Reklama

Historia

Prószyński przed braćmi Lumière

Kazimierz Prószyński, podobnie jak Jan Szczepanik (patrz „Niedziela” nr 24 z 10 czerwca 2012 r.), zajmował się tematyką techniki filmowania i projekcji filmów. W 1894 r., rok wcześniej, zanim bracia Lumière zgłosili swój patent zbudował jedną z pierwszych kamer filmowych na świecie, tzw. pleograf. Prószyński zbudował również pierwszą przenośną kamerę filmową, która była jedynym urządzeniem, jakie posłużyło do rejestracji działań wojennych na frontach I wojny światowej oraz do wykonywania pierwszych kronik lotniczych. Był też prekursorem nowoczesnego teatru - w 1903 r. podczas premierowego spektaklu opery „Walkiria” Richarda Wagnera w Teatrze Wielkim w Warszawie połączono sztukę sceniczną i filmową, prezentując na 20-metrowym ekranie film, zrealizowany przez Prószyńskiego, ukazujący lecące w obłokach walkirie, czyli panny wojowniczki, które, uzbrojone w hełmy, tarcze i włócznie, służyły Odynowi na polu bitwy.

Niedziela Ogólnopolska 41/2012, str. 30-31

[ TEMATY ]

historia

film

wynalazca

ARCHIWUM RODZINY PRÓSZYŃSKICH

Dzieci Konrada Prószyńskiego. Drugi z prawej - Kazimierz. Zdjęcie z 1907 r.

Dzieci Konrada Prószyńskiego. Drugi z prawej - Kazimierz. Zdjęcie z 1907 r.

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Kazimierz Prószyński urodził się 4 kwietnia 1875 r. w Warszawie. Jego matką była Cecylia Pąciatówna, która zmarła w 1884 r. w wieku 27 lat. Kazimierz miał wówczas 9 lat i troje rodzeństwa. Ojciec Konrad Prószyński, znany działacz oświatowy i wydawca, ożenił się ponownie w 1886 r. z młodszą od siebie o 12 lat Wandą Korzon. Z tego małżeństwa miał jeszcze siedmioro dzieci.

Młodość w patriotycznej atmosferze

W rodzinie Prószyńskich bardzo ważne były tradycje patriotyczne. Zarówno ojciec Konrad Prószyński, jak i dziadek Stanisław Antoni Prószyński byli aktywnymi działaczami niepodległościowymi. Dziadek za swoją działalność został zesłany na Syberię, a ojciec na zesłaniu spędził swoją młodość. Po powrocie z Syberii był na terenach zaboru rosyjskiego niezmordowanym krzewicielem oświaty i kultury polskiej w szerokich kręgach społeczeństwa, założycielem, wydawcą i redaktorem „Gazety Świątecznej” oraz autorem elementarzy i czytanek. Kazimierz natomiast od najmłodszych lat interesował się naukami ścisłymi i techniką, sam tworzył sobie przedmioty do zabawy.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Nauka, praca i własna rodzina

Reklama

Prószyński uczył się od 1885 r. w kilku warszawskich szkołach średnich, m.in w Szkole Realnej Wojciecha Górskiego, gdzie zaprzyjaźnił się z kompozytorem Mieczysławem Karłowiczem. Państwową maturę rosyjską zdał w 1893 r. Gdy ukończył gimnazjum, opuścił Polskę i udał się do Belgii na studia na Wydziale Technicznym Uniwersytetu w Liège. Po otrzymaniu tytułu inżyniera mechanika w 1908 r. przeniósł się do Paryża, kolebki kinematografii. W 1911 r. znalazł się w Wielkiej Brytanii, gdzie na wielką skalę zaczęto wytwarzać jego aeroskop (ręczną kamerę).
Wybuch I wojny światowej spowodował, że w 1915 r. wyjechał on wraz z poślubioną rok wcześniej Angielką Dorothy Abrey do Stanów Zjednoczonych Ameryki. Tam m.in. założył własną wytwórnię ręcznych kamer „Oko” swojego pomysłu, którą, niestety, zniszczył wielki kryzys. Wówczas to pierwsze 100 egzemplarzy, które nie zdążyły trafić na rynek, Kazimierz Prószyński własnoręcznie rozbił młotkiem, by nikt nie skopiował jego pomysłów.
W listopadzie 1919 r. państwo Prószyńscy, już z dziećmi - Kazimierzem i Ireną, powrócili do Polski. Pomimo niepowodzeń związanych z próbą zorganizowania spółki akcyjnej produkującej jego kamery Prószyński pozostał w Warszawie i pracował nad kolejnymi urządzeniami. Kontynuował swoje badania pomimo wybuchu kolejnej wojny. W czasie Powstania Warszawskiego - 25 sierpnia 1944 r. Prószyński wraz z żoną i córką zostali aresztowani przez Niemców. W Pruszkowie rozdzielono ich i przewieziono do obozu w Gross-Rosen (Rogoźnica). Tam miało miejsce ich ostatnie krótkie spotkanie, gdyż Prószyński został przewieziony dalej - do obozu w Mauthausen w Austrii. Stał się więźniem hitlerowskim nr 129957. Zmarł 13 marca 1945 r., na kilka dni przed wyzwoleniem obozu przez Amerykanów. Jest pochowany w grobowcu rodzinnym na cmentarzu Powązkowskim w Warszawie (kwatera T-1-15/16). Jego rodzina przeżyła wojnę, ale wszyscy już zmarli. Żona, Dorothy Abrey, zmarła w 1957 r. Córka Irena założyła rodzinę i zamieszkała w Ogden w USA. Natomiast syn Kazimierz, którego rodzicami chrzestnymi byli Helena i Ignacy Paderewscy, wyemigrował do Stanów Zjednoczonych jeszcze przed wybuchem wojny i od 1938 r. mieszkał tam pod przybranym nazwiskiem - Richard Perry. Żyją za to 2 wnuczki wynalazcy, córka Ireny i córka Kazimierza, obie mieszkają w USA.

Pasja wynalazcza

Reklama

Przygoda z kinematografią i pasja wynalazcza narodziły się... podczas jednego ze spacerów, gdy Prószyński zauważył reklamę „żywej fotografii Anschutza”. W małej salce prezentowane były klisze, które przedstawiały poszczególne etapy ruchu różnych obiektów i wyświetlane były w krótkich odstępach czasu. Te pierwsze próby odwzorowania ruchu były zaczynem późniejszych działań Prószyńskiego.
Pierwszym jego ważnym wynalazkiem był, powstały w 1894 r., pleograf. Urządzenie to na taśmie filmowej wykonywało ok. 50 zdjęć na sekundę, co znakomicie zmniejszało migotanie. Charakterystycznym rozwiązaniem w pleografie było zastosowanie perforacji wszerz pomiędzy poszczególnymi klatkami, a nie po bokach taśmy.
W 1898 r. Prószyński zademonstrował biopleograf, w którym migotanie zostało zredukowane prawie do zera przez zastosowanie 2 taśm filmowych przesuwających się naprzemiennie, tak że obraz był wyświetlany w sposób ciągły, bez chwili ciemności pomiędzy klatkami. Projekt był jednak zbyt skomplikowany dla ówczesnego przemysłu, by go upowszechnić.
Frapowało go też przesyłanie obrazów na odległość, czyli telewizja. Doszedł w tej dziedzinie do podobnych rezultatów jak Jan Szczepanik, choć obydwaj pracowali całkowicie niezależnie. W roku 1898 skonstruował urządzenie nazwane telefot. Jego zasada działania była oparta na właściwościach selenu, który pod wpływem promieni światła staje się lepszym przewodnikiem prądu elektrycznego.
Prószyński jako inżynier długo i mozolnie opracowywał wszystkie swoje projekty, lecz jeden pomysł zrodził się spontanicznie. Pewnego dnia, siedząc na ławce, zobaczył wywrócony rower i jego jeszcze kręcące się koło. Obracające się szprychy dały zalążek kolejnemu wynalazkowi - obturatorowi, czyli trójlistkowej migawce redukującej migotanie obrazu, a wykorzystywanej w zasadzie po dziś dzień. Prószyński zastosował ją w swoim projektorze, który przez francuską Akademię Nauk został uznany za konstrukcję o przełomowym znaczeniu dla rozwoju sztuki filmowej.
Kolejny przełomowy wynalazek Kazimierza Prószyńskiego to pierwsza na świecie ręczna kamera filmowa, tzw. aeroskop. Wynalazca osobiście zaprezentował ją 27 grudnia 1910 r., filmując paryskie ulice z jadącej dorożki. W aeroskopie Prószyński zastosował stabilizator żyroskopowy, który niwelował drgania rąk operatora. Skonstruował też pneumatyczny napęd do przesuwu taśmy filmowej, uruchamiany sprężonym powietrzem wpompowanym wcześniej zwykłą pompką do specjalnych zbiorniczków znajdujących się wewnątrz aparatu. 22 czerwca 1911 r. Prószyński nakręcił aeroskopem reportaż z uroczystości koronacyjnych króla Anglii Jerzego V. W następnym roku udoskonalił kamerę, zamieniając pierwotny pneumatyczny napęd na silniczek elektryczny. Akumulator (zasilający silnik) był noszony przez filmującego w specjalnym tornistrze.
Kazimierz Prószyński był również twórcą kinofonu, opatentowanego w Berlinie w 1907 r., w którym zastosował sprzężenie filmowego aparatu projekcyjnego z gramofonem. Prószyński nie zadbał jednak o praktyczną realizację swego pomysłu, co podobno wykorzystał Edison, ogłaszając w 1912 r. swój pomysł połączenia kinematografu z fonografem.
Kolejnym wynalazkiem Kazimierza Prószyńskiego był amatorski, o niewielkich wymiarach, aparat filmowy „Oko”, w którym zastosował specjalny obiektyw oraz własnej konstrukcji żarówkę. W roku 1943 opracował koncepcję lampy totalnej i autolektora. Lampa stanowiła reflektor skupiający i odbijający w filmowym projektorze promienie świetlne w sposób maksymalnie zapobiegający ich rozpraszaniu. Autolektor był przyrządem do nagrywania na taśmie filmowej w wersji dźwiękowej tekstów książek dla niewidomych. Niestety, zarówno te urządzenia, jak i sam wynalazca są dziś mało znani, ponieważ większość notatek, projektów i prototypów Prószyńskiego została zniszczona w czasie Powstania Warszawskiego.

Felietonista

Oprócz realizowania swoich pasji wynalazczych Prószyński pisał felietony do „Gazety Świątecznej”, której był współwłaścicielem. Do 1939 r. ogłosił kilkaset artykułów o treści społecznej, ekonomicznej i politycznej. Oprócz felietonów w „Gazecie Świątecznej” opublikował ok. 50 artykułów na łamach czasopism polskich i zagranicznych, w których opisywał swoje wynalazki. Prószyński sporządził również listę znanych ludzi urodzonych w Polsce w czasach od utraty niepodległości aż do 1912 r. Był właścicielem kilkudziesięciu patentów francuskich, niemieckich i angielskich. Warto też wiedzieć, że Studio Filmowe HARPOON FILMS z Gdyni przygotowuje o nim dokument fabularyzowany pt. „Kazimierz Prószyński - człowiek, który stworzył film”.

PS: Dziękuję panu Mieczysławowi Prószyńskiemu za udostępnienie zdjęć rodzinnych oraz informacje o wnuczkach wynalazcy.

2012-12-31 00:00

Oceń: +2 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Na filarach Kierbedzia

Niedziela warszawska 47/2014, str. 4

[ TEMATY ]

historia

Wikipedia

Most Kierbedzia widziany z wieży Zamku Królewskiego

Most
Kierbedzia
widziany
z wieży
Zamku
Królewskiego

Choć został zburzony 70 lat temu, nie całkiem zniknął. Jadąc dziś mostem Śląsko-Dąbrowskim, nie musimy wiedzieć, że został osadzony na filarach Kierbedzia

Otwarcie Mostu Kierbedzia 150 lat temu nie było tak uroczyste, jak powinno i mogło być. To było wydarzenie: zbudowano pierwszy żelazny most przez Wisłę w Warszawie, Praga mogła naprawdę stać się jej częścią. Jednak warszawiacy uroczystość zbojkotowali.
CZYTAJ DALEJ

Św. Teresa od Dzieciątka Jezus - "Moim powołaniem jest miłość"

Niedziela łódzka 22/2003

[ TEMATY ]

św. Teresa z Lisieux

Adobe Stock

Św. Teresa z Lisieux

Św. Teresa z Lisieux

O św. Teresie od Dzieciątka Jezus i Najświętszego Oblicza, karmelitance z Lisieux we Francji, powstały już opasłe tomy rozpraw teologicznych. W tym skromnym artykule pragnę zachęcić czytelników do przyjaźni z tą wielką świętą końca XIX w., która także dziś może stać się dla wielu ludzi przewodniczką na krętych drogach życia. Może także pomóc w zweryfikowaniu własnego stosunku do Pana Boga, relacji z Nim, Jego obrazu, który nosimy w sobie.

Życie św. Teresy daje się streścić w jednym słowie: miłość. Miłość była jej głównym posłannictwem, treścią i celem jej życia. Według św. Teresy, najważniejsze to wiedzieć, że jest się kochanym, i kochać. Prawda to, jak może się wydawać, banalna, ale aby dojść do takiego wniosku, trzeba w pełni zaakceptować siebie. Św. Teresie wcale nie było łatwo tego dokonać. Miała niesforny charakter. Była bardzo uparta, przewrażliwiona na swoim punkcie i spragniona uznania, łatwo ulegała emocjom. Wiedziała jednak, że tylko Bóg może dokonać w niej uzdrowienia, bo tylko On kocha miłością bez warunków. Dlatego zaufała Mu i pozwoliła się prowadzić, a to zaowocowało wyzwoleniem się od wszelkich trosk o samą siebie i uwierzeniem, że jest kochana taką, jaka jest. Miłość to dla św. Teresy "mała droga", jak zwykło się nazywać jej duchowy system przekonań, "droga zaufania małego dziecka, które bez obawy zasypia w ramionach Ojca". Św. Teresa ufała bowiem w miłość Boga i zdała się całkowicie na Niego. Chciała się stawać "mała" i wiedziała, że Bogu to się podoba, że On kocha jej słabości. Ona wskazała, na przekór panującemu długo i obecnemu często i dziś przekonaniu, że świętość nie jest dostępna jedynie dla wybranych, dla tych, którzy dokonują heroicznych czynów, ale jest w zasięgu wszystkich, nawet najmniejszych dusz kochających Boga i pragnących spełniać Jego wolę. Św. Teresa była przekonana, że to miłosierdzie Boga, a nie religijne zasługi, zaprowadzi ją do nieba. Św. Teresa chciała być aktywna nie w ćwiczeniu się w doskonałości, ale w sprawianiu Bogu przyjemności. Pragnęła robić wszystko nie dla zasług, ale po to, by Jemu było miło i dlatego mówiła: "Dzieci nie pracują, by zdobyć stanowisko, a jeżeli są grzeczne, to dla rozradowania rodziców; również nie trzeba pracować po to, by zostać świętym, ale aby sprawiać radość Panu Bogu". Św. Teresa przekonuje w ten sposób, że najważniejsze to wykonywać wszystko z miłości do Pana Boga. Taki stosunek trzeba mieć przede wszystkim do swoich codziennych obowiązków, które często są trudne, niepozorne i przesiąknięte rutyną. Nie jest jednak ważne, co robimy, ale czy wykonujemy to z miłością. Teresa mówiła, że "Jezus nie interesuje się wielkością naszych czynów ani nawet stopniem ich trudności, co miłością, która nas do nich przynagla". Przykład św. Teresy wskazuje na to, że usilne dążenie do doskonałości i przekonywanie innych, a zwłaszcza samego siebie, o swoich zasługach jest bezcelowe. Nigdy bowiem nie uda się nam dokonać takich czynów, które sprawią, że będziemy w pełni z siebie zadowoleni, jeśli nie przekonamy się, że Bóg nas kocha i akceptuje nasze słabości. Trzeba zgodzić się na swoją małość, bo to pozwoli Bogu działać w nas i przemieniać nasze życie. Św. Teresa chciała być słaba, bo wiedziała, że "moc w słabości się doskonali". Ta wielka święta, Doktor Kościoła, udowodniła, że można patrzeć na Boga jak na czułego, kochającego Ojca. Jednak trwanie w takim przekonaniu nie przyszło jej łatwo. Przeżywała wiele trudności w wierze, nieobce były jej niepokoje i wątpliwości, znała poczucie oddalenia od Boga. Dzięki temu może być nam, ludziom słabym, bardzo bliska. Jest także dowodem na to, że niepowodzenia i trudności są wpisane w życie każdego człowieka, nikt bowiem nie rodzi się święty, ale świętość wypracowuje się przez walkę z samym sobą, współpracę z łaską Bożą, wypełnianie woli Stwórcy. Teresa zrozumiała najgłębszą prawdę o Bogu zawartą w Biblii - że jest On miłością - i dlatego spośród licznych powołań, które odczuwała, wybrała jedno, mówiąc: "Moim powołaniem jest miłość", a w innym miejscu: "W sercu Kościoła, mojej Matki, będę miłością".
CZYTAJ DALEJ

Ktoś Cię zranił? Przynieś tę ranę na Różaniec

2026-10-01 18:46

[ TEMATY ]

Różaniec 2026

Adobe Stock

Niektóre zranienia mijają szybko, inne zostają w pamięci na lata. Szczególnie bolą te zadane przez osoby, którym ufaliśmy.

W październiku mamy dla Ciebie 31 powodów, żeby wziąć Różaniec do ręki. Każdego dnia – jeden powód, jedna tajemnica, jedna intencja.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję