Nie wiem, czy ta legendarność przyszła mu do głowy przypadkiem, czy użył tego słowa świadomie. Wydało mi się ono w tym kontekście dość nieoczywiste, ale w gruncie rzeczy całkiem trafne. Wszak nie można zaprzeczyć, że Biblia pełna jest skrzydlatych słów, frazeologizmów i powiedzeń. Wszystkie one mają swoją zbiorczą nazwę: biblizmy.
Jednym z takich przykładów, który wybrzmiewa w dzisiejszej Ewangelii, jest nader efektowne połączenie nie siedem, ale siedemdziesiąt siedem. Te liczby, mające zresztą swoją bogatą symbolikę, weszły do potocznego języka i bywają używane w różnych kontekstach.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Liczby klasyfikujemy w języku polskim jako liczebniki. Ta przydatna część mowy służy nam zawsze wtedy, kiedy trzeba w sposób konkretny (np. pięć, dwoje, trzystu, ćwierć) lub mniej określony (np. parę, kilku, wiele, moc) powiedzieć o ilości lub liczbie czegoś. Albo o kolejności (np. pierwszy, trzydziesty) i innych właściwościach ilościowych (np. dwojaki, potrójny, czterokrotnie). Liczebniki istotnie porządkują nasz świat.
Zatrzymajmy się na chwilę przy rozróżnieniu: ilość i liczba. Tradycyjnie, wzorcowo wyrazy te mają ściśle określone funkcje. Kiedy mówimy o rzeczach policzalnych, używamy słowa liczba: olbrzymia liczba koni i rydwanów; pokaźna liczba pobożnych Greków; sieć pełna wielkich ryb w liczbie stu pięćdziesięciu trzech.
Reklama
Z kolei słowo ilość obsługuje konteksty niepoliczalne: ilość ziarna używanego na siew; ustalona ilość oliwy; wino pite w nadmiernej ilości. Z tych dwóch wyrazów ogólniejsze znaczenie ma ilość, wyraz utworzony od słówka ile – a więc nadający się dobrze do informowania o wolumenie. Słownik definiuje to hasło dość ogólnie: „miara czegoś, co może być liczone, ważone lub mierzone” i daje różnorakie przykłady: ilość alkoholu, kalorii, piwa, słodyczy, tłuszczu; ilość katastrof; ilość czasu; ilość ciepła, energii, odpadów, substancji, ścieków, wody, zanieczyszczeń.
Widać z tego zestawienia, że dychotomia: policzalne – liczba, niepoliczalne – ilość nie zawsze jest przestrzegana i co więcej – przestaje być traktowana jako niepoprawna. W słowniku przy haśle ilość taki komentarz normatywny: „W słownikach normatywnych wydanych przed 1999 [słowo ilość jest] uznawane za błędne w odniesieniu do rzeczowników policzalnych”.
Dlaczego nie przywiązujemy dziś do tego tak dużej wagi jak kiedyś? Być może wynika to z naszej skłonności do oszczędzania wysiłku. Skoro istnieje słowo ogólne, uniwersalne (ilość), łatwo nam po nie sięgać w coraz to nowych kontekstach. Słowo bardziej wyspecjalizowane (liczba) w wielu sytuacjach przestaje nam być potrzebne.
Osobiście – niezależnie od poluzowania norm słownikowych – pilnuję tego rozróżnienia i do tego zachęcam. To taka mała, a ważna okazja, aby do głosu doszły staranność, uważność, a także przywiązanie do tradycji. Kiedy nie korzystamy z takich okazji, język się zmienia, ale przy tym często ubożeje. I choć błędu nie popełniamy, to jednak trochę żal...
Reklama
Jest i inna para wyrazów, które lubią nam się mylić. W tym przypadku jednak słownik nie przewiduje taryfy ulgowej. Rozróżnienie powinno być jednoznaczne. O jakie słowa chodzi? Półtora i półtorej – nieodmienne liczebniki ułamkowe. Wyrazy te mają długi staż w polszczyźnie, a wywodzą się z prasłowiańskiego wyrażenia *pol? v?tora (pół wtora) ‘pół drugiego’. Rdzeń wtóry, czyli ‘drugi’, odnajdujemy dziś w takich wyrazach, jak wtorek, powtórka czy wtórny. Konstrukcja jeden i pół wtora z biegiem czasu uprościła się do postaci półtora, która towarzyszy nam do dzisiaj. Warto zapamiętać zasadę, która w dość prosty, intuicyjny sposób reguluje użycie tego wyrazu. Decyduje rodzaj gramatyczny – tylko tyle i aż tyle.
Jeśli tworzymy połączenie ze słowami rodzaju męskiego lub nijakiego, pozostajemy przy formie półtora: półtora roku, półtora bochenka, półtora jabłka, półtora dziecka (np. w statystyce). W przypadku wyrazów rodzaju żeńskiego powinniśmy jednak wybrać formę półtorej: półtorej godziny, półtorej szklanki, półtorej gruszki.
Niepoprawne – choć niepokojąco rozpowszechnione – są formy typu *za półtorej roku. Być może użytkownicy języka postrzegają formę półtorej jako bardziej wyrafinowaną niż prozaiczne półtora? Tak może niektórym brzmieć wygłosowe -a (por. moja chata z kraja, tego kwiata jest pół świata).
To tylko przypadkowa zbieżność. My tymczasem trzymajmy się form, które opierają się na mądrości i logice języka. Kolejnymi zajmiemy się już niedługo – za nieco ponad półtora tygodnia.
Magdalena Wanot-Miśtura językoznawca, adiunkt w Instytucie Języka Polskiego na Wydziale Polonistyki UW, kierownik Laboratorium Efektywnej Komunikacji UW. Prezes zarządu Fundacji Języka Polskiego
