fotyga - b. minister spraw zagranicznych

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Alicja Dołowska: - Czy Polska jest jeszcze krajem suwerennym? Czy może to głupie pytanie...

Reklama

Anna Fotyga: - Sensowne, ale trudno jednoznacznie na nie odpowiedzieć. W naturalny sposób wejście do Unii Europejskiej ograniczyło tę suwerenność. Jednak w tej chwili rząd premiera Tuska ogranicza ją w sposób, do którego po pierwsze - nie ma prawa, a po drugie - nawet krytykowany przez wszystkich Traktat Lizboński tak był negocjowany, że daje pełne możliwości prowadzenia stosunkowo suwerennej polityki zagranicznej. Pod rządami tego traktatu istnieje równolegle cały system protokołów i deklaracji, które poszerzają granice swobody. Nasz partner w tamtych negocjacjach - bo negocjowaliśmy wspólnie z Wielką Brytanią - prowadzi stuprocentowo suwerenną politykę zagraniczną. Nic się nie zmieniło. Spotkałam się niedawno z ministrem ds. europejskich Wielkiej Brytanii, dyrektorem departamentu Unii Europejskiej tego kraju. Mogę stwierdzić, że priorytety ich polityki zagranicznej nadal są artykułowane i realizowane równie skutecznie jak kiedyś. Nie zlikwidowali żadnej ambasady, mają swoją łączność niejawną. Oczywiście, że koordynują ustalenia z minister spraw zagranicznych Unii Europejskiej - jak potocznie nazywa się stanowisko przedstawiciela UE ds. zagranicznych i polityki bezpieczeństwa - Margaret Ashton. Jednak powiedzieli wprost, co mnie uderzyło: Przecież ona jest w UE naszym komisarzem.

- A my ustępujemy?

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

- Ustępujemy. Ten rząd zminimalizował naszą aktywność jeszcze pod rządami najlepszego dla nas traktatu - Traktatu Nicejskiego. Polikwidowano niektóre ambasady, drogi łączności. To było oddawanie pola. Licząc na dobre relacje z Rosją, wykonaliśmy na samym początku, wyprzedzająco, wiele gestów, zakładając, że osiągniemy dzięki nim określone korzyści. Gdzie są te postępy? Korzystna dla nas umowa gazowa? Rurociąg Nord Stream, blokujący możliwość rozwoju portu w Świnoujściu? Zniesienie embarga na polskie produkty rolnicze oznaczało ograniczenie wolności konkurencji na terenie Polski (a ta wolność jest zasadą wspólnego rynku UE). Tylko sześć polskich zakładów certyfikowali Rosjanie. Czy jest to przykład naszej siły? Niezręcznie jest w polityce zagranicznej mówić za dużo, by nie szkodzić własnemu krajowi. Na tym polega problem. Nawet gdy człowiek widzi, że dzieje się źle, nie zawsze może nazywać rzeczy po imieniu.

- Ale od tego jest opozycja.

Reklama

- Polityka zagraniczna to delikatny obszar. Choć druga strona nie ma takich oporów. Minister Sikorski w jednym z wywiadów powiedział, że opozycja obraża Rosję. Co to znaczy? Chce na nas ściągnąć zagrożenie z tamtej strony? Przecież wie, jaki to jest system. Zdaje sobie z tego sprawę. Opozycja nie obraża Rosji. Podczas rządów PiS-u mieliśmy racjonalną politykę wobec Rosji, choć były prowadzone różne niekorzystne gry przeciwko nam, nawet na poziomie polskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych.

- Głośnym echem odbiło się stwierdzenie Jarosława Kaczyńskiego, że „śp. Lech Kaczyński nie mógłby być patronem kondominium rosyjsko-niemieckiego w Polsce”. Kondominium to w politologicznym znaczeniu kolonia zarządzana przez dwa (lub więcej) państwa-metropolie. Czy jeżeli polska polityka zagraniczna będzie prowadzona tak jak przez ostatnie trzy lata, to wpływy obu państw mogą ograniczyć naszą suwerenność?

Reklama

- Już ograniczają naszą suwerenność. A czy my jesteśmy suwerennym podmiotem w prowadzeniu śledztwa smoleńskiego? Oddaliśmy to śledztwo na własne życzenie, nie chcąc dawać podstaw do snucia przez Rosję jakichkolwiek podejrzeń o brak zaufania. Przepraszam, ale tak poddaje się państwo. Czasem odbywa się to w sposób miękki, niemal niezauważalny dla obywateli.
A wracając do pierwszej części pytania - czy prezydent Kaczyński mógłby być patronem kondominium. Nie mógłby. Jako prawnik, intelektualista, opozycjonista wobec totalitarnego systemu i doświadczony państwowiec - prezentował spójną, odważną, choć realistyczną wizję rozwoju Polski. On zdawał sobie sprawę z przeszkód i trudności. Powtarzam - był realistą w prowadzeniu polityki, potrafił więc dostrzec wszystkie szanse oraz możliwości i je wykorzystywać. Obecna ekipa nie myśli takimi kategoriami. Albo to jest niekompetencja, albo brak wyobraźni, albo zupełnie inne podejście do budowy pozycji Polski. Wszystkim się wydaje, że budowa pozycji Polski to chwalenie jej na arenie międzynarodowej. To prawda, był taki czas, gdy byliśmy chwaleni i to lubiliśmy. Ale ten okres się skończył jeszcze na początku lat 90. ubiegłego wieku. Trzeba dostrzegać, jakie w tej chwili obowiązują kierunki w polityce międzynarodowej. Nie jesteśmy już tym hołubionym regionem, który ma pozostać na wysokiej pozycji. Opowieści o Zielonej Wyspie i o tym, że wszyscy chcą dążyć do naszego wzorca, są bajką. Nie ma ani Zielonej Wyspy, ani polityki, która przystoi suwerennemu państwu.

- Na ile dziś Polska jako kraj Unii Europejskiej jest w stanie prowadzić samodzielną politykę zagraniczną? Przecież w Deauville Niemcy i Francja rozmawiają z Rosją za naszymi plecami.

- Politykę zagraniczną można samodzielnie prowadzić, z tym że trzeba umieć znosić presję. My nie zważaliśmy na osobiste korzyści wizerunkowe. Zapłaciliśmy za suwerenną politykę utratą władzy. Oczywiście, w Unii można się sprzeciwić, domagać swego. Nie tylko można. Trzeba. Ja, oprócz Polski, nie znam innego kraju, który by tak ustępował. Nie ma takich państw. Nawet małe państwa naszego regionu zachowują się znacznie odważniej niż Polska.

- Skończyły się piękne przyjaźnie z prezydentem Klausem, Gruzją, Ukrainą. Unia porozumiewa się z Ukrainą sama. Zostaliśmy z boku.

Reklama

- Proszę zauważyć, jak niewiele mówiło się o tym, że ostatnia wygrana prezydenta Klausa w negocjacjach traktatowych - chodzi o Kartę Praw Podstawowych - w tej kwestii była możliwa dzięki temu, że my już wcześniej przyjęliśmy opt-out (wyłączenie) wobec postanowień Karty. Nikt się nie zastanawiał nad tym, jak to było możliwe. A było. Negocjacje traktatowe stanowiły bardzo trudne zadanie, toczyły się przy wielkim zamieszaniu medialnym. Do gry przystąpiło wielu graczy operacyjnych, bo wchodziły w rachubę interesy niemal wszystkich państw. Przeprowadzono ogromną akcję dezinformacyjną, wmawiano ludziom, że opóźnieniom w przyjęciu traktatu winien jest Prezydent, który działa na szkodę Polski. Po prostu każdy grał w tym czasie wszystkimi możliwymi metodami. Prezydent ocenił, że największą naszą przegraną byłoby, gdyby negocjacje zostały przerwane z powodu Polski. Trafnie ocenił dynamikę Unii. A czekanie na Irlandię stanowiło, według niego, standard demokracji. Naciski, które na Prezydenta wywierano, by podpisał traktat przed wynikiem referendum w Irlandii, były skandalem. Traktat Lizboński pozwala na prowadzenie równolegle narodowej polityki zagranicznej, tylko nie jest to przez Polskę wykorzystywane. Zrzucanie winy na traktat chroni zły rząd.

- Stwierdziła Pani w swojej wypowiedzi, że nawet w kwestii smoleńskiego śledztwa premier Tusk nie wykorzystał wszystkich możliwości. Co można było jeszcze zrobić na arenie międzynarodowej?

- Zanim wyleciał do Smoleńska, powinien obdzwonić cały świat. Każdy by przyjął od niego telefon: Obama, Merkel, szef NATO, Barroso - wszyscy. Można było skorzystać z pomocy wielu instytucji. A kiedy prezydent Miedwiediew zaproponował, że będzie to wspólnie prowadzone śledztwo - to się natychmiast ogłasza publicznie: - Panie Prezydencie, przyjmuję propozycję. Takie słowa powinny paść dwie sekundy po tym, jak Miedwiediew ją zgłosił. Nie ma podstaw umowy? Gdy się dwaj szefowie państwa umawiają w nadzwyczajnych okolicznościach, wiele można zrobić. Działa się w sposób nadzwyczajny, gdy sytuacja jest nadzwyczajna. Trzeba umieć sprostać takim sytuacjom. Premier Tusk nie rozumie państwa.

- Na naszych oczach wali się koncepcja Jerzego Giedroycia o Polsce jako sojuszniku Ukrainy. Premier nie był obecny na jednym ze spotkań (szczyt EPP), gdy rozmawiano o obecności Ukrainy w strukturach Unii, odpuściliśmy Gruzję, kierunek wyśmiewany przez salon PO. A Pani twierdzi, że popieranie Gruzji przestało już być obciachem i bywają tam wielcy tego świata.

Reklama

- Warto sprawdzić, jaki w tej chwili zestaw ważnych osobistości przyjmuje Gruzja. Polska przestała uczestniczyć w jakiejkolwiek grze. Proponowaliśmy partnerstwo wschodnie, więc dlaczego pozostawiliśmy wschodnich partnerów? Dlaczego nie współpracujemy bliżej z państwami bałtyckimi, które są w Unii Europejskiej? Przecież one cały czas angażują się na Wschodzie. To jest ich interes. I naszym interesem jest, żeby z nimi grać. Przecież dobre relacje na Wschodzie budowały naszą pozycję w Unii, w NATO i w Rosji.

- Dochodzą sygnały o wizji integracji Unii i Rosji dla zysku obu stron. Rosja łatwiej mogłaby się bronić przed Chinami, a UE miałoby pewną integrację polityki energetycznej i bezpieczeństwa. W sumie na świecie liczyłyby się głównie: Unia-Rosja, Chiny i USA. Polaków trwoży taka wizja. Gdzie tu jest miejsce dla kraju nad Wisłą?

- Przypomnijmy sobie drugą połowę II wojny światowej. To, co się stawało dobre dla świata, dla Polski okazało się tragedią. Cieszyliśmy się, pozbywając się jednego agresora, a przychodził następny. Trudno porównywać oba te wydarzenia, ale oba były dla nas tragediami. Kiedy wielcy gracze zaczynają intensywnie grać z naszymi sąsiadami, a my nie jesteśmy tej gry aktywnym uczestnikiem, tylko własnemu społeczeństwu opowiadamy bajki, tworzymy ułudę. Jarosław Kaczyński trzy lata temu powiedział, że istnieje zagrożenie odwrotu od przemian 1989 r. w sensie geopolitycznym, co może się każdemu, kto jest bezrefleksyjnym euroentuzjastą, wydawać idiotyczne. Jeśli mówię, że Polska jest ogromnie zagrożona, to myślę nie tylko o otoczeniu zewnętrznym, ale również o niemal letargu społeczeństwa. Za wszelką cenę chcemy, żeby było dobrze, odrzucamy złe wiadomości. Być może taki rząd jak Tuska byłby dobry w pierwszym okresie lat 90., kiedy świat stawiał na Europę Środkowo-Wschodnią. Teraz trzeba walczyć. I to walczyć tak, by się nie oglądać na to, czy wygra się następne wybory. Bo toczy się gra o Polskę. To nieprawda, że jestem w tej chwili „bulterierem PiS-u,” nie chodzi mi o osobiste zwycięstwo. Ja po prostu mówię rzeczy, które jako była minister muszę powiedzieć dla spokoju własnego sumienia, dla przyszłości własnych wnuków i prawnuków. Świat nie stoi w miejscu. Bardzo trudno będzie odrobić lata minimalizmu w polityce zagranicznej.

2010-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Francuski biskup po głosowaniu w parlamencie ws. eutanazji: nic nie jest jeszcze przesądzone

2026-02-26 14:04

[ TEMATY ]

aborcja

Adobe Stock

Dyskusja będzie nadal trwała, nic nie jest jeszcze przesądzone - oświadczył francuski biskup Matthieu Rougé po wczorajszym głosowaniu z Zgromadzeniu Narodowym. Stosunkiem głosów 299 „za” przy 226 „przeciw” przyjęło ono projekt ustawy o „pomocy w umieraniu”. Jednocześnie deputowani jednogłośnie przyjęli projekt ustawy o rozwoju opieki paliatywnej.

Biskup diecezji Nanterre zachęcił do dalszego zaangażowania przeciwko prawu, które legalizuje we Francji wspomagane samobójstwo i eutanazję. Wskazał, że było to drugie czytanie projektu ustawy, a nie ostateczne głosowanie. Dlatego jest jeszcze czas, żeby podjąć działania, tym bardziej, że w stosunku do pierwszego czytania, w maju 2025 roku, znacznie wzrosła liczba deputowanych głosujących przeciwko projektowi. Wówczas „za” opowiadało się 305, a „przeciw” 199. Mamy więc do czynienia z „prawdziwą erozją głosów wspierających ustawę o eutanazji”, choć nie jest to jeszcze „odwrócenie tendencji”, lecz ewolucja, która zobowiązuje do podtrzymywania nadziei na pozytywny ostateczny wynik końcowego głosowania.
CZYTAJ DALEJ

Rozważanie Wielkopostne: Przez śmierć ku życiu

2026-02-26 10:04

[ TEMATY ]

Wielki Post

rozważania

Adobe Stock

Przychodzi zawsze nagle, niespodziewanie, z zaskoczenia i jakby za wcześnie. Nie zapraszana, a jednak nieustannie wkrada się w nasze codzienne życie. Nikt jej nie szuka, większość jej unika, nie chce o niej rozmawiać. Odsuwa się ją na margines, jakby można było o niej zapomnieć. A ona ciągle powraca, przypomina o sobie. Przeciwniczka życia. Czasem przychodzi powoli, jakby chciała przygotować, dać czas, oswoić. Próbujemy się z nią jakoś ułożyć, pogodzić, a nawet ją uosobić, jakby można było wejść z nią w dialog, coś jeszcze wynegocjować. A przecież z każdym dniem jesteśmy jej bliżsi. Towarzyszy nam od urodzenia. Pojawia się na horyzoncie wtedy, gdy wydaje się, że można by jeszcze żyć. Jakby stała gdzieś za rogiem, skrywająca się na ulicach miast i wsi. Jakby czeka na szpitalnych korytarzach. Zabiera radość, nadzieję, rozrywa miłość. Pozostawia ból, żal, samotność i pustkę. Wpisana w ludzkie życie, pozostaje jednak w nieświadomości. Wspólne chwile zapisują się w pamięci, na kartach fotografii i albumów. Pozostaje pustka, której niczym nie da się zapełnić. Dotyka tego, kto odchodzi i tych, którzy zostają.

ZOBACZ --> Czytania liturgiczne na 25 marca 2026; Rok A, II
CZYTAJ DALEJ

Jest strażnikiem progu i tabernakulum.

2026-02-26 22:17

archiwum organizatorów

– Zakrystia to przedsionek nieba, a nie magazyn – przypominał ks. Zdzisław Płuska, sercanin.

W dniach 23- 25 lutego w Kalwarii Zebrzydowskiej zakrystianie i kościelni Archidiecezji Krakowskiej odprawiali swe doroczne rekolekcje wielkopostne. W tym roku prowadził je ks. Zdzisław Płuska SCJ, dyrektor grupy misjonarzy krajowych.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję